Pytania i odpowiedzi

Jako iż zauważyłam, że bardzo często dziesiątki razy odpowiadam na te same pytania, to postanowiłam tutaj zacząć wpisywać to, o co najczęściej pytacie i udzielać odpowiedzi.

Z góry zaznaczam (co generalnie podpinam do całej zawartości mojego bloga), iż jestem taką samą zwykłą użytkowniczką minerałów, fanką kosmetyków, po prostu kobietą, jak większość z Was. Wszystkie moje opinie, to efekt testów, lektur rozmaitych, pasji, a także doświadczeń własnych i znajomych osób. Nie posiadam ani specjalistycznej wiedzy w dziedzinie kosmetykologii, dermatologii, ani żadnej innej „-logii” 😉 I czasem mało komfortowo czuję się w pozycji osoby, do której piszecie z prośbami o porady. Bo porad często sama potrzebuję 😀 Nie jestem żadną Alfą i Omegą, żadnym Omnibusem, wiedzy tajemnej i specjalistycznej również nie posiadam i nigdy nie starałam się sprawiać wrażenia, że jest inaczej. Oczywiście, to miłe, że mój blog może być miejscem, gdzie znajdziecie przydatne, ciekawe dla siebie informacje i jeżeli tylko umiem odpowiedzieć, pomóc, lub cokolwiek doradzić (i znajdę na to czas), to z przyjemnością tego się podejmę.

———————————————————————————————————————————————————————————————————————

Pytanie : „… wspominasz wiele minerałów – jednak nie zauważyłam byś rekomendowała/używała Bare Minerals/Bare Escentuals, które są bardzo znana marka w tej dziedzinie …”

czyli : dlaczego nie wspominam na swoim blogu o minerałach Bare Minerals – jednej z najbardziej popularnych marek na świecie?

Odpowiedź : Powód jest banalny. W skład ich mineralnego podkładu wchodzi Bismuth Oxychloride. Ten składnik, mimo iż wizualnie efekty jego zastosowania są bardzo przyjemne (świetliste wykończenie), to potrafi paskudnie zaszkodzić skórze i wywołać podrażnienie, wysypkę, a także nasilić objawy trądziku. Oczywiście nie ma co demonizować i w związku z tym, że podkłady te są bardzo popularne, to świadczy o tym, że jednak nie u wszystkich występuje podobna reakcja. Ja jednak na swojej wrażliwej i problemowej skórze testować reakcji na niego nie zamierzam. Dodatkowo fakt, iż wiele marek zamieszcza obecnie informację przy swoich produktach „Bismuth Oxychloride free (czyli wolne od Bismuth Oxychloride)” świadczy dla mnie o tym, iż reakcje niepożądane na ten składnik wcale nie są takie rzadkie i odosobnione.

———————————————————————————————————————————————————————————————————————

Pytanie: nie do końca wierze w minerały, ponieważ zauważyłam ostatnio ze moja buzia po ich nałożeniu jest taka jakaś pudrowa, i jakby sucha. nie wiem w czym jest problem – nakładaniu, samym produkcie, czy może braku nawilżenia, chociaż zawsze nakładam krem + baza wiec nie bardzo wiem o co chodzi

czyli: jak pozbyć się  pudrowego wykończenia podkładu mineralnego (jeżeli akurat w naszym przypadku jest ono niepożądane, bo znam osoby, którym akurat to nie przeszkadza, a wręcz nawet wolą takie wykończenie)

Odpowiedź: Tutaj mamy dwie opcje wyboru: znaleźć taki podkład, który ma bardziej kremową konsystencję (np. formuła Veena Velvet z Lumiere, czy podkłady Lucy Minerals w oryginalnej formule), bądź sprawić, by nasz podkład lepiej się wtopił. W tym celu, po nałożeniu podkładu mineralnego, możemy spryskać twarzy mgiełką hydrolatu, wody termalnej, bądź też lekko zwilżonym wacikiem przestemplować po twarzy, delikatnie, lekko przykładając wacik na skórze, kawałek po kawałku. Możemy też spróbować nałożyć podkład na mokro (albo spryskując pędzel i zanurzając go w proszku nasypanym do czystej miseczki, bądź też spryskując pędzel z naniesionym już na niego podkładem)

czyli: czy naprawdę odpowiednie nawilżenie skóry jest tak istotne?

Odpowiedź: Jest. Naprawdę. I tu może wkleję zdjęcie ilustrujące dokładniej to, o czym piszę.

Te zdjęcia zostały wykonane jakiś czas temu (dawno, dawno temu 🙂 ) na potrzeby wizażowego forum, by pokazać, jak odpowiednie nawilżenie skóry może zmienić sposób, w jaki podkład na nas wygląda. Na obu zdjęciach jest ten sam podkład. Zmienił się jedynie sposób pielęgnacji mojej skóry. Jednym z najczęściej popełniany błąd to: „przecież mam tłustą/mieszaną skórę, po co mam ją dodatkowo nawilżać?”. Ano po to, że bardzo często właśnie nadmiernie wysuszona skóra reaguje nadprodukcją sebum, przetłuszczaniem się i wysypem różnego rodzaju krostek i innych rzeczy. Również fakt używania kremu („przecież się smaruję rano i wieczorem) wcale nie gwarantuje odpowiedniego nawilżenia. Często nawet kremy apteczne (nie wspominając o drogeryjnych) zawierają w składzie składniki, które mogą prowadzić do jej przesuszania się (np. SLS w żelach myjących, czy alkohol w kremach).  Zarówno zbyt ciężki krem, jak i zbyt lekki naszej skórze mogą wyrządzić wiele zła. Znalezienie i poznanie swojej skóry, tego, co jej nie służy, a czego potrzebuje, to droga trudna, długa i wcale niełatwa, ale z pewnością opłacalna.

———————————————————————————————————————————————————————————————————————

Pytanie : „Mam cerę z przebarwieniami, lecz główną moją bolączką są pory. Na całej twarzy są rozszerzone i zanieczyszczone. Mam mnóstwo wągrów -przeważnie na nosie i zaskórniaków na brodzie i policzkach.
Kilka miesięcy temu postanowiłam spróbować z tym walczyć. Stwierdziłam, że po pierwsze pójdę do dermatologa, bardzo polecanego w moim mieście. Pani doktor stwierdziła, że przecież nie mam ropnych pryszczy, więc nie mam też problemu… No cóż 😦
Przeczytałam sporo wątków na wizażu i doszłam do wniosku, że muszę się przerzucić na kosmetyki mineralne, ponieważ pewnie moje ciężkie i tłuste podkłady tylko przyczyniają się do zapychania porów. Tak więc zrobiłam i od kilku tygodni maluję się tylko minerałami.
Do mycia używam żelu z rossmanna tego dla niemowląt, a nawilżam twarz kremem vichy.
Przepraszam, że ta wiadomość jest taka chaotyczna, ale zupełnie nie wiem jak mam to wszystko uporządkować.
Dodam jeszcze, że mam 21 lat.
Bardzo Ci zazdroszczę, że tak dobrze poznałaś swoją cerę i wiesz co Cię zapycha, a co dobrze działa.
Myślisz, że mój problem z porami wynika właśnie z tego, że jakieś składniki je zapychają?”

czyli : co jest powodem zapchanych porów i jak z tym walczyć

No dobrze, tutaj się trochę powymądrzam i trochę teorii przytoczę, gdyż tak naprawdę problem pozapychanych porów to ogromnie szeroki temat, z którym sama nieustannie walczę i walka ta zdaje się nie mieć końca.

Zapchane pory to nic innego jak kombinacja brudu, tłuszczu, potu, kosmetyków, a także składników w nich występujących, które są komedogenne (czyli zapychające pory)

To, jakie składniki są komedogenne, jest sprawą bardzo indywidualną i tak naprawdę, mimo listy składników mnie lub bardziej komedogenne, należy zachować zdrowy rozsądek – to, co jednemu będzie szkodzić i powodować sensacje skórne, innemu będzie wybitnie służyć. Można posłużyć się taką listą, by spróbować unikać tych najczęściej wywołujących niepożądane reakcje, ale wcale nie gwarantuje ona, że w naszym przypadku będzie miała jakiekolwiek odniesienie do tego, co nasza skóra lubi, a co nie. Taka lista dostępna jest np. TUTAJ (gdzie pierwsza cyfra w tabeli oznacza wskaźnik komedogenności, a druga – wskaźnik wywoływania podrażnień, im wyższy, tym gorzej).Jednakże, np. Propylene Glycol na tej liście oznaczony jest jako całkowicie niegroźny, a tymczasem, w moim przypadku, użycie go w kosmetyku niemalże gwarantuje wysyp podskórnych, bolących gul…

Jak wyglądają zapchane pory?

Właściwie są dwa typy : blackheads (czyli te małe ciemne plamki w naszych porach) oraz whiteheads. Gdy cały ten, przepraszam za wyrażenie, syf zbiera się w porach i nie zostaje odpowiednio często i wcześnie usunięty, zamienia się właśnie w zaskórniki.

Blackheads to nie całkiem zapchane pory; są one najczęściej wypełnione makijażem, brudem, olejami. To nadaje porom ten czarny odcień odcień (gdy zostanie on usunięty, pory zmieniają odcień na bardziej brązowy). Takie zapchanie porów jest najczęściej spowodowane przez nadmiar tłuszczu na skórze i może powodować pryszcze. Najczęściej widzimy je na nosie i nad ustami.

Whiteheads (białe zaskórniki) to kompletnie zapchane pory. Oznacza to mniej więcej tyle, że w porach jest tyle samo brudu ile w czarnych zaskórnikach, ale są one kompletnie zamknięte i formuje się biały bąbelek na szczycie. Tak się dzieje najczęściej w przypadku niewielkich porów, które nie mają wystarczająco przestrzeni, by uwolnić nadmiar tłuszczu, nieczystości i jakby duszą się tam w środku z tym i twardnieją, formując właśnie ten biały czubek. Niewskazane jest wyciskanie tego paskudztwa, gdyż może to pozostawić na skórze ślady, przebarwienia, a nawet blizny.

Najgorszy typ zapchanych porów to te głęboko w skórze i to one właśnie powodują podskórne gule, cysty, ropne sensacje i niejednokrotnie zmieniają się w ciężki typ trądziku, wymagający specjalistycznego leczenia.

Najprostszym rozwiązaniem byłoby a/ dokładne oczyszczanie skóry z wszelkiego rodzaju brudu, makijażu itd. b/używanie takich kosmetyków, które są w zgodzie z preferencjami naszej skóry.

Łatwiej jednak powiedzieć, niż zrobić. Często droga do poznania tego, co naszej skórze służy, a co szkodzi, jest długa, trudna i naznaczona wieloma nieudanymi próbami. Są oczywiście szczęśliwcy, których skóra nie jest wrażliwa na zapychanie, albo przynajmniej mniej wrażliwa niż innych. Podobnie ma się sprawa z oczyszczaniem i doborem kosmetyków.

Teoretycznie powinnyśmy używać preparatu do demakijażu, który dokładnie oczyści skórę, usuwają z niej wszystko, co usunąć powinien, nie naruszając jednocześnie jej bariery ochronnej. Peelingi różnego rodzaju złuszczające martwy naskórek, maseczki usuwające zanieczyszczenia z porów i domykające je, to również nasi sprzymierzeńcy w walce z pozapychanymi porami. Podobnie jak kremy/lotiony/sera, które nam tych porów nie zapychają.I oczywiście kosmetyki do makijażu. Wybierać powinniśmy te, które w swoim składzie nie mają tego, co nam szkodzi (najczęściej – silikony- choć te mnie akurat krzywdy, o dziwo, nie robią; oleje, konserwanty, barwniki, dodatki zapachowe itd).I właściwie przedział cenowy, ani znana marka właściwie nie mają tu nic do rzeczy – podkład z górnej półki, czy dostępny w aptece, w składzie potrafi mieć mnóstwo składników, których akurat nasza skóra nie toleruje i jego kupno wcale nie uchroni nas przed przykrymi niespodziankami. A dla koleżanki, również go używającej, będzie jednym z najlepszych podkładów na świecie, który czyni cuda z jej skórą, nie szkodząc jej ani trochę…

I tu jeszcze wspomnę o zjawisku określanym jako „oczyszczanie się skóry”. Przy zmianie kosmetyku, pojawienie się zaskórników, pryszczy i innych niespodzianek, wcale nie musi oznaczać, że on nam nie służy. Wręcz przeciwnie. Może to być po prostu pozbywanie się ze skóry nagromadzonych zapasów nieczystości, przejawiające się właśnie w ten sposób (często jest to faza początkowa preparatów z kwasami, które oczyszczają skórę). Jest to przejściowe i mija, gdy skóra wyrzuci z siebie już to, co wyrzucić powinna. I wcale nie oznacza, że kosmetyk nam nie służy.

Tak sobie myślę – całe szczęście, że udało mi się odkryć, przynajmniej w ogólnym zarysie, co moja skóra lubi, a czego nie, bo gdy pomyślę, jak trudne jest jej poznanie i zdiagnozowanie, co się akurat z nią dzieje, to ciarki przechodzą mnie na samą myśl, że mogłabym dalej błądzić i zastanawiać się, czy np. krem mnie właśnie zapycha, czy też możne skóra się właśnie oczyszcza 😀

13 thoughts on “Pytania i odpowiedzi

  1. Dzien dobry
    prosze o wyjasnienie jak rozumieć zwrot „best you fresh” 24.09.2010 zawartą na opakowaniu mydełka – szamponu LUSH. Czy jest to data informująca, iz w/w jest najświeźszy do 24 09 2010 czy informuje o dacie produkcji – i od niej 24 m-ce. Pozdrawiam Bożena

  2. @bocy
    z tego, co się orientuję, data ta oznacza datę, od której liczy się termin ważności, aczkolwiek głowy sobie nie dam uciąć, bo nie mam opakowań do szamponów, a na maskach mam tylko napis „use by” i datę, czyli termin ważności maski czy pasty
    Jeżeli podaję błędną informację, to niech mnie ktoś poprawi 😉 Taką znalazłam w sieci, chociażby TUTAJ a nie mogę jej zweryfikować, bo nie mam żadnego produktu LUSH-a, na którym występuje taki napis

    @aja
    literówki, których pełno w moich tekstach, bo nie zawsze mam czas, żeby wszystko dokładnie sprawdzić..

  3. Witam.
    Wpisałam się na Twoim blogu, gdyż zaczęły mnie fascynować kosmetyki mineralne. Do dnia dzisiejszego używałam tradycyjnych kosmetyków kolorowych ido pielęgnacji. Często z najwyższej półki…
    Lecz moja skóra wygląda fatalnie, popękane naczynka na policzkach, sucha w innych partiach, szara po porostu tragedia.
    Dlatego chcę uciec do kosmetyków mineralnych.Piszesz trochę o pielęgnacji. Mam bardzo dużą prośbę do Ciebie. Mianowicie czy jest jakaś firma w Polsce która ma dobre kosmetyki mineralne do pielęgnacji. Nie mam czasu na zamawianie kosmetyków z USA (chyba że takie kosmetyki można zamówić w Polsce Joppa,Silk Naturals,LureBeauty).
    Bardzo Cię proszę o podpowiedź, będzie to dla mnie bardzo pomocne.

  4. Witam Cię, jestem bardzo zainteresowana tymi kosmetykami, chciałabym wypróbować kosmetyki z Lucy Minerals ale za bardzo niepotrafię się odnaleźć na temtej stronie by zamówić jakieś próbki pudrów. Proszę o jakąś pomoc bardzo mi na tym zależy.

  5. @sylwia
    Kolejny przegapiony komentarz na moim blogu 😦 Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję 😦
    Jeżeli chodzi o pielęgnację, to raczej chyba mówimy o kosmetykach naturalnych, gdyż mineralne to raczej kolorówka, która owszem, może przyczynić się do poprawy stanu naszej skóry, ale Tobie chyba bardziej chodzi o kosmetyki typu krem, tonik itd.
    To w takim razie jedyne co mogę zasugerować, to zerknąć na ofertę takich sklepów jak Mazidła, Naturalis, Biochemia Urody, Zrób Sobie Krem.
    Natomiast jeżeli chodziło Ci o kosmetyki do makijażu mineralne, to z polskich marek zdecydowanie wyróżnia się tu Pixie Cosmetics. Jest jeszcze Rhea, ale stosunkowo mało popularna 😉

  6. @agnieszka
    Jeżeli chodzi o stronę Lucy, to po prostu na stronie głównej http://www.lucyminerals.com/
    z działu : Original Formula „Try It” Size Foundations wybierasz próbkę w odcieniu, jaki Cię interesuje, dodajesz do koszyka (Add to Cart), przekierowuje Cię do strony z płatnością paypalową, gdzie możesz zapłacić (jeżeli to już wszystko, co chciałaś zamówić), a jeżeli chcesz coś jeszcze, to klikasz na Continue Shopping i dorzucasz więcej. A potem przechodzisz do płatności, płacisz, w okienku podajesz adres i gotowe 🙂 Czekasz na swoje zamówienie 😀
    Oczywiście, jak w większości zagranicznych sklepów, konieczne jest konto PayPal (założenie jest banalnie proste, w języku polskim), które zostaje albo powiązane z naszym kontem bankowym, albo przelewamy tam sobie środki, którymi chcemy płacić za zakupy 😉
    Mam nadzieję, ze teraz już to trochę jaśniejsze jest 😉 Udanych zakupów życzę 😉

  7. Witam Cie Cathy 🙂 Niedawno, zupełnie przypadkowo trafiłam na Twój blog. Jest wspaniały!! Bardzo dużo przydatnych i ciekawych informacji. Jestem od wielu lat użytkowniczką portalu wizaz.pl. Tam tez znalazlam recenzje odnośnie podkładów Pixie-Cover De Luxe, które miały jedną z najwyższych ocen w Kosmetyku Wszechczasów.Potem znalazłam sie na Twoim blogu i tak juz pewnie zostane tu na dłużej. Zafascynowały mnie wręcz kosmetyki naturalne, ale również tematy związane z pielęgnacją cery. Niewiem, może masz dostęp do zagranicznych kosmetyków naturalnych, których uzywasz? Niestety w Polsce są one niedostępne. Natomiast znalazłam wiele kosmetyków naturalnych z Eco Cosmetics, Logona, Laverta czy Dr. Schiller. Znasz te firmy? Mozesz cos o nich napisac? Jeśli chodzi o minerałki, to juz na allegro zamówiłam próbki podkładu Pixie z pędzlem flat top. Mam nadzieje ze bedzie mi dobrze służył 🙂

  8. Dorotko – dziękuję za miłe słowa pod adresem mojego bloga 🙂
    Częściowo odpowiedziałam już na Twoje pytanie odnośnie kosmetyków naturalnych dostępnych na naszym rynku, więc pozwolę sobie skopiować tą wypowiedź :

    "Często też pojawia się prośba o przedstawianie więcej kosmetyków z fajnymi składami z polskich sklepów (typu Lavera, Weleda, Logona).. Niestety, dla mnie to nie są "fajne składy: spora ilość z nich ma np. na II miejscu w składzie alkohol (a już prawie wszystkie ten alkohol mają gdzieś tam w składzie), albo składniki, których ja nie mogę używać – masło shea, woski, glicerynę itd… Dlatego też rozpoczęłam poszukiwania w sklepach za granicą, gdyż ani w polskich aptekach (nie wspominając o drogeriach) ani w sklepach internetowych nie znalazłam nic, co by mi nie szkodziło… Oczywiście, co jakiś czas testuję różne nowości i czasem skuszę się na coś, ale szybko ląduje to albo u koleżanek albo u rodziny
    Nie twierdzę, że to złe kosmetyki. Absolutnie nie. Dla osób, które nie muszą tak ekstremalnie uważać na listę składników, z pewnością są niezłe. Składy przyjazne większości, nie są tak napakowane chemią jak nasze drogeryjne (czy czasem nawet apteczne) kosmetyki. Jednakże – nie dla mnie Choć przyznam się, że odkąd zaczęłam robić zakupy głównie za granicą, to nie śledzę juz tak mocno rozwoju tych marek i być może coś się przez te 2 lata zdążyło na tym polu zmienić.
    Za to bardzo sobie cenię kosmetyki do pielęgnacji ciała i włosów np. Lavery. Jeden z moich ulubionych szamponów to właśnie szampon tej marki. Być może kiedyś pokuszę się o jakąś recenzję"

     
    Mam nadzieję, że to choć trochę tłumaczy, dlaczego tak mało na moim blogu kosmetyków szerzej dostępnych. Ja naprawdę po wielu, wielu latach testów i walki z moją skórą w końcu nauczyłam się, czego nie lubi i na co reaguje wysypem, pryszczami, kaszką, podrażnieniem bądź podskórnymi gulami; lata obserwacji pozwoliły mi zauważyć, co jest przyczyną nadmiernego jej błyszczenia, kiedy pory rozszerzają się bardziej niż zwykle, kiedy pojawiają się zaskórniki.
    Dlatego też, bogatsza o tą wiedzę i świadomość, jakich składników używać nie powinnam, bardziej rozważnie dobieram swoje kosmetyki. A że w polskich sklepach wciąż niestety brak składów, które mi nie szkodzą, to stąd też i moje poszukiwania w zagranicznych sklepach (dlatego taką sympatią darzę sklep iHerb, gdzie wybór kosmetyków o idealnych dla mnie składach jest naprawdę spory, a dodatkowo, przy każdym z takich kosmetyków mam pełny skład podany, co wbre pozorom nie jest czymś standardowym w polskich sklepach, bo często mamy wypisane jedynie aktywne składniki, a pomijane wszystkie "śmieciowe",czyli akohole i inne. I jeżeli nie uda nam się znaleźć składu w internecie, to po zakupie okazuje się, że kupiliśmy coś, co zupełnie składem nam nie odpowiada).
    Ja osobiście bardzo chętnie stosowałabym kosmetyki dostępne w naszych sklepach. Naprawdę. Niestety, moja skóra ma na ten temat swoje zdanie 😉 A po latach walki z nią i próbie sił poddałam się i uznałam, że tej walki nie wygram, więc pozostało mi jedynie dostosować się do jej wymagań 😉
    Postaram się jednak na blogu umieszczać recenzję kosmetyków, które testowałam w przeszłości (bo mam nawet specjalny zeszycik założony z okresu, kiedy testowałam rozmaite produkty i tam zapisywałam swoje spostrzeżenia plus skład 😀
     

  9. Powiem Ci szczerze, że bardzo mnie kusi Twój kosmetyk do oczyszczania twarzy, niewiem czy pamięć mnie nie zawodzi, ale chyba z LureBeauty. Może zdradzisz mi w jaki sposób go zamawiasz? Nigdy nie zamawialam z zagranicznych stron i troszke sie obawiam….sama rozumiesz 🙂 Ale naprawde z wielka przyjemnoscia sprawilabym sobie taki kosmetyk 🙂 Wiem, że nieraz to słyszałas, ale Twoja cera jest piękna…..W ogóle jesteś śliczną kobietką 🙂

  10. Cathy, przejrzałam twój wpis gdzie umieściłaś wszystkie swatche z kolorami EDM intensive, i mam takie pytanko, czy według Ciebie Fawn jest troszeczkę ciemniejszy (żywszy) od Golden Fair? Bo u mnie na ekranie ciężko mi to dostrzec… Golden Fair jest dla mnie nawet dobry, nie odcina się od szyji, ale wyglądam w nim troszkę blado, ale w granicach normy.  Nie zaszkodziło by jednak jeśli odcień byłby dosłownie ODROBINĘ żywszy. Winged butter jest już dużo za zółty i za ciemny. Chciałabym zamówić sobię BIG-a, a już nie tracić czasu i pieniędzy na testery…
    Bardzo proszę o odpowiedź, 
    pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s