Mineralne cienie do brwi

Zgodnie z obietnicą, w końcu całkowicie mineralny post dotyczący cieni do brwi. Wstęp właściwie umieściłam w poprzednim poście, więc przejdę od razu do rzeczy. Oto reszta cieni do brwi, które mi się jeszcze z różnych powodów ostały. Do takiego zestawienia przymierzałam się wcześniej, ale przeprowadzka, zamieszanie i cała masa innych "przeszkadzajek" odłożyły go nieco w czasie. A co za tym idzie – część cieni poszła już w świat, część po prostu zużyłam, część zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Zostało mi tylko to, co widać na zdjęciu:

Jak widać, rozrzut między odcieniami całkiem spory. Znajdziemy tu i czerwonawe tony i całkowite szarości jak i blondy praktycznie niewidoczne na mojej skórze.

Zanim przejdę do wytypowania mojego faworyta, spróbuję po kilka słów napisać o każdym z tych odcieni:

Everyday Minerals Blonde Brow Color – jak widać, najjaśniejszy odcień w mojej kolekcji. Do brwi z oczywistych powodów go nie używam, ale za to spisuje się czasem w roli naturalnego cienia pod łuk brwiowy. Dość jasny, pozbawiony drobinek, ku mojemu zdziwieniu raczej satynowy niż matowy. Nie jest moim ulubieńcem, ale czasem się przydaje 🙂

Everyday Minerals mix – 1/3 cienia EDM Medium Brown, 2/3 cienia Silver Grey.

Mieszanki tej używałam długo zanim trafiłam na odcień, który mi bardziej  odpowiada. Próbowałam różne kombinacje, różne proporcje i ta została ze mną na dłużej. Sam Medium Brown ma zbyt czerwone tony, natomiast sam Silver Grey jest zbyt … szary :)Z mieszanki byłam generalnie zadowolona, ale to, co mi w niej przeszkadzało, to intensywność 🙂 Zazwyczaj jest ona pożądaną cechą w przypadku cieni, natomiast ja kombinowałam i poszukiwałam cienia, który byłby mniej więcej w tej tonacji, ale jeszcze bardziej sprany, mniej intensywny. I mniej napigmentowany 🙂

Everyday Minerals Medium Brown. Odcień polecany do jasnych i średniociemnych brązowych brwi. Gdyby był chłodnym brązem, byłby idealny. Niestety, dla mnie to brąz w najgorszym wydaniu. Przy mojej karnacji, kolorze brwi i włosach wyglądał śmiesznie. Zamieniał się w paskudny czerwonawy brąz w kierunku rudości. I zdecydowanie nie był to mój odcień.

Everyday Minerals Silver Gray. Odcień stalowej szarości przełamanej odrobinką chłodnego jasnego brązu. Właściwie wszystko, co mogę o nim powiedzieć, to to, że do stosowania solo się kompletnie nie nadawał, aczkolwiek fantastycznie spisywał się do tonowania czerwonych tonów w innych testowanych przeze mnie odcieniach. Zdecydowałam się nawet na zrobienie zapasów tego odcienia, bo do miksów nadaje się doskonale.

Everyday Minerals Auburn. Cóż, nie da się ukryć, że to odcień, po jaki nigdy w życiu bym świadomie nie sięgnęła. Odcień ciepłego rudego brązu z wyraźnymi czerwonymi tonami. Zdecydowanie nie dla mnie, ale "nabyłam" go drogą wizażowej uprzejmości, gdy jeszcze przymierzałam się do zrobienia zestawienia wszystkich cieni EDM.

Nie użyłam ani razu. Wystarczy, że na niego spojrzę, a doskonale potrafię sobie wyobrazić, jak komicznie wyglądałby na moich brwiach. Zdecydowanie dla rudowłosych tylko i wyłącznie. Choć ja nawet w momencie, gdy nosiłam rude włosy, po niego sięgnąć się nie odważyłam 🙂


Earthen Glow Minerals. O marce wypowiadać się nie będę, gdyż większość z Was wie, jak się zakończyła jej działalność i dlaczego złość mnie ogarnia za każdym razem, kiedy przypomnę sobie wydarzenia z nią związane. Cień oczywiście już nie do kupienia (BTW – ciekawe, co oni zrobili ze swoimi zapasami po zlikwidowaniu firmy). Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy, z ogromną nadzieją podeszłam do jego testów. Byłam pewna, że to może być właśnie TEN JEDYNY. Niestety. Mimo całkiem obiecującej mieszanki szarości z delikatnym brązem w tle, okazało się, że SOUL potrafi wyglądać po prostu sino. Jakieś fioletowawe nuty z niego wyłaziły. A choć odważne odcienie noszę na twarzy, to jednak fioletowawe brwi to jeszcze nie mój etap 🙂 Leży i czeka nie wiadomo na co 🙂

MEOW Soft Brown. Kolejny odcień, z którym wiązałam spore nadzieje. Miał być średnim brązem stłumionym i zszarzałym. Tak  go sobie wyobrażałam. Niestety, to fajny odcień, ale zdecydowanie ciepły. Cieplejszy niż na stronie MEOW.  Jasny brąz niezaprzeczalnie podążający w niebezpiecznym  kierunku czerwonych nut. Nie dla mnie zdecydowanie. A szkoda, szkoda…

MEOW Warm Grey. To bardzo dziwny odcień. A może ja go sobie po prostu inaczej wyobrażałam. Choć w sumie odcień na stronie MEOW pokazuje go dość dobrze. W moim przypadku nadawałby się tylko do mieszania go z innymi odcieniami, gdyż samodzielnie jest praktycznie niewidoczny i do tego zbyt szary. Dlaczego "nadawałby się", a nie "nadaje się"? Ano dlatego, że jest to najgorszy cień do brwi w mojej kolekcji. Okropna konsystencja, suchość, wręcz tynkowatość, kompletny brak przyczepności. No i … srebrne iskierki. Fajne nawet, nie mówię, że nie. Ale czy potrzebne w przypadku cienia do brwi?

Silk Naturals Medium Ash. W przypadku tego odcienia trudno mi zachować obiektywizm, gdyż zdecydowanie jest to mój ulubiony cień do brwi. I nie tylko. Odcień stonowanego średniego brązu stonowanego naturalną szarością. Nie jest ani za mocno napiugmentowany ani za słabo. Konsystencja idealna, odcień bardzo naturalnie wyglądający. I do tego świetnie wygląda nie tylko na brwiach, ale używam go prawie codziennie również do podkreślenia dolnej powieki (zamiast ostrej czerni), a w sytuacjach, gdy dopada mnie lenistwo, albo kompletny brak czasu, również w roli cienia do powiek. We wszystkich tych sytuacjach radzi sobie doskonale.

Lucy Minerals Neutral Brow. Jakiś czas temu robiłam zamówienie z Lucy Minerals i kupiłam jeden cień do brwi. Nie mogłam się jednak zdecydować na żaden, więc poprosiłam Annie, by zdecydowała za mnie i do zamówienia włożyła mi ten, który uzna za słuszne 🙂 Okazało się, że Annie włożyła dwa odcienie. Neutral Brow to jeden z nich. Niestety, jako cień do brwi w moim przypadku nie sprawdza się kompletnie. Za jasny, za ciepły, za brązowy. Nie jestem w stanie używać go na brwiach. Za to często ląduje na powiekach jako cień bazowy. Bardzo ładny odcień wielbłądziego brązu idealnie rozprowadzający się na powiece i idealnie pasujący na dni, kiedy mam ochotę wyglądać, jakbym nic na oczach nie miała 🙂 Wolałabym jednak, żeby był bardziej neutralny 🙂 Odcień  nieco ciemniejszy niż tu na zdjęciu.

Lucy Minerals Blondie. Niestety, drugi z otrzymanych przeze mnie odcieni okazał się być również cieniem, którego nie jestem w stanie nosić na brwiach. I o ile Neutral Brow bardzo lubię na powiece, o tyle Blondie po prostu mi obecnie nie pasuje 😦 Ale cóż, w końcu nie jestem blondynką 🙂 Nie umiem też ocenić, jak wygląda na brwiach w przypadku blondynek, gdyż w moim otoczeniu chętnym do malowania blondynek akurat brak. I nie mam na kim go przetestować 😦 Na pewno jednak jest znacznie ciemniejszy niż odcień dla blondynek z EDM.

Ja o dziwo nosiłam go często latem, ale odrobinę poprawionego dodatkiem szarości i brązu. I szczerze mówiąc, nawet go lubiłam. Patrząc teraz na podpisy na wakacyjnych zdjęciach (oj mam tego na dysku, mnóstwo zdjęć nigdy nie ujrzało światła dziennego 😉 ), to nawet dość często go używałam. Podobała mi się jego delikatność i trwałość na brwiach. A potem odkryłam inny odcień, który mi bardziej odpowiada i już nie musiałam mieszać, więc o Blondie całkiem zapomniałam 🙂

Silk Naturals Light Brunette. Zdjęcie fatalnej jakości, niewiele widać, ale pstrykałam wszystkie kilkanaście dni temu i nie chcę robić innego, bo i ustawienia aparatu pewnie byłyby inne i oświetlenie, więc niech zostanie takie, jakie jest.

I tak jak mocno uwielbiam Medium Ash, tak samo mocno rozczarowana jestem tym odcieniem. Nie to, że jest brzydki. Nie. Właściwie ma wszystko, co potrzebne, żeby wkraść się w moje łaski, czyli – trochę chłodnego brązu, odrobina ciepłego, nieco szarości, lekkie przykurzenie. I wszystko by było ok, gdyby nie był tak mocno napigmentowany. Dosłownie odrobina wzięta na pędzelek i za każdym razem robię sobie nim krzywdę 😦 W przypadku moich prawie niewidocznych brwi użycie go to balansowanie na krawędzi. Jeden niewłaściwy ruch i katastrofa gwarantowana. Boję się go i już :)Mimo iż to bliski brat Medium Asha, to jednak bardziej charakterny i trudniejszy do okiełznania 🙂 Na zdjęciach na stronie Silk Naturals Light Brunette wygląda na jaśniejszy niż Medium Ash. Faktem jednak jest, że Medium Ash jest delikatniejszy, słabiej napigmentowany, a co za tym idzie – wygląda na jaśniejszego niż Light Brunette. Mimo iż to świetny odcień, to ja jednak wybieram bezpieczniejszego Medium Asha. Może gdyby moje brwi nie były w tak opłakanym stanie i nie wyglądały jak wyglądają, doceniłabym urok LB. W chwili obecnej nie mam odwagi po niego sięgać.

Everyday Minerals Dark Brown. Piękny, naprawdę piękny czekoladowy odcień. Doceniam w roli cienia do powiek, do robienia kreski na dolnej powiece, do zewnętrznych kącików, do smokey eyes. Wystarczy odrobinka, by wyczarować świetny makijaż właściwie kilkoma machnięciami pędzla. Jako cień do brwi? Dla mnie na pewno nie. Zbyt intensywny, zbyt wyrazisty. Jako cień – zdecydowanie tak, choć używam go stosunkowo rzadko, bo przez swoje napigmentowanie wystarczy odrobinka gdzieś przypadkiem osypana i sprzątania po tym sporo. I za każdym razem, kiedy otwieram pudełeczko, mam całe paluchy wysmarowane, bo on się po prostu nie daje otworzyć bez zrobienia bałaganu.

 

Na koniec kilka zdjęć grupowych 🙂

 

I trochę swatchy (coraz bardziej mnie drażni to słowo) w różnym oświetleniu:

Ostatnie zdjęcie w świetle dziennym, zrobione z użyciem lampy błyskowej

Ufff…. to była całkiem ciężka praca 🙂 Odzwyczaiłam się od robienia tylu zdjęć, mazaniu po łapach i innych tego typu akcji. Ale post o cieniach do brwi mogę uznać za skończony (no, chyba, że będę kiedyś dysponować sporą ilością wolnego czasu połączonego z dobrymi warunkami pogodowymi, to zrobię to, co mi przemknęło przez myśl niedawno, czyli sfotografowanie, jak wygląda każdy z tych odcieni na brwiach. Ale póki co – nic na to nie wskazuje 😉 )

Reklamy

Brwi… temat rzeka ;)

O brwiach mogłabym pisać i pisać. To mój słaby punkt i coś, co przyprawia o wściekłość za każdym razem, gdy próbuję ten temat ugryźć.

Lata wyrywania brwi ( ok.15 lat takiego traktowania) i nadawania im kształtu cienkich nitek nie przeszły bez echa. Zostawiły po sobie pamiątkę w postaci lichych, sterczących w różne strony brwi, które choćbym na uszach stawała, za nic nie chcą rosnąć.

Kuracje, jakie im zafundowałam kosztowały mnie już tyle, że nawet boję się podliczać. I co? Nic. Kompletnie nic. Próby z olejkiem rycynowym pieczołowicie wsmarowywanym w brwi ( i rzęsy przy okazji) przez długie miesiące, chyba większość dostępnych na rynku odżywek (od Pierre Rene, Celię i Oriflame zaczynając, na kapsułkach Gal kończąc), w akcie desperacji nawet po wspominany na LU Atrederm (!) sięgnęłam. O Talice, RefectoCilu  i innych wynalazkach nawet nie wspomnę. I choć czasem coś tam w tym temacie zaczynało się dziać, brwi jakby zaczynały kiełkować, to jednak w pewnym momencie zaliczałam STOP i ani mm więcej. W najlepszym wypadku coś tam urosło, ale raczej jakieś pojedyńcze kiełki i nie w tym miejscu,w  którym bym sobie tego życzyła. I tak jest do dzisiaj …

Nie pozostało mi nic innego jak pogodzić się z tym, że marzenie o pięknych łukach brwiowych może się nigdy u mnie nie spełnić. I choć Matka Natura nie była dla mnie łaskawa w tym temacie, to na co dzień staram się ją delikatnie oszukiwać.

I tu z pomocą przychodzą mi :

Cienie i inne kosmetyki do brwi

Oczywiście zanim zaczęłam używać mineralnych proszków przeszłam przez te tradycyjne, dostępne w drogeriach i nie tylko. Do moich ulubionych należały m.in.

(wszystkie zdjęcia wykorzystane w tym zestawieniu pochodzą ze stron producentów i nie są moja własnością)

 

Sephora Eyebrow Palette – paleta do brwi z dwoma odcieniami brązu i woskiem do układania (niestety, została chyba wycofana, bo już dawno jej nie widziałam w Sephorze). Używałam tylko ciemniejszego odcienia. Wosk kompletnie nieprzydatny dla moich cienkich nitek był 🙂

Essence Eyebrow Stylist Set (Zestaw do stylizacji brwi). Koszmarne opakowanie, koszmarny pędzelek, koszmarna jakość wykonania (opakowanie rozleciało się w pierwszym tygodniu użytkowania). Na plus- ciemniejszy odcień brązu bez wybijających się czerwonych tonów, cena, dostępność.

The Body Shop Brow & Liner Kit – długo był moim ulubieńcem. Cienie osadzały się na brwiach a nie na skórze, więc efekt był bardzo naturalny, przyjemne, estetycznie wykonane i dość trwałe opakowanie z lusterkiem, wybór odcieni (dostępne były chyba 3 albo 4 zestawy, dokładnie już nie pamiętam).

Hmm… Właściwie to… zatęskniłam za nim, gdy już sobie o nim przypomniałam znowu 🙂

Oriflame Brow Perfection Gel (żel upiększający brwi) – zużyłam chyba z 5 sztuk tego żelu. Bardzo ładnie podkreślał brwi jednocześnie je układając, ale  nie sklejając ich, odcień bez grama czerwieni, łatwy w aplikacji (jedno machnięcie szczoteczką i gotowe). Niestety, największym problemem dla mnie była wydajność – przy codziennym użytkowaniu po 3 jego jakość zaczynała się pogarszać i musiałam wymieniać na nowy. A czekanie i zamawianie z katalogu to było ponad moją cierpliwość 😉

Potem nastała ERA MINERAŁÓW 😉 i oczywiście poszukiwania idealnego cienia do brwi w tej kategorii. Oj, nie było łatwo. Przetestowałam naprawdę wiele. Naprawdę. I większość była albo za ciemna, albo za jasna, albo zbyt intensywna, albo znowu za mało wyrazista, za ruda, za szara…

Na szczęście udało mi się znaleźć ideał w tej kategorii. O nim jednak w kolejnej części tego posta. Tam również znajdzie się to, co zostało mi w domu po testach i poszukiwaniach i co ostało się tylko dlatego, że takich odrobinek proszku nie wypadało nikomu oddać, a wyrzucić… jakoś szkoda ;), albo dlatego, że do mnie za bardzo nie pasują, ale zdarza mi się malować inne osoby i dla nich akurat są jak znalazł 🙂

Zapraszam jutro 🙂 Zdjęcia mam zrobione, z tym że muszę je obejrzeć w świetle dziennym i sprawdzić, czy w miarę wiernie oddają rzeczywiste odcienie 🙂

Jutro więc – post CZYSTO MINERALNY 🙂 A w nim – cienie do brwi MEOW, Lucy Minerals, Everyday Minerals, Silk Naturals.

Minerały w akcji czyli kolejna domowa sesja z Martą

Ostatnie dni obfitowały w makijażowe próby (głównie dlatego, że szukamy nowego odcienia podkładu dla Marty ;). A skoro makijaże, to i zdjęcia. A jak zdjęcia, to i nowy post.

Jutro go uzupełnię i podam pełną listę użytych kosmetyków, dzisiaj tylko krótka zapowiedź i kilka fotek :

Marta przed wykonaniem makijażu :

Marta pół godziny później 🙂

Marta to jedna z moich ulubionych „modelek”. Z racji pobytu w Polsce akurat bez najmniejszych oporów dała się namówić na kolejne sesje makijażowo-fotograficzne. Już jakiś czas temu udało mi się ją zarazić moją minerałową pasją, więc gdy okazało się, że używany przez nią do tej pory podkład się kończy a do tego jest ciut za ciemny, to rozpoczęłyśmy fazę codziennych testów i poszukiwań.

Do tej sesji (oczywiście „sesja” to tylko domowe wygłupy – co będzie widać później, gdy dodam zdjęcia dodatkowe) wykorzystałam kosmetyki :

– krem Mineral Flowers Day Cream do cery mieszanej i normalnej

– podkład LaurEss Radiant Gold Minimalist (3 cienkie warstwy nałożone na sucho i spryskane hydrolatem po każdej warstwie)

– jako korektor – podkład Lucy Minerals Creamy Olive, pod oczami żółty korektor Pixie plus odrobina różowego (również Pixie)

– baza pod cienie MEOW iprime

– cienie : Everyday Minerals Snowflake, Sleigh Ride, Monsoon, Silk Naturals Vanilla

– liner Mad Minerals Liner Chocolate Mousse

– brwi Medium Ash Silk Naturals

– tusz Max Factor Masterpiece

– pomadka Silk Naturals Birthday Suit (? napisy się starły 🙂 ) plus błyszczyk Silk Naturals Lola

Dodam tylko, że zdjęcia Marcie wcale nie jest łatwo robić, gdyż nasze sesje najczęściej wyglądają tak :

czyli – zamknięte oczy, zmarszczone powieki, zmarszczki mimiczne i absolutny brak kontroli nad ustawieniami do zdjęć 🙂

Ale za to bawimy się przy tym całkiem nieźle, a przecież głównie o to chodzi 😉

Kilka dodatkowych fotek na dowód tego, że nawet mając ponad 100 zdjęć na karcie, ciężko jest wybrać takie, gdzie widać makijaż 😀

Wykańczanie Pure Luxe :)

Jakiś czas temu pisałam o powodach, dla których nic więcej z Pure Luxe kupować nie będę.

Co jednak zrobić z tym wszystkim, co już zostało zakupione? Wyrzucić? Trochę bez sensu (zwłaszcza, że powód dotyczy zakupów a nie używania kosmetyków PureLuxe). Oddać?  Próbki głównie kupowałam, więc jakoś tak głupio komuś takie resztki oddawać. Trzeba zużyć 🙂 Nie ma innego wyjścia.

No więc dzisiaj z koleżanką doszłyśmy do wniosku, że wykończymy jeden z najlepszych cieni Pure Luxe – Faceted.

Odcień, który na chłodnej, przydymionej różowej pudrowej bazie mieni się mnóstwem innych tonów – miedzią, złotem, fioletem, czerwienią. Piękny. To trzeba przyznać.

Najładniej wygląda położony na ciemnej, czarnej bazie. Niestety, musiałyśmy dzisiaj jeszcze wyjść do ludzi i o ile małe blink blink na oczach dopuszczalne było, o tyle mega błyszczący makijaż mógłby być lekko nie na miejscu 🙂

Zdjęcia moje robione w świetle dziennym (jeszcze się załapałam), natomiast Marty w oświetleniu sztucznym (i lustrzanką – poza jednym, oko nr 2 😉 )

(oko Marty fotografowane lustrzanką)

Do makijażu użyłam (w obu przypadkach, czyli do pomalowania mnie i siebie), prawie identycznych kosmetyków :

  • podkład Lucy Minerals Creamy Bisque/Creamy Olive (zmieszany)
  • baza pod cienie MEOW iprime
  • cienie : Pure Luxe Faceted, Everyday Minerals Fresh (właściwie to korektor użyty pod łukiem brwiowym), Silk Naturals Idolize, Everyday Minerals Little Black Dress
  • Mad Minerals Liner Chocolate Mousse
  • tusz do rzęs Maybelline Colossal
  • brwi ( u mnie porażka, wzięłam nie ten cień, a zreflektowałam się dopiero po zrobieniu zdjęć, że coś jest nie tak i że jakieś nie-teges są ;/. Zamiast Medium Ash z Silk Naturals sięgnełam po Neutral Brow z Lucy Minerals), u Marty właściwy czyli Silk Naturals Medium Ash

Ja:

(niestety, wszystkie zdjęcia, na których się choć trochę uśmiecham, wyszły nieostre, więc znowu wyglądam jakbym była wiecznie naburmuszona :D)

Marta:

 

(oko Marty fotografowane zwykłą cyfrówką)

Więcej sesji z MARTĄ znajdziecie TUTAJ (serdecznie zapraszam). Ta dzisiejsza wypada dość blado, bo makijaż był robiony głównie do zabawy a nie do pokazywania 🙂 Nie był położony nacisk na zatuszowanie wszystkich niedoskonałości, na perfekcyjne wykonanie. Wiem, że to widać, ale trudno… 😉 )

Wigilijny makijaż…

Dzisiaj w skrzynce mailowej znalazłam pytanie o to, jaki makijaż miałam wczoraj 🙂 No cóż, wstyd się przyznać, ale nie popisałam się makijażowo w tym jednym z najważniejszych dni w roku. W  tym roku postawiłam głównie na usta i na kolor na nich. Oczy maznęłam 3 odcieniami beżu, brązu, zgniłej zieleni.

Moja cera akurat miała nieco lepszy okres, gdy nie musiałam używać podkładu, więc twarz pokryłam jedynie pudrem matującym.

Do makijażu na zdjęciu wykorzystałam :

  • puder matujący Kaolin Powder Soft Bronze Everyday Minerals
  • róż E.L.F Cosmetics Blushing Rose (wraz z zimową porą wrócił do moich łask 🙂
  • cienie : Everyday Minerals Fresh (to raczej korektor niż cień- pod łukiem brwiowym i w wewnętrznym kąciku), Lover's Lane, cień zielony z paletki Urban Decay
  • brwi i dolna kreska – Lucy Minerals  Neutral Brow Powder
  • tusz Clinique High Impact
  • pomadka Silk Naturals Mirabelle plus błyszczyk Silk Naturals Lola
  • lakier do paznokci Wibo Extreme Nails (numer nie do odczytania, ale z pewnością znajdziecie ten odcień na blogu Sabbathy, bo tam go wypatrzyłam 😉