Miał być zbiorowy test;)

Dzisiejszy makijaż to zlepek różnych testów 🙂 Na twarzy podkład Pixie, którego dawno nie nosiłam, gdyż byłam pewna, że to mój letni odcień, na policzkach i kościach – bronzery/rozświetlacz Blusche, które korciło mnie, żeby wypróbować w teście całodziennym ( a i tak w końcu tego nie zrobiłam, gdyż zmieniła mi się koncepcja i się poszłam zmyć, a potem od nowa umalować :D), na oczach cienie Urban Decay bez bazy (chciałam sprawdzić, ile wytrzymają, ale w końcu się przeraziłam wizji zwałkowanych cieni na powiekach pod koniec dnia i zostawiłam takie eksperymenty na dzień, gdy nie będę musiała wyjść do ludzi:))

Zdjęcia w świetle dziennym, bez użycia lampy, pochmurny dzień (ostatnie zdjęcie robione w świetle sztucznym – wczesnym rankiem, z użyciem lampy)

Do wykonania makijażu użyłam :

Podkład : Pixie Cosmetics Tinkerbell 3(formuła Cover de Luxe)

Bronzer: Spice Bronzer Blusche (na kościach policzkowych), Tahiti Bronzer Blusche (trochę niżej, jako róż nałożony grubszą warstwą i naniesiony szerokim pędzlem na całą twarz), Summer Bronzer (do konturowania)

Oczy : Cienie Urban Decay z paletki Urban Ammo Eye Palette (Smog, Mildew, Maui Wowie, Sin), Chocolatte Gel Liner MAD

Tusz : Max Factor Masterpiece

Brwi : Silk Naturals Medium Ash Brow Powder

Usta : Artdeco Gourmet Gloss Champagne Fizz (niezmiennie)

 

Pomadki z Silk Naturals… i nasza Celia na koniec ;)

Uświadomiłam sobie, że mam sporo pomadek z Silk Naturals, których również tutaj jeszcze nie pokazywałam. Z racji tego, że były one już używane, to oszczędzę Wam widoku używanych kosmetyków (sama nie cierpię oglądać takich zdjęć, na których widać wyraźne ślady użycia, a wierzcie mi, na tych pomadkach widać). Jako iż nie prezentują się one na tyle dobrze, by móc zrobić ich zdjęcia (były noszone w torebkach, kosmetyczkach i innych miejscach, co spowodowało powycierania się napisów na etykietkach i nie wygląda to zbyt estetycznie – myślę nawet nad pozdzieraniem tych etykietek i zastępieniu ich czymś, ale póki co jeszcze tego nie zrobiłam).

Do rzeczy… Pomadki z SN lubię. Może nie rzucają na kolana ani trwałością, ani jakością, ale moim skromnym zdaniem są całkiem przyzwoite. Na tyle, by przy każdych zakupach praktycznie wrzucać jakiś odcień do koszyka. I tym oto sposobem w moim posiadaniu znalazły się:

(część była tu już wcześniej opisywana, ale żeby uporządkować to jakoś, to wstawię tu zdjęcia wszystkich posiadanych obecnie przeze mnie odcieni)

Na zdjęciach : Skinny Dip, Sweet Nothing, Seedy, Autumn Ember, Winter Rose, Mirabelle, Cultured, Bisou, Ceylon Spice, Maiden, Birthday Suit, Negligee, Bombshell

(inne odcienie, np. Precious, Pout, Bloom ktore posiadałam niestety gdzieś wcięło. Najprawdopodobniej są w jakiejś letniej torebce albo kosmetyczce, ale z racji tego, że po przeprowadzce sporo rzeczy wciąż w kartonach gdzieś spoczywa, to nie jestem w chwili obecnej w stanie ich namierzyć; ale przynajmniej 2 z tych zaginionych ocieni na pewno gdzieś na blogu się znajduje)

Ciekawym jest to, że ust nie maluję prawie nigdy, a pomadki jakoś ciągle kupuję.. Tylko po to, by się chwilę nimi pozachwycać, pooglądać i wrzucić gdzieś do którejś torebki 🙂 A i tak od lat wierna jestem jednym – Artdeco Gourmet Gloss oraz Artdeco Glossy Lip Care. Niestety, są one coraz trudniej dostępne i zastanawiam się, co będzie, gdy ich zabraknie…

Za co lubię pomadki Artdeco? Gourmet Gloss to seria zapachowo-smakowych pomadek nawilżających pozostawiających delikatny połysk na ustach i bardzo delikatny, transparentny kolor, dająca efekt lekko wilgotnych ust. Idealna do szybkich makijaży, do poprawek w ciągu dnia bez użycia lusterka. Nie wysusza, nie ściąga, jest dość trwała jak na tego typu kosmetyk no i przede wszystkim jej smak nie przeszkadza nawet mężczyznom, którzy generalnie nie przepadajają za szminkami na ustach kobiet 🙂 Dostępna w 8 kolorach, każdy w innym smaku (z filtrem SPF8) Moje ulubione to Champagne Fizz (bezbarwna z subtelnymi drobinkami o smaku i zapachu szampana) oraz Blackberry Mousse (delikatna jeżyna)

Z kolei Glossy Lip Care to 8 pomadek bardzo nawilżających, w delikatnych, przejrzystych odcieniach, bardziej pielęgnacyjne niż koloryzujące. Uwielbiam je za delikatny efekt i fakt, że nie sposób sobie nimi zrobić krzywdy. Rozprowadzają się mięciutko, gładko, idealnie równo pokrywają usta taflą lśniącego odcienia, a po zniknięciu zostawiają skórę ust bardzo delikatną i miękką. Niestety, mój ulubiony odcień z tej linii (glossy raspberry pink) jest praktycznie nie do zdobycia 😦 Ale za to nr 18 (medium beige) też nie jest zły. Podobnie jak 36 (Medium Rose), który jest chyba najbardziej uniwersalnym odcieniem.

Obecnie pomadki są trudne do zdobycia, a jeżeli już, to w bardzo okrojonej gamie kolorystycznej. Z pewnością wciąż można je kupić w Kremotece

Ostatnio na blogu Reni przeczytałam o nowych pomadkach naszej rodzimej Celii, co było dla mnie sporym zaskoczeniem, gdyż nie mam zbyt pozytywnych skojarzeń z tą marką (może dlatego, że wciąż pamiętam PRL-owski niezbędnik każdej kobiety, czyli szminki Celii w brązowej oprawie i koszmarnym zapachem w komplecie 😉 :

(zdjęcie nie jest moją własnością, pochodzi ze strony http://www.spodlady.com – swoją drogą, wszystkim osobom 30+ zdecydowanie polecam zerknąć do tego sklepu, przywołanie wielu wspomnień gwarantowane; niewykluczona również łezka w oku 🙂 )

Wracając jednak do teraźniejszości… Celia proponuje nam linię nowych nawilżających pomadek łączących w sobie zalety pomadki i błyszczyka o właściwościach pielęgnujących. Brzmi ciekawie. Jak wygląda w rzeczywistości? Recenzja już za jakiś czas, gdyż oczywiście nie mogłam sobie odmówić i zamówiłam kilka odcieni 🙂

 

 

Na koniec kilka innych ujęć pomadek Silk Naturals :

 

Kremowych róży Silk Naturals ciąg dalszy…

Dalsza część wczorajszego posta o kremowych różach z Silk Naturals. Nosiłam je dzisiaj cały dzień i nasunęło mi się kilka spostrzeżeń:

  • kolory mimo iż teoretycznie inne, to po roztarciu na skórze wyglądają bardzo podobnie. Do tego stopnia, że mając na jednym policzku Devoted, a na drugim Cherish nie tylko ja nie byłam stwierdzić, który jest który, ale i pytane osoby nie zauważały żadnej różnicy między nimi 🙂
  • trwałość – nie wiem dlaczego wczoraj było lepiej. Być może to kwestia podkładu, bo wczoraj nosiłam LaurEssa, a dzisiaj MEOW, ale nie wytrzymały całego dnia. O ile Devoted jeszcze do tej pory jest lekko widoczny, o tyle po Cherish nie został nawet ślad 😦
  • po całym dniu noszenia na razie nie widzę żadnej kaszki na policzkach, żadnego podrażnienia i mam nadzieję, że tak zostanie 😉 Co prawda miałam opory przed użyciem dzisiaj ponownie tych próbek, bo wpakowałam wczoraj do nich paluchy przy robieniu swatchy, ale mam nadzieję, że przez jeden dzień nie zdążyło się tam rozwinąć niewiadomo jakie siedlisko bakterii i że nie skończy się jakimś wysypem …
  • nadal potwierdzam to, co pisałam wczoraj – róże rozprowadzają się naprawdę łatwo i nie odnotowałam żadnych trudności z ich aplikacją. Na innym podkładzie niż wczoraj rozprowadziły się tak samo dobrze.

Zdjęcia Cherish na policzku (u mnie róż na monitorze jest widoczny, ale podejrzewam, że nie u wszystkich będzie 😦 )

Zdjęcia Devoted na policzku

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Podkład : MEOW Purrrfect Puss 3-Naughty Korat (choć mogłam wybrać podkład z nieco lepszym kryciem 😦 )

Róż : Silk Naturals Creamy Blush Devoted na jednym policzku, Cherish na drugim

Oczy : Paleta Urban Decay – Urban Ammo Eye Palette (Smog, Mildew, Last Call, Chopper – choć i tak na zdjęciach ich nie widać 😉 )

Brwi : Silk Naturals Medium Ash Brow Powder

Tusz : Clinique High Impact

Usta : Artdeco Gourmet Gloss Champagne Fizz

Zrobiłam trochę nowych swatchy tych różów SN na ręce, ale są jeszcze gorsze niż wczoraj 🙂 Spieszyłam się rano i jakoś nie mogłam zrobić żadnego sensownego ujęcia. W dodatku słońce się schowało, jak na złość w momencie, kiedy robiłam zdjęcia nagle zrobiło się szaro, ponuro i ciemno. A za chwilę baterie w aparacie się skończyły… Widocznie nie dane mi zrobić lepszych zdjęć tych róży… Są, jakie są, wklejam i tak 😉

 

Amber Blush w akcji …

Znalazłam dziś rano w skrzynce pytanie, czy mogłabym pokazać dokładniej, jak wygląda Amber Blush z Blusche w makijażu. Jako iż nie byłam jeszcze umalowana, to pomyślałam sobie, że może użycie go dzisiaj wcale nie jest złym pomysłem. Niestety, pogoda rano średnio dopisała, pochmurno i szaro, stąd też tylko 2 zdjęcia i to nienajlepszej jakości. Makijaż mało dopracowany, ale miałam naprawdę kilka minut tylko, żeby go zrobić i jeszcze pstryknąć zdjęcia 😉

(no i wybaczcie soczewki 🙂 Raczej nie używam kolorowych soczewek do zdjęć tu pokazywanych, ale tym razem musiałam wyjść zaraz po zrobieniu makijażu)

 

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

 

 

Primer i wykończenie : Coastal Scents Diva Defense Primer

Podkład : Coastal Scents Honey Beige Medium Foundation

Róż : Blusche Amber Blush

Rozświetlacz : Aromaleigh Illuminator Finishing Powder

Oczy: Everyday Minerals Queen Anne's Lace (pod łukiem brwiowym), Everyday Minerals Cardamon (na całej powiece), Silk Naturals Taupetastic (załamanie powieki), Lucy Minerals Espresso Liner (zewnętrzny kącik, dolna powieka, kreska na powiece)

Brwi : Medium Ash Silk Naturals

Baza pod cienie : E.L.F. Mineral Eyeshadow Primer

Rzęsy : Maybelline The Colossal Volum' Express Mascara, Max Factor Xprerience Volumising Mascara

Usta : Artdeco Gourmet Gloss Champagne Fizz

 

W skrócie

Jak wiecie, z regularnym pisaniem na blogu mam spore problemy. Nie dlatego, że mi się nie chce, nie dlatego, że nie lubię, nie dlatego, że nie mam o czym. Wręcz przeciwnie. Ale przeszkodą jest zwykły brak czasu i często muszę wybierać między tym, co zrobić powinnam, a tym, co zrobić chciałabym.

Wiem, że piszecie do mnie sporo maili, przepraszam, że nie jestem w stanie na wszystkie odpowiedzieć. Za wszystkie dziękuję i w miarę możliwości staram się odpisywać.

Bardzo często w Waszych mailach pojawiają się pytania o to, czy planuję jakieś giveawaye z okazji osiągnięcia jakiejś tam liczby obserwatorów czy wyświetleń bloga. Hmm… Tu pojawia się dość delikatna kwestia. Nie chciałabym nikogo  urazić, ale ja po prostu nie bardzo rozumiem całą tą modę na tego rodzaju akcje polegające na tym, że żeby wziąć udział w konkursie, należy obserwować bloga, dodać link w blogrollu i inne rzeczy.

Ale  ja pewnie za stara jestem na takie coś (i z promowaniem samej siebie zawsze też byłam lekko na bakier, a zazdroszczę ogromnie tym, którzy potrafią to robić. Szczerze i bez ironii. Naprawdę. Tylko, że ja tak nie umiem. Ale przeciwko takim akcjom nie mam zupełnie nic, tylko ja się do tego nie nadaję )  Tym bardziej cieszy mnie fakt, że 100 osób obserwuje mojego bloga dlatego, że po prostu chce to robić.

Dziękuję Wam bardzo :*

Mam za to inną wiadomość – niedługo na blogu  pojawi się konkurs sponsorowany przez jedną z mineralnych marek. Mam nadzieję, że znajdą się chętni, żeby wziąć w nim udział 😉 O szczegółach  poinformuję w odpowiednim czasie 🙂

A w nieco bliższej przyszłości, czyli plan na następny tydzień 🙂

Contradiction by Calvin Klein czyli recenzja kolejnych perfum ;)

Minerały w akcji czyli kolejna domowa sesja z Martą

Ostatnie dni obfitowały w makijażowe próby (głównie dlatego, że szukamy nowego odcienia podkładu dla Marty ;). A skoro makijaże, to i zdjęcia. A jak zdjęcia, to i nowy post.

Jutro go uzupełnię i podam pełną listę użytych kosmetyków, dzisiaj tylko krótka zapowiedź i kilka fotek :

Marta przed wykonaniem makijażu :

Marta pół godziny później 🙂

Marta to jedna z moich ulubionych „modelek”. Z racji pobytu w Polsce akurat bez najmniejszych oporów dała się namówić na kolejne sesje makijażowo-fotograficzne. Już jakiś czas temu udało mi się ją zarazić moją minerałową pasją, więc gdy okazało się, że używany przez nią do tej pory podkład się kończy a do tego jest ciut za ciemny, to rozpoczęłyśmy fazę codziennych testów i poszukiwań.

Do tej sesji (oczywiście „sesja” to tylko domowe wygłupy – co będzie widać później, gdy dodam zdjęcia dodatkowe) wykorzystałam kosmetyki :

– krem Mineral Flowers Day Cream do cery mieszanej i normalnej

– podkład LaurEss Radiant Gold Minimalist (3 cienkie warstwy nałożone na sucho i spryskane hydrolatem po każdej warstwie)

– jako korektor – podkład Lucy Minerals Creamy Olive, pod oczami żółty korektor Pixie plus odrobina różowego (również Pixie)

– baza pod cienie MEOW iprime

– cienie : Everyday Minerals Snowflake, Sleigh Ride, Monsoon, Silk Naturals Vanilla

– liner Mad Minerals Liner Chocolate Mousse

– brwi Medium Ash Silk Naturals

– tusz Max Factor Masterpiece

– pomadka Silk Naturals Birthday Suit (? napisy się starły 🙂 ) plus błyszczyk Silk Naturals Lola

Dodam tylko, że zdjęcia Marcie wcale nie jest łatwo robić, gdyż nasze sesje najczęściej wyglądają tak :

czyli – zamknięte oczy, zmarszczone powieki, zmarszczki mimiczne i absolutny brak kontroli nad ustawieniami do zdjęć 🙂

Ale za to bawimy się przy tym całkiem nieźle, a przecież głównie o to chodzi 😉

Kilka dodatkowych fotek na dowód tego, że nawet mając ponad 100 zdjęć na karcie, ciężko jest wybrać takie, gdzie widać makijaż 😀

Wykańczanie Pure Luxe :)

Jakiś czas temu pisałam o powodach, dla których nic więcej z Pure Luxe kupować nie będę.

Co jednak zrobić z tym wszystkim, co już zostało zakupione? Wyrzucić? Trochę bez sensu (zwłaszcza, że powód dotyczy zakupów a nie używania kosmetyków PureLuxe). Oddać?  Próbki głównie kupowałam, więc jakoś tak głupio komuś takie resztki oddawać. Trzeba zużyć 🙂 Nie ma innego wyjścia.

No więc dzisiaj z koleżanką doszłyśmy do wniosku, że wykończymy jeden z najlepszych cieni Pure Luxe – Faceted.

Odcień, który na chłodnej, przydymionej różowej pudrowej bazie mieni się mnóstwem innych tonów – miedzią, złotem, fioletem, czerwienią. Piękny. To trzeba przyznać.

Najładniej wygląda położony na ciemnej, czarnej bazie. Niestety, musiałyśmy dzisiaj jeszcze wyjść do ludzi i o ile małe blink blink na oczach dopuszczalne było, o tyle mega błyszczący makijaż mógłby być lekko nie na miejscu 🙂

Zdjęcia moje robione w świetle dziennym (jeszcze się załapałam), natomiast Marty w oświetleniu sztucznym (i lustrzanką – poza jednym, oko nr 2 😉 )

(oko Marty fotografowane lustrzanką)

Do makijażu użyłam (w obu przypadkach, czyli do pomalowania mnie i siebie), prawie identycznych kosmetyków :

  • podkład Lucy Minerals Creamy Bisque/Creamy Olive (zmieszany)
  • baza pod cienie MEOW iprime
  • cienie : Pure Luxe Faceted, Everyday Minerals Fresh (właściwie to korektor użyty pod łukiem brwiowym), Silk Naturals Idolize, Everyday Minerals Little Black Dress
  • Mad Minerals Liner Chocolate Mousse
  • tusz do rzęs Maybelline Colossal
  • brwi ( u mnie porażka, wzięłam nie ten cień, a zreflektowałam się dopiero po zrobieniu zdjęć, że coś jest nie tak i że jakieś nie-teges są ;/. Zamiast Medium Ash z Silk Naturals sięgnełam po Neutral Brow z Lucy Minerals), u Marty właściwy czyli Silk Naturals Medium Ash

Ja:

(niestety, wszystkie zdjęcia, na których się choć trochę uśmiecham, wyszły nieostre, więc znowu wyglądam jakbym była wiecznie naburmuszona :D)

Marta:

 

(oko Marty fotografowane zwykłą cyfrówką)

Więcej sesji z MARTĄ znajdziecie TUTAJ (serdecznie zapraszam). Ta dzisiejsza wypada dość blado, bo makijaż był robiony głównie do zabawy a nie do pokazywania 🙂 Nie był położony nacisk na zatuszowanie wszystkich niedoskonałości, na perfekcyjne wykonanie. Wiem, że to widać, ale trudno… 😉 )