Moja okrojona kolekcja pędzli typu Kabuki

Dopadł mnie kompletny brak czasu, postaram się jednak w ciągu najbliższych dni uzupełnić te posty. Póki co – dziękuję za wszystkie komentarze i maile (odpiszę lada dzień) i rezerwuję sobie tu miejsce na posta :

Moja kolekcja pędzli typu kabuki, czyli to, co znajduje się dzisiaj w moich zbiorach (po wyprzedaży Allegrowej i porozdawaniu 🙂 )

Reklamy

Makijaże nadesłane na konkurs Pixie

Jedną z możliwości zwiększenia swoich szans w konkursie Pixie było przesłanie mi mailem zdjęć makijażu z użyciem dowolnego mineralnego kosmetyku. Otrzymałam kilkadziesiąt zdjęć, z których część możecie poniżej zobaczyć.

Całe szczęście, że nie wpadłam na pomysł, by organizować konkurs, w którym ja osobiście musiałabym zadecydować o tym, kto otrzyma nagrody. Patrząc na zdjęcia wiem, że nie byłabym w stanie tego dokonać. Dziewczyny na zdjęciach są tak piękne, tak pełne wdzięku i tak fajnie podkreślają swoją urodę, że nie wyobrażam sobie, abym miała spośród nadesłanych prac wybrać te, które podobają mi się najbardziej.

Wiem, że przyznałabym jednak dwa równorzędne miejsca, gdyż te zdjęcia urzekły mnie najbardziej. Myślę, że komentarz jest zbędny i wszystko widać na załączonych obrazkach.

Lanka:

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :
Podkład: Lucy Minerals Creamy Olive
bronzer: Waikiki Lily Lol
róż: Blossom Blush Lily Lolo
tusz do rzęs: No7

A_noska:

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Primer: puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Podkład : Lucy Minerals – Lucy Light w odcieniu Bisque

Wykończenie : puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Jak widać na powyższych zdjęciach wybrałam te makijaże, które niesamowicie pokazują siłę minerałów. Na pierwszym – ich doskonałe krycie i jednocześnie naturalność, natomiast na drugim – jak przepięknie naturalny i dziewczęcy efekt można uzyskać minimalnym zestawem.

Otrzymałam też wiele innych zdjęć – nie umiałabym wybrać, które podobają mi się najbardziej, dlatego też pozostawiam je bez komentarza i zapraszam do oglądania tych pięknych dziewczyn.

Pilar

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu (niestety nie otrzymałam szczegółowych informacji o odcieniach, więc gorąco proszę o uzupełnienie, bo makijaż naprawdę przepiękny i sama chętnie bym się dowiedziała, co zostało użyte 😉 Korektor EDM Mint, podkład Blusche, puder Blusche, róż EDM, Bronzer i rozświetlacz Blusche, cienie Meow i niemineralnie-Sleek. 🙂

eenax

twarz: primer Prime Me Powder Pixie, podkład Breena 1 Pixie, korektor pod oczy Under Eye Concealer 2 Frisky Abyssinian Meow Cosmetics, róż Email Me Everyday Minerals
oczy: primer I-prime Meow Cosmetics, żółty matowy- Pelluci Paint FX, zewnętrzny kącik i załamanie powieki pomarańczowy Spread Your Wings Aromaleigh, na linii rzęs brąz z opalizującymi drobinkami – Chameleon Sweetscents, rzęsy tusz niemineralny Max Factor Masterpice
usta:błyszczyk niemineralny Juicy Tubes 45 Candy Lancome

Carolinascotties

Też niestety nie posiadam dokładnych odcieni użytych kosmetyków, ale miejmy nadzieję, że Karola nam je dopisze, bo podejrzewam, że nie tylko ja pękam z zazdrości patrząc na te zdjęcia 😉 Podkład Lumiere, cienie do powiek Meow i rozświetlacz Lumiere.

Yasinisi

primer: monistat
podkład: Pixie Cover de Luxe Cameo2
finisher: Pixie Kiss of Sun
róż: EDM Time Share
rozświetlacz: EDM Natural
oczy: baza ArtDeco + MEOW Dr. ZhiCATo+ Bronze Lucy Minerals+ EDM Exhale

AnkaFranka

podkład EDM Fairly Light Neutral intensive
róż EGM berries&cream
oczy EDM fresh, pod oczami EDM morning
puder wykończeniowy własnej receptury (a dokładnie receptury JMW 🙂 )
brwi EDM silver grey

na ustach: albo rozświetlacz EDM pearl beige albo złoto-srebrne Meteoryty Guerlain 🙂

Kmb1

-podkład AWGM f5
-korektor edm multi-intensive
-baza kobo
-cienie edm:late checkout,Jane Eyre,Scented Candles
-kredka mysecret grafitowa
-tusz do rzęs 123 mascara rimmel
-błyszczyk essence xxxl nudes 01
-korektor do brwi brązowy delia
Ciri

Zdjęcia z Lucy (pierwsze dwa): Lucy Minerals formuła Orginal Creamy Bisque, Puder Lumiere Veena Silk Veil odcień Sand, Punktowo i pod oczy korektor Sunlight EDM. róż All Smiles EDM. Oczy :Kredka nie mineralna.

Zdjęcia z Lumiere (dwa kolejne): Lumiere Light Medium Golden VV, Puder Lumiere Veena Silk Veil odcień Sand, Punktowo i pod oczy korektor Sunlight EDM, róż Poppy Lumiere. Oczy : kredka nie mineralna, Wet Sand EDM

Kosmetyczna Ja:

Podkład: Lucy Minerals odcień Light
Korektor na rumieńce MINT z EDM a pod oczami beżowy Pixie
Brwi: Deep Brow Powder Silk Naturals
Oczy: Baza pod cienie i-prime z meow, cienie: Queen [jasny] i Tuxedo [ciemny] oba ze Sweetscents
Róż:Angelique ze Sweetscents
Rzęsy Avon, super shock

Kathe



„Makijaż  inspirowany filmem Black Swan, ale w lżejszej wersji, raczej księżniczki łabędzi 🙂 Użyty kosmetyk mineralny (jedyny jaki w sumie mam): podkład Lily Lolo odcień Porcelain”



Ola93

We wszystkich makijażach oka została wykorzystana paleta Sleek Sunset. Co prawda ja uznaję te cienie raczej za kosmetyk pseudomineralny – i myślę, że nie tylko ja (ze względu na jego skład), ale z racji tego, że paletka ta reklamowana jest pod hasłem mineralnych cieni, to zgłoszenie oczywiście uznałam 😉

Jako ciekawostkę podaję skład „mineralnej” paletki: Mica, Talc, Paraffinum liquidum, Magnesium Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Dimethicone, Propylparaben, Methylparaben. May contain: Cl 77891, Cl 77007, Cl 77492, Cl 77289, Cl 45410:2, Cl 15850:1, Cl 42090:2, Cl 77499, Cl 77742, Cl 15985:1.

(co nie zmienia oczywiście faktu, że są to świetne paletki biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości i sama z chęcią ich używam 😀 )

Eti_

Primer Touch of Beige – Pixie.

Podkład CDL Pixie – Sinnie 2 pomieszany z Tinkerbell 3.

Róż -Glow Lucy Minerals, Bollywood EDM.

Puder matujący: Kiss of Sun -Pixie

Oczy: Cloud 9 BFTE, Chenille BFTE, Propinquity SN, Precious BFTE, Drama CS, Smokey EDM, kredka Inglot, Tusz Bell. Usta: pielęgnujący balsam do ust Naturalne Piękno.

ksiezniczkaa87

– puder Jadwiga do cery tłustej i trądzikowej (jako primer)
– korektor Intensive fair EDM
– podkład Fairly Light Neutral EDM intensive (na wypryski)
– korektor Pixie Cosmetics beżowy (pod oczy)
– puder Kiss of Sun (jako wykończenie)
– odrobina różu Best Friends EDM
– cienie Romance Novel i Rock Anthem EDM
– kredka LongLasting Black fever Essence, tusz do rzęs Push Up Bell,  korektor do brwi Delia, błyszczyk Namiętnik Paese
(tu nawet dostałam zdjęcie kosmetyków użytych do wykonania makijażu 😉 )

Renia92i

-Podkład EDM formuła Intensive Multi-Tasking Neutral
-Puder Jadwiga do cery tłustej i trądzikowej
-Róż EDM Truly Tiger
-Korektor pod oczy Pixie różowy
-Tusz Astor Big & Beautiful
-Cienie Max Factor, Bell
-Szminka My Secret Smoky Rock
-Eyeliner avon
-Gosh wodoodporna kredka do oczu czarna

Czarnulka708

podkład: próbka Lily Lolo Popcorn

eye liner: ELF black

tusz: L’oreal Volume Million Lashes

korektor: L’oreal Touche Magique

róż: Bourjois, 34 Rose D’or

Dezemka

Podkład mineralny Lumiere Light Beige Cashmere
Róż ELF Contouring Blush & Bronzing Powder
Complexion Perfection ELF
Cień Manhatann
Tusz Loreal Volume Milion Lashes
Eyeliner w żelu ELF


Idalia

„Makijaż z gatunku artystycznych. Został wykorzystany cień mineralny : Everyday Minerals Heart 2 Shop ( brudnawy fioleto- róż w załamaniu powieki)”. Listy pozostałych kosmetyków niestety nie znam 😉


Lumiere – róże

Kontynuacja poprzedniego posta, w którym pokazałam rozświetlacze/bronzery Lumiere.

Teraz pora na to, co widać na II części zdjęcia, czyli róże Lumiere.

Mimo dość bogatej oferty i sporego wyboru, nie znalazłam ani jednego odcienia dla siebie, który chciałabym nabyć w pełnym wymiarze.  W dodatku kilka z testowanych przeze mnie odcieni ma dość kiepską przyczepność i nie rozkłada się na skórze równomiernie, co zniechęciło mnie do dalszego szukania.

O ile rozświetlacze i bronzery Lumiere w znacznej większości bardzo lubię, o tyle z różami nie do końca się zaprzyjaźniłam.

Oto, co ostało się do zdjęć po testach rozmaitych 🙂

Au Naturale – w przypadku tego odcienia niewiele się zmieniło od czasu, gdy go TUTAJ opisałam. Nadal uważam, że nazwa średnio trafiona i taki naturalny to on wcale nie jest. Każde podejście do niego kończyło się u mnie katastrofą. Mimo iż nie jest to jakiś wyjątkowo ciemny i szalony odcień, to jednak moja skóra wyciąga z niego to, co najgorsze – czerwone tony, które w połączeniu z brązem dają efekt podrażnionej skóry. Wyjątkowo niekorzystnie się u mnie prezentuje 😉 Choć potencjał ma spory – jasny ciepły brąz z odrobinką ledwo uchwytnego złota. Tyle w słoiczku. Na policzku po jakimś czasie zmienia się w czerwonawą smugę czegoś niezbyt ładnego…W dodatku mam wrażenie, że egzemplarz, który dostałam, pochodzi z jakiejś nie do końca dobrze wymieszanej partii, gdyż za każdym razem, kiedy robię jego swatche, pojawia się ciemniejsza, czerwona kreska …Szkoda, naprawdę szkoda, bo w pudełeczku bardzo mi się podoba..

Poppy – odcień bardzo jasnego mlecznego, pastelowego różu bez udziwnień. Żadnych błysków, drobinek, niespodzianek. Zdecydowanie dla jasnych karnacji. Dziewczęcy i bardzo delikatny. Przeze mnie użyty zaledwie raz do sprawdzenia, jak się zachowuje na mojej skórze, ale z racji tego, że pozostał kompletnie niewidoczny, to używałam go raczej do sesji makijażowych z bladolicymi "modelkami" 😉 Sprawdzał się za każdym razem, bo naprawdę trudno wyrządzić nim sobie (albo komuś) krzywdę. Dla lubiących bardzo naturalny wygląd – idealny odcień.

 

Hibiscus – w pudełku wydaje się być zdecydowanie mocniejszym odcieniem niż jest w rzeczywistości. To nawet dość sympatyczny odcień zgaszonego różu. Niestety, na mojej skórze zbyt ciepłego i po jakimś czasie zamiast różu ze śliwką mam czerwony placek, który przypomina raczej poparzenie niż zdrowy rumieniec 😉 Do tego posiada drobinki, które zamiast siedzieć na miejscu, to migrują po całej twarzy, co jest wyjątkowo irytujące.

Soft Radiance – to nie róż, tylko kosmetyk z kategorii Face & Body Enhancers, opisany już przeze mnie w poprzednim poście dotyczącym Lumiere TUTAJ

Sahara – z tym odcieniem mam problem. Niby ok, średni odcień ciepłego brązu, ani za bardzo błyszczący (choć drobinki ma), ani za bardzo matowy. Ale nie potrafię stwierdzić, czy go lubię, czy też nie. Latem sięgam po niego dość często, zimą nie zdarza mi się ani razu 😉 I nawet nie umiem jednoznacznie określić koloru. Nie jest to typowy brąz. Nie jest to brzoskwinia. Nie jest to ani miedź ani na pewno złoto. Taka jakaś dziwna mieszanka tych wszystkich odcieni i żaden z nich jednocześnie. Nie wiem, czy to ma jakiś sens 🙂

 

Magnolia – stłumiony odcień przygaszonego różu pozbawiony drobinek i błyskotek. Nie podoba mi się, jak wyszedł na zdjęciu, ale fotki są robione w JPG, a nie w NEF-ach, więc możliwości edycji kolorów mam dość ograniczone, a nie chcę za dużo kombinować, bo i tak nie wiem, czy uda mi się wyłapać ten odcień. Dość spokojny i stonowany, elegancki i na każdą okazję. Nie rzuca na kolana, ale prezentuje się dość przyzwoicie. Tylko jakiś taki… banalny 😉

 

Fresh Roses – nie jestem przekonana do tego zdjęcia. Wydaje mi się, że odcień trochę za różowy wyszedł, ale nie mogę porównać go z oryginałem, bo światło dzienne się skończyło, a w sztucznym widzę kompletnie coś innego :)Tak czy inaczej Fresh Roses to odcień kobiecego różu, ożywiającego i nadającego świeżości. Na policzkach wygląda zdecydowanie lepiej niż w pudełeczku, choć ja osobiście ostatnio lepiej się czuję w brązowych odcieniach niż różowawych i to jest pewnie przyczyną tego, że po Fresh Roses nie sięgałam już dawno.

 

Bordeaux – nie mam odwagi już używać tego odcienia. Piękny, to fakt, ale tak trudny w noszeniu i wymagający tak doskonałej cery, że nawet nie zerkam już w jego stronę. Odcień czerwonego wina plus trochę malinowej czerwieni i to wszystko okraszone złotym blaskiem. Zbyt bogato obecnie jak dla mnie, choć był czas, że bardzo lubiłam ten róż. Teraz się go boję 😉

Pomijam już fakt, że albo coś się stało z moją próbką, albo moje wymagania znacznie się zwiększyły, ale aplikacja tego różu to jakiś koszmar. Rozkłada się nierównomiernie, stopniowanie wcale nie jest łatwe, trzeba naprawdę się nieźle napracować, by efekt był zadowalający.

Adobe Sunset- odcień ten miał wszelkie zadatki na to, by stać się moim ulubionym dziennym uniwersalnym różem. Niestety, pokładałam w nim chyba zbyt wielkie nadzieje,  bo okazał się rzeczywiście być dziennym "zwyklakiem", ale takim jakimś bezpłciowym. Jasny brąz, odrobina brzoskwini, kapka ciepłego beżu zmiksowane razem bez żadnych fajerwerków, bez żadnego błysku, drobinek. I właściwie wszystko by było ok, gdyby nie był taki… bezpłciowy 😉

 

Sundew – pomimo iż znajduje się w tym zestawieniu, to opisałam go już w poprzednim poście dotyczącym Lumiere. Zdecydowanie nie jest to róż, a raczej rozświetlacz (choć ciężko zdefiniować odpowiednio kategorię Face & Body Enhancers, bo nie wszystkie znajdujące się tam produkty to typowe rozświetlacze, raczej coś, co generalnie poprawia wygląd skóry)

Ditto "O"- często porównywany do NARS-owego Orgasmu, z tym, że moim zdaniem zdecydowanie różny. Ditto "O" jest bardziej brzoskwiniowy i za mało w nim różu niż w Orgasmie. Myślałam, że się polubimy, ale jednak po kilku próbach się poddałam. Nie chce na mnie dobrze wyglądać. Ociepla się, nie wygląda świeżo, ale wręcz plackowato.Opisywałam go już wcześniej TUTAJ (i tam też lepsze zdjęcia jego, bo jak widać, tu już resztka tylko się załapała)

 

Neutral Pink – kiedyś naprawdę lubiłam ten odcień. Róż, ale w dość stonowanym wydaniu. Ani zbyt cukierkowy, ani zbyt intensywny.Bardzo lubiłam go kłaść na jakiś inny róż, w celu nadania lekkości i świeżości.

 

 

 

Moonberrypatrzę dzisiaj na ten odcień i zastanawiam się, co ja takiego w nim widziałam, że tak go kiedyś lubiłam. Nie używałam go już bardzo, bardzo dawno, ale pamiętam, że swego czasu to był jeden z najczęściej aplikowanych przeze mnie róży. Nie tylko z Lumiere, ale w ogóle. Po początkowej niechęci do niego pewnego dnia urzekł mnie tak bardzo, że nawet rozważałam zakup pełnowymiarowego opakowania. Ale jakoś nie było okazji 🙂 Dość trudny do opisania i do uchwycenia na zdjęciu. Niby brąz, ale nie jest to brąz. Niby śliwka, ale zdecydowanie nie jest to śliwkowy odcień. Do tego iskierki w odcieniu różu. Mnóstwo iskierek…

Ruby – właściwie nic dodać, nic ująć. Piękny rubinowy kolor, który sam w sobie rzeczywiście jest uroczy. Niestety, przy mojej karnacji nie wygląda najlepiej. Zbyt intensywny odcień czerwonego różu powoduje, że wyglądam niezbyt zdrowo. Bardzo napigmentowany, błyszczący i zwracający na siebie uwagę. I niestety, trzeba z nim się ostrożnie obchodzić, bo łatwo sobie zrobić nim krzywdę.

 

 

California Gold – dokładnie taki, jak obiecuje producent, czyli złotawy odcień plus trochę herbatnikowego brązu, a nawet wielbłądziego bym powiedziała. Może służyć jako brązer i jako róż. Dla mnie niestety zbyt złotawy, zbyt ciepły i generalnie zbyt błyszczący by używać jako bronzera, natomiast  jako róż nie wygląda też dobrze. Wierzę jednak, że są osoby, na których musi pięknie wyglądać, bo sam w sobie brzydkim odcieniem nie jest. Tylko po prostu nie dla mnie i już 😉

 

Swatche mam również zrobione, ale są tak beznadziejne, że długo zastanawiałam się, czy je w ogóle umieszczać. Robione były w słoneczny dzień, w ciepłym świetle i wyszły po prostu zbyt ciepło i zbyt nienaturalnie. I nie udało mi się uchwycić poszczególnych tonów…A jak już wspominałam, to nie NEF-y, tylko zwykłe JPG – i 😦

na zdjęciach: Sahara, Bare Skin, Island Sans, Winter Silk, Sunkissed, Nude, Innocence

na zdjęciach: Sahara, Bare Skin, Island Sans, Winter Silk, Sunkissed, Nude, Innocence

na zdjęciu: Poppy, Moonberry, Bordeaux, Hibiscus, Ruby, Adobe Sunset, Soft Radiance, California Gold, Sundew, Ditto "O".

 

Lumiere – rozświetlacze


Dzisiaj postanowiłam opisać wszystkie róże/rozświetlacze, jakie mi pozostały z Lumiere.

Jak widać, pozbywam się znacznej części tego, co mi w szafkach tylko miejsce zajmuje i zostawiam sobie to, czego naprawdę używam. Ze sporą ilością rozstałam się już kilka miesięcy temu i choć decyzje o rozstaniu nigdy nie są łatwe (wiem, że to śmieszne, ale jakoś przywiązuję się do swoich kosmetyków 😉 ), to jednak pora najwyższa usunąć ze swoich zbiorów i tą resztę, której już nie używam.

Z Lumiere zostawiłam sobie 4 produkty zaledwie 😉

Tu jeszcze zdjęcie z początku roku, gdzie widać resztki lumierowej kolekcji.

Ten post dotyczyć będzie tych odcieni, które znajdują się w kategoriach:

  • Face & Body Enhancers
  • Silk Radiance
  • Bronzers

Pozostałe odcienie widoczne na zdjęciu, w kolejnym poście.


Innocence -opisywałam go już tutaj i właściwie nic więcej do dodania nie mam 😉 Sympatyczny, delikatny, niezbyt rzucający się w oczy rozświetlacz. Nie jestem jednak pewna, czy Innocence (ang. niewinność) to dla niego dobra nazwa. Na zdjęciu grupowym wyraźnie widać, że jest chyba najmniej niewinny ze wszystkich. Posiada drobne iskierki, które mało widoczne w świetle dziennym, są jednak wyłapywane przez lampy i inne sztuczne oświetlenie. W każdym bądź razie – jasny beż idący raczej w chłodnym kierunku.

Nude Bronzer – baaardzo przyzwoity jasny bronzer. Żadnej pomarańczy, żadnego ostrego, nienaturalnego brązu, żadnych czerwonawych tonów. Delikatny opalony jasny brąz, który co prawda ma drobinki, ale po nałożeniu na skórę, w jakiś dziwny sposób znikają. Jeden z częściej używanych przeze mnie odcieni w makijażu codziennym (generalnie mało widoczny, a jednocześnie dyskretnie „ulepszający” 😉 ) Aha, no i prezentowałam go już wcześniej 😉

Sun Kissed – kolejny odcień, który już kiedyś prezentowałam TU. Ot, taki zwykły, dość naturalnie wyglądający odcień jasnego, wielbłądziego brązu. Sympatyczny (choć nadal nie wiem, czemu na pudełku opisany jako Sunkissed, natomiast na stronie Lumiere jako Sun Kissed 😉 )

Winter Silk (Warm French vanilla glow). Dość trudny dla mnie do określenia odcień mlecznego jasnego różu. Bardzo go lubię. Mało efektowny, na pewno nie daje spektakularnego rozświetlenia, ale wywiązuje się ze swojego zadania doskonale. Subtelnie podkreśla kości policzkowe sam pozostając praktycznie niewidoczny.

Island Sands –  Odcień jasnego beżu z różem. Zdecydowanie w czołówce. Idealne wyważenie kolorów, intensywności, połysku. Ani drobinkowy, ani za różowy, ani za płaski… Trudno chyba sobie nim krzywdę zrobić. Nawet nałożony w solidnej ilości nie ma skłonności do brzydkiego podkreślania porów. Nie bez powodu to jeden z najpopularniejszych odcieni Lumiere 😉

Bare Skin – kolejny z moich ulubieńców i właściwie nie wiem, dlaczego.  Daje bardzo, bardzo delikatny brzoskwiniowy glow, bez żadnych nachalnych drobinek, bez efektu lśniącej błyszczącej i widocznej tafli. Dyskretne rozświetlenie, które nawet w makijażu dziennym nie razi ani trochę. Nadaje skórze takiej świetlistości, promienistości.


Soft Radiance – dość trudno uchwycić na zdjęciu tą odrobinę, jaka mi została. Jasny odcień różu, lekko błyszczącego. Na mojej skórze niewidoczny. Gdzieś znika i w żaden sposób nie mogę namierzyć, gdzie się podziewa 😉 Więc nic więcej o nim nie powiem.

Sundew – wspominam go z sentymentem tylko dlatego, że to był jeden z pierwszych mineralnych kosmetyków, jakie testowałam.  Używałam go jako rozświetlacza i bardzo lubiłam. Do czasu, gdy odkryłam, że świat rozświetlaczy może być znacznie ciekawszy i znacznie bardziej interesujący. Nie twierdzę, że Sundew jest brzydki. Absolutnie nie. Delikatny kremowy, złotawy odcień który lekko rozpromienia skórę. Przyzwoity, ale … jakoś nie „mój” chyba już 😉

Kilka zdjęć prezentujących te odcienie na skórze. Niestety, z racji tego, że są one transparentne i z oczywistego powodu nie mogą być mocno napigmentowane, swatche są dość niewyraźne. Aparat niestety nie wychwycił wszystkiego, co bym chciała, żeby wychwycił. Ale może komuś się przyda i pomoże w wyborze idealnego odcienia dla siebie (choć ja uważam, że większość z nich jest bardzo udana)

Winter Silk (Warm French vanilla glow). Dość trudny dla mnie do określenia odcień mlecznego jasnego różu złamanego nutą bardzo jasnego beżu. Bardzo go lubię