Makijaże nadesłane na konkurs Pixie

Jedną z możliwości zwiększenia swoich szans w konkursie Pixie było przesłanie mi mailem zdjęć makijażu z użyciem dowolnego mineralnego kosmetyku. Otrzymałam kilkadziesiąt zdjęć, z których część możecie poniżej zobaczyć.

Całe szczęście, że nie wpadłam na pomysł, by organizować konkurs, w którym ja osobiście musiałabym zadecydować o tym, kto otrzyma nagrody. Patrząc na zdjęcia wiem, że nie byłabym w stanie tego dokonać. Dziewczyny na zdjęciach są tak piękne, tak pełne wdzięku i tak fajnie podkreślają swoją urodę, że nie wyobrażam sobie, abym miała spośród nadesłanych prac wybrać te, które podobają mi się najbardziej.

Wiem, że przyznałabym jednak dwa równorzędne miejsca, gdyż te zdjęcia urzekły mnie najbardziej. Myślę, że komentarz jest zbędny i wszystko widać na załączonych obrazkach.

Lanka:

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :
Podkład: Lucy Minerals Creamy Olive
bronzer: Waikiki Lily Lol
róż: Blossom Blush Lily Lolo
tusz do rzęs: No7

A_noska:

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Primer: puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Podkład : Lucy Minerals – Lucy Light w odcieniu Bisque

Wykończenie : puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Jak widać na powyższych zdjęciach wybrałam te makijaże, które niesamowicie pokazują siłę minerałów. Na pierwszym – ich doskonałe krycie i jednocześnie naturalność, natomiast na drugim – jak przepięknie naturalny i dziewczęcy efekt można uzyskać minimalnym zestawem.

Otrzymałam też wiele innych zdjęć – nie umiałabym wybrać, które podobają mi się najbardziej, dlatego też pozostawiam je bez komentarza i zapraszam do oglądania tych pięknych dziewczyn.

Pilar

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu (niestety nie otrzymałam szczegółowych informacji o odcieniach, więc gorąco proszę o uzupełnienie, bo makijaż naprawdę przepiękny i sama chętnie bym się dowiedziała, co zostało użyte 😉 Korektor EDM Mint, podkład Blusche, puder Blusche, róż EDM, Bronzer i rozświetlacz Blusche, cienie Meow i niemineralnie-Sleek. 🙂

eenax

twarz: primer Prime Me Powder Pixie, podkład Breena 1 Pixie, korektor pod oczy Under Eye Concealer 2 Frisky Abyssinian Meow Cosmetics, róż Email Me Everyday Minerals
oczy: primer I-prime Meow Cosmetics, żółty matowy- Pelluci Paint FX, zewnętrzny kącik i załamanie powieki pomarańczowy Spread Your Wings Aromaleigh, na linii rzęs brąz z opalizującymi drobinkami – Chameleon Sweetscents, rzęsy tusz niemineralny Max Factor Masterpice
usta:błyszczyk niemineralny Juicy Tubes 45 Candy Lancome

Carolinascotties

Też niestety nie posiadam dokładnych odcieni użytych kosmetyków, ale miejmy nadzieję, że Karola nam je dopisze, bo podejrzewam, że nie tylko ja pękam z zazdrości patrząc na te zdjęcia 😉 Podkład Lumiere, cienie do powiek Meow i rozświetlacz Lumiere.

Yasinisi

primer: monistat
podkład: Pixie Cover de Luxe Cameo2
finisher: Pixie Kiss of Sun
róż: EDM Time Share
rozświetlacz: EDM Natural
oczy: baza ArtDeco + MEOW Dr. ZhiCATo+ Bronze Lucy Minerals+ EDM Exhale

AnkaFranka

podkład EDM Fairly Light Neutral intensive
róż EGM berries&cream
oczy EDM fresh, pod oczami EDM morning
puder wykończeniowy własnej receptury (a dokładnie receptury JMW 🙂 )
brwi EDM silver grey

na ustach: albo rozświetlacz EDM pearl beige albo złoto-srebrne Meteoryty Guerlain 🙂

Kmb1

-podkład AWGM f5
-korektor edm multi-intensive
-baza kobo
-cienie edm:late checkout,Jane Eyre,Scented Candles
-kredka mysecret grafitowa
-tusz do rzęs 123 mascara rimmel
-błyszczyk essence xxxl nudes 01
-korektor do brwi brązowy delia
Ciri

Zdjęcia z Lucy (pierwsze dwa): Lucy Minerals formuła Orginal Creamy Bisque, Puder Lumiere Veena Silk Veil odcień Sand, Punktowo i pod oczy korektor Sunlight EDM. róż All Smiles EDM. Oczy :Kredka nie mineralna.

Zdjęcia z Lumiere (dwa kolejne): Lumiere Light Medium Golden VV, Puder Lumiere Veena Silk Veil odcień Sand, Punktowo i pod oczy korektor Sunlight EDM, róż Poppy Lumiere. Oczy : kredka nie mineralna, Wet Sand EDM

Kosmetyczna Ja:

Podkład: Lucy Minerals odcień Light
Korektor na rumieńce MINT z EDM a pod oczami beżowy Pixie
Brwi: Deep Brow Powder Silk Naturals
Oczy: Baza pod cienie i-prime z meow, cienie: Queen [jasny] i Tuxedo [ciemny] oba ze Sweetscents
Róż:Angelique ze Sweetscents
Rzęsy Avon, super shock

Kathe



„Makijaż  inspirowany filmem Black Swan, ale w lżejszej wersji, raczej księżniczki łabędzi 🙂 Użyty kosmetyk mineralny (jedyny jaki w sumie mam): podkład Lily Lolo odcień Porcelain”



Ola93

We wszystkich makijażach oka została wykorzystana paleta Sleek Sunset. Co prawda ja uznaję te cienie raczej za kosmetyk pseudomineralny – i myślę, że nie tylko ja (ze względu na jego skład), ale z racji tego, że paletka ta reklamowana jest pod hasłem mineralnych cieni, to zgłoszenie oczywiście uznałam 😉

Jako ciekawostkę podaję skład „mineralnej” paletki: Mica, Talc, Paraffinum liquidum, Magnesium Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Dimethicone, Propylparaben, Methylparaben. May contain: Cl 77891, Cl 77007, Cl 77492, Cl 77289, Cl 45410:2, Cl 15850:1, Cl 42090:2, Cl 77499, Cl 77742, Cl 15985:1.

(co nie zmienia oczywiście faktu, że są to świetne paletki biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości i sama z chęcią ich używam 😀 )

Eti_

Primer Touch of Beige – Pixie.

Podkład CDL Pixie – Sinnie 2 pomieszany z Tinkerbell 3.

Róż -Glow Lucy Minerals, Bollywood EDM.

Puder matujący: Kiss of Sun -Pixie

Oczy: Cloud 9 BFTE, Chenille BFTE, Propinquity SN, Precious BFTE, Drama CS, Smokey EDM, kredka Inglot, Tusz Bell. Usta: pielęgnujący balsam do ust Naturalne Piękno.

ksiezniczkaa87

– puder Jadwiga do cery tłustej i trądzikowej (jako primer)
– korektor Intensive fair EDM
– podkład Fairly Light Neutral EDM intensive (na wypryski)
– korektor Pixie Cosmetics beżowy (pod oczy)
– puder Kiss of Sun (jako wykończenie)
– odrobina różu Best Friends EDM
– cienie Romance Novel i Rock Anthem EDM
– kredka LongLasting Black fever Essence, tusz do rzęs Push Up Bell,  korektor do brwi Delia, błyszczyk Namiętnik Paese
(tu nawet dostałam zdjęcie kosmetyków użytych do wykonania makijażu 😉 )

Renia92i

-Podkład EDM formuła Intensive Multi-Tasking Neutral
-Puder Jadwiga do cery tłustej i trądzikowej
-Róż EDM Truly Tiger
-Korektor pod oczy Pixie różowy
-Tusz Astor Big & Beautiful
-Cienie Max Factor, Bell
-Szminka My Secret Smoky Rock
-Eyeliner avon
-Gosh wodoodporna kredka do oczu czarna

Czarnulka708

podkład: próbka Lily Lolo Popcorn

eye liner: ELF black

tusz: L’oreal Volume Million Lashes

korektor: L’oreal Touche Magique

róż: Bourjois, 34 Rose D’or

Dezemka

Podkład mineralny Lumiere Light Beige Cashmere
Róż ELF Contouring Blush & Bronzing Powder
Complexion Perfection ELF
Cień Manhatann
Tusz Loreal Volume Milion Lashes
Eyeliner w żelu ELF


Idalia

„Makijaż z gatunku artystycznych. Został wykorzystany cień mineralny : Everyday Minerals Heart 2 Shop ( brudnawy fioleto- róż w załamaniu powieki)”. Listy pozostałych kosmetyków niestety nie znam 😉


Reklamy

Kremowych róży Silk Naturals ciąg dalszy…

Dalsza część wczorajszego posta o kremowych różach z Silk Naturals. Nosiłam je dzisiaj cały dzień i nasunęło mi się kilka spostrzeżeń:

  • kolory mimo iż teoretycznie inne, to po roztarciu na skórze wyglądają bardzo podobnie. Do tego stopnia, że mając na jednym policzku Devoted, a na drugim Cherish nie tylko ja nie byłam stwierdzić, który jest który, ale i pytane osoby nie zauważały żadnej różnicy między nimi 🙂
  • trwałość – nie wiem dlaczego wczoraj było lepiej. Być może to kwestia podkładu, bo wczoraj nosiłam LaurEssa, a dzisiaj MEOW, ale nie wytrzymały całego dnia. O ile Devoted jeszcze do tej pory jest lekko widoczny, o tyle po Cherish nie został nawet ślad 😦
  • po całym dniu noszenia na razie nie widzę żadnej kaszki na policzkach, żadnego podrażnienia i mam nadzieję, że tak zostanie 😉 Co prawda miałam opory przed użyciem dzisiaj ponownie tych próbek, bo wpakowałam wczoraj do nich paluchy przy robieniu swatchy, ale mam nadzieję, że przez jeden dzień nie zdążyło się tam rozwinąć niewiadomo jakie siedlisko bakterii i że nie skończy się jakimś wysypem …
  • nadal potwierdzam to, co pisałam wczoraj – róże rozprowadzają się naprawdę łatwo i nie odnotowałam żadnych trudności z ich aplikacją. Na innym podkładzie niż wczoraj rozprowadziły się tak samo dobrze.

Zdjęcia Cherish na policzku (u mnie róż na monitorze jest widoczny, ale podejrzewam, że nie u wszystkich będzie 😦 )

Zdjęcia Devoted na policzku

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Podkład : MEOW Purrrfect Puss 3-Naughty Korat (choć mogłam wybrać podkład z nieco lepszym kryciem 😦 )

Róż : Silk Naturals Creamy Blush Devoted na jednym policzku, Cherish na drugim

Oczy : Paleta Urban Decay – Urban Ammo Eye Palette (Smog, Mildew, Last Call, Chopper – choć i tak na zdjęciach ich nie widać 😉 )

Brwi : Silk Naturals Medium Ash Brow Powder

Tusz : Clinique High Impact

Usta : Artdeco Gourmet Gloss Champagne Fizz

Zrobiłam trochę nowych swatchy tych różów SN na ręce, ale są jeszcze gorsze niż wczoraj 🙂 Spieszyłam się rano i jakoś nie mogłam zrobić żadnego sensownego ujęcia. W dodatku słońce się schowało, jak na złość w momencie, kiedy robiłam zdjęcia nagle zrobiło się szaro, ponuro i ciemno. A za chwilę baterie w aparacie się skończyły… Widocznie nie dane mi zrobić lepszych zdjęć tych róży… Są, jakie są, wklejam i tak 😉

 

Podsumowanie stycznia- część II: kosmetyki kolorowe do twarzy

Ciąg dalszy najczęściej używanych przeze mnie kosmetyków w styczniu 2011 r. Tym razem kategoria :

1. Primer

Brak, sporadycznie, kilka razy użyty Monistat

2. Podkład:

  • MEOW  Purrfect Puss 3- Naughty Korat
  • Beauty from The Earth Bisque
  • Lucy Minerals Original Formula Creamy Bisque plus Creamy Olive (w I połowie stycznia, obecnie dawno moja skóra nie widziała ani solarium (tak, bywam tam,choć wiem, że to "passe" :D), więc i nuta pomarańczowych odcieni całkiem znikła 😉
  • Pixie Cosmetics Cover de Luxe Tinkerbell

3. Róż:

  • Everyday Minerals (stara wersja bez LL) Coffee Break,
  • Silk Naturals Nina

4. Rozświetlacz

  • Silk Naturals Cherub
  • Elemental Beauty Sorbet

5. Cienie do powiek:

Tu nie mam absolutnie żadnych wątpliwości, co wpisać, gdyż od kilku tygodni używam praktycznie jednego odcienia codziennie (w różnych kombinacjach i zestawieniach)

  • Espresso Liner z Lucy Minerals. Mój zdecydowany faworyt. Idealnie nadaje się i do makijażu dziennego ( w połączeniu ze stonowanym beżem, do zastosowania w zewnętrznym kąciku), do wieczorowego (właściwie on sam wystarczy do zrobienia makijażu typu smokey w wersji czekoladowej), jako liner na dolną bądź górną powiekę. Wszechstronny, piękny i bardzo mocno napigmentowany odcień.
  • Silk Naturals Medium Ash w roli cienia do brwi
  • Everyday Minerals Fresh (korektor) do rozświetlania łuku brwiowego

6. Baza pod cienie:

  • powrót do Lumene (Lumene, Eye-Make up Base). Mimo wszystko. W mojej kosmetyczce znajduje się 6 baz pod cienie, ale jakoś do tej ciągle wracam.

7. Tusz do rzęs:

  • Max Factor Xperience – całkiem w porządku. Nie ma "wow", nie spełnia moich oczekiwań w 100% (czyli efekt bardzo pogrubionych, wywiniętych i nieposklejanych rzęs w idealnej czerni), ale na tyle go lubię,że sięgam po niego dość często. Głównie za łatwość aplikacji (trudno sobie nim posklejać rzęsy) plus ładne uniesienie ich do góry. Czerń średnio wyraźna, efekt pogrubienia wystarczający.
  • Rimmel Max Bold Curves Extreme Volume & Lift Mascara – wolę go niż MF. Bardzo ładnie rozczesuje rzęsy, nie skleja ich, nie osypuje się, efekt pogrubienia przy 2 warstwach jest większy niż przy Xperience. I do tego cena. Jeżeli mam wybierać między Xperience a Max Bold Curves – wybieram ten drugi.

Dopisano: jestem w ciężkim szoku. Mam właśnie okazję testować tusz Max Bold Curves zakupiony przez Allegro i zastanawiam się, co to ma być. Serio, to, co dostałam kompletnie nie przypomina tego, co kilka miesięcy temu zakupiłam na ebayu. Szczota obklejona gęstą mazią, która przy próbie nałożenia jej na rzęsy pięknie je posklejała, oblepiając niemiłosiernie i bez najmniejszych szans na rozczesanie. Zastanawiam się teraz, czy to, co trafiło do Polski tak właśnie wygląda, czy też ja dostałam jakiś felerny egzemplarz. W każdym bądź razie na powtórny zakup już więcej ochoty nie mam… A byłam pewna, że znalazłam tusz, do którego będę wracać za każdym razem, kiedy brak mi będzie pomysłu na nowy… Brr.. na samo wspomnienie tego czegoś na moich rzęsach dostaję dreszczy….

 

8. Korektor

Brak.

9. Puder wykańczający

Everyday Minerals Kaolin Soft Bronze (niezmiennie od ponad roku, chętnie bym zmieniła już na coś innego, bo pudeł dużych kilkanaście leży, ale po każdej próbie zmiany na coś innego pokornie wracam do Kaolinu z EDM- u. Dobrze, że mam zapasy :D)

10. Pomadki

LauRess Appealing

Silk Naturals Winter Rose

Silk Naturals Autumn Ember

Mineralne cienie do brwi

Zgodnie z obietnicą, w końcu całkowicie mineralny post dotyczący cieni do brwi. Wstęp właściwie umieściłam w poprzednim poście, więc przejdę od razu do rzeczy. Oto reszta cieni do brwi, które mi się jeszcze z różnych powodów ostały. Do takiego zestawienia przymierzałam się wcześniej, ale przeprowadzka, zamieszanie i cała masa innych "przeszkadzajek" odłożyły go nieco w czasie. A co za tym idzie – część cieni poszła już w świat, część po prostu zużyłam, część zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Zostało mi tylko to, co widać na zdjęciu:

Jak widać, rozrzut między odcieniami całkiem spory. Znajdziemy tu i czerwonawe tony i całkowite szarości jak i blondy praktycznie niewidoczne na mojej skórze.

Zanim przejdę do wytypowania mojego faworyta, spróbuję po kilka słów napisać o każdym z tych odcieni:

Everyday Minerals Blonde Brow Color – jak widać, najjaśniejszy odcień w mojej kolekcji. Do brwi z oczywistych powodów go nie używam, ale za to spisuje się czasem w roli naturalnego cienia pod łuk brwiowy. Dość jasny, pozbawiony drobinek, ku mojemu zdziwieniu raczej satynowy niż matowy. Nie jest moim ulubieńcem, ale czasem się przydaje 🙂

Everyday Minerals mix – 1/3 cienia EDM Medium Brown, 2/3 cienia Silver Grey.

Mieszanki tej używałam długo zanim trafiłam na odcień, który mi bardziej  odpowiada. Próbowałam różne kombinacje, różne proporcje i ta została ze mną na dłużej. Sam Medium Brown ma zbyt czerwone tony, natomiast sam Silver Grey jest zbyt … szary :)Z mieszanki byłam generalnie zadowolona, ale to, co mi w niej przeszkadzało, to intensywność 🙂 Zazwyczaj jest ona pożądaną cechą w przypadku cieni, natomiast ja kombinowałam i poszukiwałam cienia, który byłby mniej więcej w tej tonacji, ale jeszcze bardziej sprany, mniej intensywny. I mniej napigmentowany 🙂

Everyday Minerals Medium Brown. Odcień polecany do jasnych i średniociemnych brązowych brwi. Gdyby był chłodnym brązem, byłby idealny. Niestety, dla mnie to brąz w najgorszym wydaniu. Przy mojej karnacji, kolorze brwi i włosach wyglądał śmiesznie. Zamieniał się w paskudny czerwonawy brąz w kierunku rudości. I zdecydowanie nie był to mój odcień.

Everyday Minerals Silver Gray. Odcień stalowej szarości przełamanej odrobinką chłodnego jasnego brązu. Właściwie wszystko, co mogę o nim powiedzieć, to to, że do stosowania solo się kompletnie nie nadawał, aczkolwiek fantastycznie spisywał się do tonowania czerwonych tonów w innych testowanych przeze mnie odcieniach. Zdecydowałam się nawet na zrobienie zapasów tego odcienia, bo do miksów nadaje się doskonale.

Everyday Minerals Auburn. Cóż, nie da się ukryć, że to odcień, po jaki nigdy w życiu bym świadomie nie sięgnęła. Odcień ciepłego rudego brązu z wyraźnymi czerwonymi tonami. Zdecydowanie nie dla mnie, ale "nabyłam" go drogą wizażowej uprzejmości, gdy jeszcze przymierzałam się do zrobienia zestawienia wszystkich cieni EDM.

Nie użyłam ani razu. Wystarczy, że na niego spojrzę, a doskonale potrafię sobie wyobrazić, jak komicznie wyglądałby na moich brwiach. Zdecydowanie dla rudowłosych tylko i wyłącznie. Choć ja nawet w momencie, gdy nosiłam rude włosy, po niego sięgnąć się nie odważyłam 🙂


Earthen Glow Minerals. O marce wypowiadać się nie będę, gdyż większość z Was wie, jak się zakończyła jej działalność i dlaczego złość mnie ogarnia za każdym razem, kiedy przypomnę sobie wydarzenia z nią związane. Cień oczywiście już nie do kupienia (BTW – ciekawe, co oni zrobili ze swoimi zapasami po zlikwidowaniu firmy). Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, z ogromną nadzieją podeszłam do jego testów. Byłam pewna, że to może być właśnie TEN JEDYNY. Niestety. Mimo całkiem obiecującej mieszanki szarości z delikatnym brązem w tle, okazało się, że SOUL potrafi wyglądać po prostu sino. Jakieś fioletowawe nuty z niego wyłaziły. A choć odważne odcienie noszę na twarzy, to jednak fioletowawe brwi to jeszcze nie mój etap 🙂 Leży i czeka nie wiadomo na co 🙂

MEOW Soft Brown. Kolejny odcień, z którym wiązałam spore nadzieje. Miał być średnim brązem stłumionym i zszarzałym. Tak  go sobie wyobrażałam. Niestety, to fajny odcień, ale zdecydowanie ciepły. Cieplejszy niż na stronie MEOW.  Jasny brąz niezaprzeczalnie podążający w niebezpiecznym  kierunku czerwonych nut. Nie dla mnie zdecydowanie. A szkoda, szkoda…

MEOW Warm Grey. To bardzo dziwny odcień. A może ja go sobie po prostu inaczej wyobrażałam. Choć w sumie odcień na stronie MEOW pokazuje go dość dobrze. W moim przypadku nadawałby się tylko do mieszania go z innymi odcieniami, gdyż samodzielnie jest praktycznie niewidoczny i do tego zbyt szary. Dlaczego "nadawałby się", a nie "nadaje się"? Ano dlatego, że jest to najgorszy cień do brwi w mojej kolekcji. Okropna konsystencja, suchość, wręcz tynkowatość, kompletny brak przyczepności. No i … srebrne iskierki. Fajne nawet, nie mówię, że nie. Ale czy potrzebne w przypadku cienia do brwi?

Silk Naturals Medium Ash. W przypadku tego odcienia trudno mi zachować obiektywizm, gdyż zdecydowanie jest to mój ulubiony cień do brwi. I nie tylko. Odcień stonowanego średniego brązu stonowanego naturalną szarością. Nie jest ani za mocno napiugmentowany ani za słabo. Konsystencja idealna, odcień bardzo naturalnie wyglądający. I do tego świetnie wygląda nie tylko na brwiach, ale używam go prawie codziennie również do podkreślenia dolnej powieki (zamiast ostrej czerni), a w sytuacjach, gdy dopada mnie lenistwo, albo kompletny brak czasu, również w roli cienia do powiek. We wszystkich tych sytuacjach radzi sobie doskonale.

Lucy Minerals Neutral Brow. Jakiś czas temu robiłam zamówienie z Lucy Minerals i kupiłam jeden cień do brwi. Nie mogłam się jednak zdecydować na żaden, więc poprosiłam Annie, by zdecydowała za mnie i do zamówienia włożyła mi ten, który uzna za słuszne 🙂 Okazało się, że Annie włożyła dwa odcienie. Neutral Brow to jeden z nich. Niestety, jako cień do brwi w moim przypadku nie sprawdza się kompletnie. Za jasny, za ciepły, za brązowy. Nie jestem w stanie używać go na brwiach. Za to często ląduje na powiekach jako cień bazowy. Bardzo ładny odcień wielbłądziego brązu idealnie rozprowadzający się na powiece i idealnie pasujący na dni, kiedy mam ochotę wyglądać, jakbym nic na oczach nie miała 🙂 Wolałabym jednak, żeby był bardziej neutralny 🙂 Odcień  nieco ciemniejszy niż tu na zdjęciu.

Lucy Minerals Blondie. Niestety, drugi z otrzymanych przeze mnie odcieni okazał się być również cieniem, którego nie jestem w stanie nosić na brwiach. I o ile Neutral Brow bardzo lubię na powiece, o tyle Blondie po prostu mi obecnie nie pasuje 😦 Ale cóż, w końcu nie jestem blondynką 🙂 Nie umiem też ocenić, jak wygląda na brwiach w przypadku blondynek, gdyż w moim otoczeniu chętnym do malowania blondynek akurat brak. I nie mam na kim go przetestować 😦 Na pewno jednak jest znacznie ciemniejszy niż odcień dla blondynek z EDM.

Ja o dziwo nosiłam go często latem, ale odrobinę poprawionego dodatkiem szarości i brązu. I szczerze mówiąc, nawet go lubiłam. Patrząc teraz na podpisy na wakacyjnych zdjęciach (oj mam tego na dysku, mnóstwo zdjęć nigdy nie ujrzało światła dziennego 😉 ), to nawet dość często go używałam. Podobała mi się jego delikatność i trwałość na brwiach. A potem odkryłam inny odcień, który mi bardziej odpowiada i już nie musiałam mieszać, więc o Blondie całkiem zapomniałam 🙂

Silk Naturals Light Brunette. Zdjęcie fatalnej jakości, niewiele widać, ale pstrykałam wszystkie kilkanaście dni temu i nie chcę robić innego, bo i ustawienia aparatu pewnie byłyby inne i oświetlenie, więc niech zostanie takie, jakie jest.

I tak jak mocno uwielbiam Medium Ash, tak samo mocno rozczarowana jestem tym odcieniem. Nie to, że jest brzydki. Nie. Właściwie ma wszystko, co potrzebne, żeby wkraść się w moje łaski, czyli – trochę chłodnego brązu, odrobina ciepłego, nieco szarości, lekkie przykurzenie. I wszystko by było ok, gdyby nie był tak mocno napigmentowany. Dosłownie odrobina wzięta na pędzelek i za każdym razem robię sobie nim krzywdę 😦 W przypadku moich prawie niewidocznych brwi użycie go to balansowanie na krawędzi. Jeden niewłaściwy ruch i katastrofa gwarantowana. Boję się go i już :)Mimo iż to bliski brat Medium Asha, to jednak bardziej charakterny i trudniejszy do okiełznania 🙂 Na zdjęciach na stronie Silk Naturals Light Brunette wygląda na jaśniejszy niż Medium Ash. Faktem jednak jest, że Medium Ash jest delikatniejszy, słabiej napigmentowany, a co za tym idzie – wygląda na jaśniejszego niż Light Brunette. Mimo iż to świetny odcień, to ja jednak wybieram bezpieczniejszego Medium Asha. Może gdyby moje brwi nie były w tak opłakanym stanie i nie wyglądały jak wyglądają, doceniłabym urok LB. W chwili obecnej nie mam odwagi po niego sięgać.

Everyday Minerals Dark Brown. Piękny, naprawdę piękny czekoladowy odcień. Doceniam w roli cienia do powiek, do robienia kreski na dolnej powiece, do zewnętrznych kącików, do smokey eyes. Wystarczy odrobinka, by wyczarować świetny makijaż właściwie kilkoma machnięciami pędzla. Jako cień do brwi? Dla mnie na pewno nie. Zbyt intensywny, zbyt wyrazisty. Jako cień – zdecydowanie tak, choć używam go stosunkowo rzadko, bo przez swoje napigmentowanie wystarczy odrobinka gdzieś przypadkiem osypana i sprzątania po tym sporo. I za każdym razem, kiedy otwieram pudełeczko, mam całe paluchy wysmarowane, bo on się po prostu nie daje otworzyć bez zrobienia bałaganu.

 

Na koniec kilka zdjęć grupowych 🙂

 

I trochę swatchy (coraz bardziej mnie drażni to słowo) w różnym oświetleniu:

Ostatnie zdjęcie w świetle dziennym, zrobione z użyciem lampy błyskowej

Ufff…. to była całkiem ciężka praca 🙂 Odzwyczaiłam się od robienia tylu zdjęć, mazaniu po łapach i innych tego typu akcji. Ale post o cieniach do brwi mogę uznać za skończony (no, chyba, że będę kiedyś dysponować sporą ilością wolnego czasu połączonego z dobrymi warunkami pogodowymi, to zrobię to, co mi przemknęło przez myśl niedawno, czyli sfotografowanie, jak wygląda każdy z tych odcieni na brwiach. Ale póki co – nic na to nie wskazuje 😉 )

Brwi… temat rzeka ;)

O brwiach mogłabym pisać i pisać. To mój słaby punkt i coś, co przyprawia o wściekłość za każdym razem, gdy próbuję ten temat ugryźć.

Lata wyrywania brwi ( ok.15 lat takiego traktowania) i nadawania im kształtu cienkich nitek nie przeszły bez echa. Zostawiły po sobie pamiątkę w postaci lichych, sterczących w różne strony brwi, które choćbym na uszach stawała, za nic nie chcą rosnąć.

Kuracje, jakie im zafundowałam kosztowały mnie już tyle, że nawet boję się podliczać. I co? Nic. Kompletnie nic. Próby z olejkiem rycynowym pieczołowicie wsmarowywanym w brwi ( i rzęsy przy okazji) przez długie miesiące, chyba większość dostępnych na rynku odżywek (od Pierre Rene, Celię i Oriflame zaczynając, na kapsułkach Gal kończąc), w akcie desperacji nawet po wspominany na LU Atrederm (!) sięgnęłam. O Talice, RefectoCilu  i innych wynalazkach nawet nie wspomnę. I choć czasem coś tam w tym temacie zaczynało się dziać, brwi jakby zaczynały kiełkować, to jednak w pewnym momencie zaliczałam STOP i ani mm więcej. W najlepszym wypadku coś tam urosło, ale raczej jakieś pojedyńcze kiełki i nie w tym miejscu,w  którym bym sobie tego życzyła. I tak jest do dzisiaj …

Nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z tym, że marzenie o pięknych łukach brwiowych może się nigdy u mnie nie spełnić. I choć Matka Natura nie była dla mnie łaskawa w tym temacie, to na co dzień staram się ją delikatnie oszukiwać.

I tu z pomocą przychodzą mi :

Cienie i inne kosmetyki do brwi

Oczywiście zanim zaczęłam używać mineralnych proszków przeszłam przez te tradycyjne, dostępne w drogeriach i nie tylko. Do moich ulubionych należały m.in.

(wszystkie zdjęcia wykorzystane w tym zestawieniu pochodzą ze stron producentów i nie są moja własnością)

 

Sephora Eyebrow Palette – paleta do brwi z dwoma odcieniami brązu i woskiem do układania (niestety, została chyba wycofana, bo już dawno jej nie widziałam w Sephorze). Używałam tylko ciemniejszego odcienia. Wosk kompletnie nieprzydatny dla moich cienkich nitek był 🙂

Essence Eyebrow Stylist Set (Zestaw do stylizacji brwi). Koszmarne opakowanie, koszmarny pędzelek, koszmarna jakość wykonania (opakowanie rozleciało się w pierwszym tygodniu użytkowania). Na plus- ciemniejszy odcień brązu bez wybijających się czerwonych tonów, cena, dostępność.

The Body Shop Brow & Liner Kit – długo był moim ulubieńcem. Cienie osadzały się na brwiach a nie na skórze, więc efekt był bardzo naturalny, przyjemne, estetycznie wykonane i dość trwałe opakowanie z lusterkiem, wybór odcieni (dostępne były chyba 3 albo 4 zestawy, dokładnie już nie pamiętam).

Hmm… Właściwie to… zatęskniłam za nim, gdy już sobie o nim przypomniałam znowu 🙂

Oriflame Brow Perfection Gel (żel upiększający brwi) – zużyłam chyba z 5 sztuk tego żelu. Bardzo ładnie podkreślał brwi jednocześnie je układając, ale  nie sklejając ich, odcień bez grama czerwieni, łatwy w aplikacji (jedno machnięcie szczoteczką i gotowe). Niestety, największym problemem dla mnie była wydajność – przy codziennym użytkowaniu po 3 jego jakość zaczynała się pogarszać i musiałam wymieniać na nowy. A czekanie i zamawianie z katalogu to było ponad moją cierpliwość 😉

Potem nastała ERA MINERAŁÓW 😉 i oczywiście poszukiwania idealnego cienia do brwi w tej kategorii. Oj, nie było łatwo. Przetestowałam naprawdę wiele. Naprawdę. I większość była albo za ciemna, albo za jasna, albo zbyt intensywna, albo znowu za mało wyrazista, za ruda, za szara…

Na szczęście udało mi się znaleźć ideał w tej kategorii. O nim jednak w kolejnej części tego posta. Tam również znajdzie się to, co zostało mi w domu po testach i poszukiwaniach i co ostało się tylko dlatego, że takich odrobinek proszku nie wypadało nikomu oddać, a wyrzucić… jakoś szkoda ;), albo dlatego, że do mnie za bardzo nie pasują, ale zdarza mi się malować inne osoby i dla nich akurat są jak znalazł 🙂

Zapraszam jutro 🙂 Zdjęcia mam zrobione, z tym że muszę je obejrzeć w świetle dziennym i sprawdzić, czy w miarę wiernie oddają rzeczywiste odcienie 🙂

Jutro więc – post CZYSTO MINERALNY 🙂 A w nim – cienie do brwi MEOW, Lucy Minerals, Everyday Minerals, Silk Naturals.

W skrócie

Jak wiecie, z regularnym pisaniem na blogu mam spore problemy. Nie dlatego, że mi się nie chce, nie dlatego, że nie lubię, nie dlatego, że nie mam o czym. Wręcz przeciwnie. Ale przeszkodą jest zwykły brak czasu i często muszę wybierać między tym, co zrobić powinnam, a tym, co zrobić chciałabym.

Wiem, że piszecie do mnie sporo maili, przepraszam, że nie jestem w stanie na wszystkie odpowiedzieć. Za wszystkie dziękuję i w miarę możliwości staram się odpisywać.

Bardzo często w Waszych mailach pojawiają się pytania o to, czy planuję jakieś giveawaye z okazji osiągnięcia jakiejś tam liczby obserwatorów czy wyświetleń bloga. Hmm… Tu pojawia się dość delikatna kwestia. Nie chciałabym nikogo  urazić, ale ja po prostu nie bardzo rozumiem całą tą modę na tego rodzaju akcje polegające na tym, że żeby wziąć udział w konkursie, należy obserwować bloga, dodać link w blogrollu i inne rzeczy.

Ale  ja pewnie za stara jestem na takie coś (i z promowaniem samej siebie zawsze też byłam lekko na bakier, a zazdroszczę ogromnie tym, którzy potrafią to robić. Szczerze i bez ironii. Naprawdę. Tylko, że ja tak nie umiem. Ale przeciwko takim akcjom nie mam zupełnie nic, tylko ja się do tego nie nadaję )  Tym bardziej cieszy mnie fakt, że 100 osób obserwuje mojego bloga dlatego, że po prostu chce to robić.

Dziękuję Wam bardzo :*

Mam za to inną wiadomość – niedługo na blogu  pojawi się konkurs sponsorowany przez jedną z mineralnych marek. Mam nadzieję, że znajdą się chętni, żeby wziąć w nim udział 😉 O szczegółach  poinformuję w odpowiednim czasie 🙂

A w nieco bliższej przyszłości, czyli plan na następny tydzień 🙂

Contradiction by Calvin Klein czyli recenzja kolejnych perfum ;)

Minerały w akcji czyli kolejna domowa sesja z Martą

Ostatnie dni obfitowały w makijażowe próby (głównie dlatego, że szukamy nowego odcienia podkładu dla Marty ;). A skoro makijaże, to i zdjęcia. A jak zdjęcia, to i nowy post.

Jutro go uzupełnię i podam pełną listę użytych kosmetyków, dzisiaj tylko krótka zapowiedź i kilka fotek :

Marta przed wykonaniem makijażu :

Marta pół godziny później 🙂

Marta to jedna z moich ulubionych „modelek”. Z racji pobytu w Polsce akurat bez najmniejszych oporów dała się namówić na kolejne sesje makijażowo-fotograficzne. Już jakiś czas temu udało mi się ją zarazić moją minerałową pasją, więc gdy okazało się, że używany przez nią do tej pory podkład się kończy a do tego jest ciut za ciemny, to rozpoczęłyśmy fazę codziennych testów i poszukiwań.

Do tej sesji (oczywiście „sesja” to tylko domowe wygłupy – co będzie widać później, gdy dodam zdjęcia dodatkowe) wykorzystałam kosmetyki :

– krem Mineral Flowers Day Cream do cery mieszanej i normalnej

– podkład LaurEss Radiant Gold Minimalist (3 cienkie warstwy nałożone na sucho i spryskane hydrolatem po każdej warstwie)

– jako korektor – podkład Lucy Minerals Creamy Olive, pod oczami żółty korektor Pixie plus odrobina różowego (również Pixie)

– baza pod cienie MEOW iprime

– cienie : Everyday Minerals Snowflake, Sleigh Ride, Monsoon, Silk Naturals Vanilla

– liner Mad Minerals Liner Chocolate Mousse

– brwi Medium Ash Silk Naturals

– tusz Max Factor Masterpiece

– pomadka Silk Naturals Birthday Suit (? napisy się starły 🙂 ) plus błyszczyk Silk Naturals Lola

Dodam tylko, że zdjęcia Marcie wcale nie jest łatwo robić, gdyż nasze sesje najczęściej wyglądają tak :

czyli – zamknięte oczy, zmarszczone powieki, zmarszczki mimiczne i absolutny brak kontroli nad ustawieniami do zdjęć 🙂

Ale za to bawimy się przy tym całkiem nieźle, a przecież głównie o to chodzi 😉

Kilka dodatkowych fotek na dowód tego, że nawet mając ponad 100 zdjęć na karcie, ciężko jest wybrać takie, gdzie widać makijaż 😀