Dla odmiany po nudziakach, czyli Sleek STORM

Jakiś czas temu opisywałam dwie zakupione przeze mnie paletki cieni do powiek. I choć na co dzień zdecydowanie częściej sięgam po Champagne & Caviar NYX-a (ostatnio niemalże codziennie), to jednak przyznaję, że Storm (Sleek) zdecydowanie lepiej spisuje się na wieczornych wyjściach. Makijaż wykonany tą paletką nie tylko jest banalnie prosty i szybki, gdyż cienie praktycznie same się blendują, a ich nakładanie nie sprawia żadnej trudności, ale przede wszystkim – intensywność cieni jest na tyle zadowalająca, że nawet ja, fanka dość mocnych i widocznych makijaży, nie mam się do czego przyczepić 🙂

Co prawda z racji moich 33 lat coraz rzadziej wypada mi nosić takie kolory na oczach, ale moje ciągoty w tym kierunku są zdecydowanie nieuleczalne i co jakiś czas, po kilku dniach klasycznego nude na powiekach mam ochotę na jakieś kolory.

Dwa makijaże wykonane dzisiaj paletką Sleek Storm. Pierwszy, nosiłam przez cały dzień, natomiast wieczorem, po jego zmyciu coś mnie tknęło na wieczorne mazanie  i sięgnęłam po granat z tej paletki, o którym słyszałam, że jest ciężki w aplikacji i mało intensywny. Nic bardziej mylnego 🙂 Na powiece wg spisuje się doskonale i wcale nie jest z tych "gorszych".

Makijaż wieczorowy (przepraszam, że widać, że tylko jedno oko, ale zabrakło mi zapału na zrobienie drugiego po tym, jak zobaczyłam, jak mój aparat paskudnie niszczy to, co miałam na oczach :(). Makijaż błyskawiczny, z użyciem 3 cieni (granat, stalowy i piąty w górnym rzędzie 😉 )

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Podkład : brak

Puder : Kaolin Soft Bronze Everyday Minerals

Róż/bronzer/rozświetlacz : Sleek Bronze Baby

Oczy : cienie z paletki Storm Sleek, Monistat jako baza pod cienie, tusz Colossal Maybelline, eyeliner My Secret

Usta : Sweet Talk Lip Gloss LaurEss

 

Makijaż dzienny (choć dość intensywny)

 

Podkład : brak

Puder : Kaolin Soft Bronze Everyday Minerals plus Kick Start LaurEss jako primer, to wszystko położone na Monistacie 🙂

Róż: nie jestem w stanie sobie przypomnieć, co i czy w ogóle jakiegoś używałam 😉

Oczy : cienie z paletki Storm Sleek, baza pod cienie E.L.F, tusz Colossal Maybelline

Usta : L'oreal Color Riche Taffeta

Nyx Runway Palette & Sleek STORM Palette

Dopadł mnie kompletny brak czasu, postaram się jednak w ciągu najbliższych dni uzupełnić te posty. Póki co – dziękuję za wszystkie komentarze i maile (odpiszę lada dzień) i rezerwuję sobie tu miejsce na posta :

NYX Runway Collection Champagne & Caviar oraz Sleek Makeup Palette Storm:

Sleek i-divine Palette : STORM

Paleta składająca się z 12 cieni do powiek z lusterkiem i aplikatorem.

Wybrałam ten wariant kolorystyczny, gdyż wydawał mi się najbardziej uniwersalny i najbardziej odpowiedni do wykonania makijażu zarówno na co dzień jak i na wieczór. Słyszałam dużo dobrego o tych paletkach, ale jakoś pozostałe wersje kolorystyczne do mnie średnio przemawiają, więc podejrzewam, że póki co, ta zostanie jako jedyna w mojej kolekcji.

Pierwszy raz zwróciłam na nie ze względu na hasło "cienie mineralne". Oczywiście już po chwili upewniłam się, że z prawdziwymi minerałami mają niezbyt dużo wspólnego. I tu ciekawostka, bo na różnych stronach spotkałam się z różnym składem (nie wiem, czy rzeczywiście się różnią, czy wynika to z niedokładnego przepisania składu. Trafiłam m.in na taki:

Skład : Mica, Talc, Kaolin, Magnesium, Stearate, Dimethicone, Paraffinum Liqid, Ethylhexyl, Palmitate, Propylparaben, Methylparaben,
MAY CONTAIN: Cl77007, Cl77510, Cl77289, Cl77491, Cl77492.

Natomiast na mojej paletce skład wygląda następująco:

Skład: Mica, Talc, Paraffinum Liquidum, Magnesium, Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Dimethicone, Propylparaben, Methylparaben

MAY CONTAIN: UTRAMARINE ( CI 77007), Yellow IRON OXIDE (CI 77491), Iron Oxide (CI Cl77491/2/9), RED IRON OXIDE (Cl77491), BLACK IRON OXIDE (Cl77499),TITANIUM DIOXIDE (Cl77891), HYDRATED CHROMIUM GREEN (Cl77289), MANGANESE VIOLET (Cl77742), FERRIC FERROCYANIDE (Cl77510)

Niby różnice niewielkie, ale w mojej paletce w skład nie wchodzi chociażby kaolin, a silikon jest nie przed parafiną ale po niej. Nie wiem, skąd takie rozbieżności.

Sama paletka jest klasyczną paletą zamykaną na zatrzask. Wykonana dość solidnie, bez udziwnień. Posiada sporych rozmiarów lusterko. I tu należy wspomnieć o tym, co niby jest drobiazgiem, wg mnie jednak bardzo przydatnym, a niestety, nie jest standardowym wyposażeniem takich paletek. W środku znajduje się folia, która oddziela lusterko od cieni. Niby nic, a jednak wszyscy, którzy nie cierpią mieć lusterka wiecznie upaćkanego pyłkami cieni, z pewnością docenią ten drobiazg.

Otwiera się dość trudno i przy dłuższych paznokciach możemy mieć problem z jej szybkim otwarciem, choć z drugiej strony, ja traktuję to raczej jako zaletę, gdyż mam pewność, że nic mi się przypadkowo nie otworzy i nie czeka mnie niespodzianka w postaci cieni rozsypanych po całej kosmetyczce w przypadku, gdybym chciała paletkę zabrać w podróż.

Dołączony aplikator dla mnie jest kompletnie zbędny, bo nie lubię gąbkowych aplikatorów (choć wiem, że są świetne do wydobywania intensywności cieni i "wgniatania" ich w powiekę. Ja jednak pozbywam się ich natychmiast, gdyż tak po prostu mam i już 😉

O samych cieniach niewiele więcej mogę powiedzieć niż to, co już zostało wszędzie chyba powiedziane. Są bardzo miękkie, kremowe, nakładają się bez najmniejszego trudu, są mocno napigmentowane. Konieczność blendowania i machania pędzlem, żeby je ładnie połączyć praktycznie zredukowana została do zera, gdyż jakiś cudem robią to same 😉 Kilka ruchów pędzelkiem lub aplikatorem i właściwie nie widać żadnych ostrych granic, wszystko ładnie się ze sobą miesza.

Z trwałością też nie jest najgorzej. Co prawda nigdy nie używałam ich bez bazy (aż tak odważna nie jestem, gdyż olej mineralny w składzie plus moje tłuste powieki = prawie na pewno katastrofa), ale na bazie (MEOW, E.L.F, LaurEss) wytrzymują w niezmienionym stanie praktycznie do wieczora. Nawet nie blakną jakoś specjalnie mocno.

Tyle zalet. Dlaczego jednak nie śpiewam hymnów pochwalnych na ich cześć? Otóż wg mnie cienie te mają i swoje wady. Pomijam skład, bo w przypadku cieni do powiek jest on dla mnie sprawą drugorzędną. Jednak same cienie są dość.. płaskie. Nie wiem, jak to określić, ale mimo swoich żywych, intensywnych barw są dość jednostajne i wyglądające właśnie jak cienie z TEJ kategorii cenowej. Nie twierdzę, że są złe. Absolutnie nie. Ale z pewnością nie możemy ich postawić na równi z cieniami górnopółkowymi czy chociażby z cieniami Urban Decay. Od razu widać, że to nie ta liga.

Do tego znaczna większość cieni to dość mocno błyszczące odcienie. Matowy mamy jedynie ciemny stonowany brąz (który sam w sobie jest ładnym odcieniem, ale dość nierówno rozkładającym się na powiekach) oraz średni, wielbłądzi odcień jasnego brązu. No i czerń, która matem całkowitym nie jest, raczej satyną w średnim natężeniu. Jego jakość zdecydowanie jest poniżej średniej. Czerń mało czarna, średnio napigmentowana, cień też różni się konsystencją od pozostałych – jest bardziej twardy, suchy i trudniejszy do nabrania na pędzel. I choć zrobienie nimi makijażu dziennego, stonowanego jest jak najbardziej możliwe, to jednak całe możliwości tej paletki wychodzą dopiero przy makijażu mocniejszym (niekoniecznie wieczorowym).

Sleek :

Ja pewnie z przyjemnością zużyję tę paletkę (co trudne chyba nie będzie, zważywszy na fakt, jak miękkie są cienie i że jej termin ważności to tylko 12 miesięcy) i myślę, że dość często będę po nią sięgać właśnie ze względu na wymienione wcześniej zalety (łatwość aplikacji, bardzo intensywne i nasycone odcienie, świetne napigmentowanie, długotrwałość). Czy jednak kupię kolejną? Póki co moja ciekawość została zaspokojona. Choć jeżeli Sleek wypuści coś w bardziej stonowanych barwach, to podejrzewam, że się jednak nie oprę. Zwłaszcza, że stosunek ceny do jakości jest nie do pobicia.

PS. Zakupiłam w międzyczasie jeszcze na ebayu :

SLEEK FACE AND BODY GLO KIT 'BRONZE BABY'
SLEEK BLUSH 'ROSE GOLD'

niestety, zaginęły gdzieś po drodze (nawet te, które zostały dzięki uprzejmości przesympatycznej sprzedającej wysłane po raz drugi). Kolejny raz jakiemuś pracownikowi poczty przykleiły się moje paczki do łap… Po miesiącu wędrówki szanse na to, że jeszcze dotrą są praktycznie zerowe, więc pogodziłam się z tym, że raczej na razie nie spróbuję najpopularniejszego chyba odcienia różu Sleeka czyli Rose Gold… Trudno…

Dopisano: zaraz po tym, jak napisałam informację o tym, że póki co jestem zaspokojona w temacie paletek Sleeka, weszłam sobie na bloga Lipstick on the Cup i … zachciało mi się Bad Girl. Eh, nie ma to jak być stanowczą i zdecydowaną. Idę poszukać na Allegro 😀

Cena : ok. 30 zł.

Moja ocena 8/10

Zwolenniczki bardziej naturalnego makijażu i mniej rzucających się w oczy cieni na powiekach, myślę, że bardziej zadowolone będą z innej paletki, czyli:

NYX The Runway Collection : Champagne & Caviar

To jedna z kilkunastu wersji wchodzących w skład kolekcji The Runway Collection. Wg mnie – najbardziej interesująca odcieniowo. A z tego co słyszałam, również pod względem jakościowym.

Skład:Mica, Talc, Zinc Stearate, Mineral Oil, 2-Ethylhexyl Palmitate, Tridecyl Trimellitate, BHT, Methylparaben, Propylparaben.
MAY CONTAIN: Red Iron Oxide CI77491, Yellow Iron Oxide CI77492, Black Iron Oxide CI77499, Titanium Dioxide CI77891, Fd&c Red No. 40/Ci16035:1, Carbon Black CI77266.

W paletce z lusterkiem, nieco mniejszych rozmiarów niż w przypadku Sleeka, mamy 10 odcieni dość neutralnych kolorów utrzymanych w tonacji głównie brązu i beżu. Cienie są również dość miękkie, z tą tylko różnicą, że Storm Sleeka to miękkość lekko tłustawa, natomiast w przypadku NYX-a, bardziej sucha (choć i tak znacznie mniej niż w przypadku większości cieni dostępnych w drogeriach) Nie znaczy to jednak, że gorsza w odczuciu. Wręcz przeciwnie. Cienie mają aksamitną konsystencję, są bardzo gładkie, porządnie zmielone i ładnie sprasowane. Przyjemne dla oka barwy również na powiekach wyglądają ciekawie. Nie są już tak intensywne i iskrzące, zdecydowanie bardziej nadają się do dziennego, nawet dyskretnego makijaży oka, choć również nie są to tylko kolory matowe. Jednakże mamy tu doczynienia bardziej z perłowością niż z mega lśnieniem. I ta paletka zdecydowanie bardziej mnie urzekła. Choć aplikacja cieni nie jest już tak łatwa jak w przypadku Sleeka, to o wiele trudniej zrobić sobie tą paletką krzywdę. Cienie są wystarczająco napigmentowane, by nie musieć ich skrobać i męczyć się z przeniesieniem ich na powiekę i wydobyciem z nich choć odrobiny koloru, a jednocześnie na tyle bezpieczne, że nie wystarczy ruch pędzlem by uzyskać tandetny i przeładowany efekt (o co nietrudno w przypadku paletki Storm). Pędzel z cieniem po powiece sunie gładko, bez najmniejszych problemów, nie osypują się w nadmiarze i nie ma mowy o żadnych prześwitach na powiekach.

Czerń również i tu jest słabym punktem tego zestawu. Wyblakła, mało czarna i średnio przyjemna dla oka. Choć dla tych, którzy szukają raczej cienia do przyciemnienia, zaakcentowania i podkreślenia kącika lub innego miejsca na powiece, z pewnością wystarczy. Do delikatnego smokey też się nada. Jednak na pewno nie jest to kruczoczarny i intensywny odcień czerni.

Matowy brąz jest tu nieco chłodniejszy niż u Sleeka, choć też jakościowo nie należy do najbardziej udanych odcieni. Widać wyraźnie, że nie jest to odcień z górnej półki. Owszem, sam w sobie bardzo ładny, ale odstający od reszty i bardziej pasujący do swojego czarnego kolegi niż do pozostałych odcieni z palety. Choć gdy przejedziemy po nim palcem (staram się tego nie robić z wiadomych powodów, ale nie mogłam się powstrzymać i musiałam sprawdzić), to wydaje się być bardzo porządnym cieniem – lekkie dotknięcie opuszkami palców, a cień zostawia intensywny ślad na nich. W dodatku z łatwością dający się przenieść na skórę.

Wg mnie to bardzo ciekawa propozycja, zwłaszcza w takiej cenie. 10 całkiem przyzwoitych cieni, nieźle napigmentowanych, sympatycznych odcieniowo i do tego łatwo rozprowadzających się na powiece, dających mnóstwo możliwości wykorzystania – od makijażu praktycznie niewidocznego, typu nude, do zwyklaka dziennego, a na makijażu wieczorowym kończąc za grosze, to moim zdaniem propozycja zdecydowanie warta przyjrzenia się jej.

(pacynka rozpadła się już przy drugim myciu przy robieniu swatchy i wylądowała w koszu, ale jako iż chyba mało kto używa pacynek załączonych do paletek, to nie odejmuję za to oceny).

Cena: ok. 35 zł w polskich drogeriach internetowych.

Moja ocena: 9/10

 Porównanie:

Makijaże nadesłane na konkurs Pixie

Jedną z możliwości zwiększenia swoich szans w konkursie Pixie było przesłanie mi mailem zdjęć makijażu z użyciem dowolnego mineralnego kosmetyku. Otrzymałam kilkadziesiąt zdjęć, z których część możecie poniżej zobaczyć.

Całe szczęście, że nie wpadłam na pomysł, by organizować konkurs, w którym ja osobiście musiałabym zadecydować o tym, kto otrzyma nagrody. Patrząc na zdjęcia wiem, że nie byłabym w stanie tego dokonać. Dziewczyny na zdjęciach są tak piękne, tak pełne wdzięku i tak fajnie podkreślają swoją urodę, że nie wyobrażam sobie, abym miała spośród nadesłanych prac wybrać te, które podobają mi się najbardziej.

Wiem, że przyznałabym jednak dwa równorzędne miejsca, gdyż te zdjęcia urzekły mnie najbardziej. Myślę, że komentarz jest zbędny i wszystko widać na załączonych obrazkach.

Lanka:

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :
Podkład: Lucy Minerals Creamy Olive
bronzer: Waikiki Lily Lol
róż: Blossom Blush Lily Lolo
tusz do rzęs: No7

A_noska:

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Primer: puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Podkład : Lucy Minerals – Lucy Light w odcieniu Bisque

Wykończenie : puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Jak widać na powyższych zdjęciach wybrałam te makijaże, które niesamowicie pokazują siłę minerałów. Na pierwszym – ich doskonałe krycie i jednocześnie naturalność, natomiast na drugim – jak przepięknie naturalny i dziewczęcy efekt można uzyskać minimalnym zestawem.

Otrzymałam też wiele innych zdjęć – nie umiałabym wybrać, które podobają mi się najbardziej, dlatego też pozostawiam je bez komentarza i zapraszam do oglądania tych pięknych dziewczyn.

Pilar

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu (niestety nie otrzymałam szczegółowych informacji o odcieniach, więc gorąco proszę o uzupełnienie, bo makijaż naprawdę przepiękny i sama chętnie bym się dowiedziała, co zostało użyte 😉 Korektor EDM Mint, podkład Blusche, puder Blusche, róż EDM, Bronzer i rozświetlacz Blusche, cienie Meow i niemineralnie-Sleek. 🙂

eenax

twarz: primer Prime Me Powder Pixie, podkład Breena 1 Pixie, korektor pod oczy Under Eye Concealer 2 Frisky Abyssinian Meow Cosmetics, róż Email Me Everyday Minerals
oczy: primer I-prime Meow Cosmetics, żółty matowy- Pelluci Paint FX, zewnętrzny kącik i załamanie powieki pomarańczowy Spread Your Wings Aromaleigh, na linii rzęs brąz z opalizującymi drobinkami – Chameleon Sweetscents, rzęsy tusz niemineralny Max Factor Masterpice
usta:błyszczyk niemineralny Juicy Tubes 45 Candy Lancome

Carolinascotties

Też niestety nie posiadam dokładnych odcieni użytych kosmetyków, ale miejmy nadzieję, że Karola nam je dopisze, bo podejrzewam, że nie tylko ja pękam z zazdrości patrząc na te zdjęcia 😉 Podkład Lumiere, cienie do powiek Meow i rozświetlacz Lumiere.

Yasinisi

primer: monistat
podkład: Pixie Cover de Luxe Cameo2
finisher: Pixie Kiss of Sun
róż: EDM Time Share
rozświetlacz: EDM Natural
oczy: baza ArtDeco + MEOW Dr. ZhiCATo+ Bronze Lucy Minerals+ EDM Exhale

AnkaFranka

podkład EDM Fairly Light Neutral intensive
róż EGM berries&cream
oczy EDM fresh, pod oczami EDM morning
puder wykończeniowy własnej receptury (a dokładnie receptury JMW 🙂 )
brwi EDM silver grey

na ustach: albo rozświetlacz EDM pearl beige albo złoto-srebrne Meteoryty Guerlain 🙂

Kmb1

-podkład AWGM f5
-korektor edm multi-intensive
-baza kobo
-cienie edm:late checkout,Jane Eyre,Scented Candles
-kredka mysecret grafitowa
-tusz do rzęs 123 mascara rimmel
-błyszczyk essence xxxl nudes 01
-korektor do brwi brązowy delia
Ciri

Zdjęcia z Lucy (pierwsze dwa): Lucy Minerals formuła Orginal Creamy Bisque, Puder Lumiere Veena Silk Veil odcień Sand, Punktowo i pod oczy korektor Sunlight EDM. róż All Smiles EDM. Oczy :Kredka nie mineralna.

Zdjęcia z Lumiere (dwa kolejne): Lumiere Light Medium Golden VV, Puder Lumiere Veena Silk Veil odcień Sand, Punktowo i pod oczy korektor Sunlight EDM, róż Poppy Lumiere. Oczy : kredka nie mineralna, Wet Sand EDM

Kosmetyczna Ja:

Podkład: Lucy Minerals odcień Light
Korektor na rumieńce MINT z EDM a pod oczami beżowy Pixie
Brwi: Deep Brow Powder Silk Naturals
Oczy: Baza pod cienie i-prime z meow, cienie: Queen [jasny] i Tuxedo [ciemny] oba ze Sweetscents
Róż:Angelique ze Sweetscents
Rzęsy Avon, super shock

Kathe



„Makijaż  inspirowany filmem Black Swan, ale w lżejszej wersji, raczej księżniczki łabędzi 🙂 Użyty kosmetyk mineralny (jedyny jaki w sumie mam): podkład Lily Lolo odcień Porcelain”



Ola93

We wszystkich makijażach oka została wykorzystana paleta Sleek Sunset. Co prawda ja uznaję te cienie raczej za kosmetyk pseudomineralny – i myślę, że nie tylko ja (ze względu na jego skład), ale z racji tego, że paletka ta reklamowana jest pod hasłem mineralnych cieni, to zgłoszenie oczywiście uznałam 😉

Jako ciekawostkę podaję skład „mineralnej” paletki: Mica, Talc, Paraffinum liquidum, Magnesium Stearate, Ethylhexyl Palmitate, Dimethicone, Propylparaben, Methylparaben. May contain: Cl 77891, Cl 77007, Cl 77492, Cl 77289, Cl 45410:2, Cl 15850:1, Cl 42090:2, Cl 77499, Cl 77742, Cl 15985:1.

(co nie zmienia oczywiście faktu, że są to świetne paletki biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości i sama z chęcią ich używam 😀 )

Eti_

Primer Touch of Beige – Pixie.

Podkład CDL Pixie – Sinnie 2 pomieszany z Tinkerbell 3.

Róż -Glow Lucy Minerals, Bollywood EDM.

Puder matujący: Kiss of Sun -Pixie

Oczy: Cloud 9 BFTE, Chenille BFTE, Propinquity SN, Precious BFTE, Drama CS, Smokey EDM, kredka Inglot, Tusz Bell. Usta: pielęgnujący balsam do ust Naturalne Piękno.

ksiezniczkaa87

– puder Jadwiga do cery tłustej i trądzikowej (jako primer)
– korektor Intensive fair EDM
– podkład Fairly Light Neutral EDM intensive (na wypryski)
– korektor Pixie Cosmetics beżowy (pod oczy)
– puder Kiss of Sun (jako wykończenie)
– odrobina różu Best Friends EDM
– cienie Romance Novel i Rock Anthem EDM
– kredka LongLasting Black fever Essence, tusz do rzęs Push Up Bell,  korektor do brwi Delia, błyszczyk Namiętnik Paese
(tu nawet dostałam zdjęcie kosmetyków użytych do wykonania makijażu 😉 )

Renia92i

-Podkład EDM formuła Intensive Multi-Tasking Neutral
-Puder Jadwiga do cery tłustej i trądzikowej
-Róż EDM Truly Tiger
-Korektor pod oczy Pixie różowy
-Tusz Astor Big & Beautiful
-Cienie Max Factor, Bell
-Szminka My Secret Smoky Rock
-Eyeliner avon
-Gosh wodoodporna kredka do oczu czarna

Czarnulka708

podkład: próbka Lily Lolo Popcorn

eye liner: ELF black

tusz: L’oreal Volume Million Lashes

korektor: L’oreal Touche Magique

róż: Bourjois, 34 Rose D’or

Dezemka

Podkład mineralny Lumiere Light Beige Cashmere
Róż ELF Contouring Blush & Bronzing Powder
Complexion Perfection ELF
Cień Manhatann
Tusz Loreal Volume Milion Lashes
Eyeliner w żelu ELF


Idalia

„Makijaż z gatunku artystycznych. Został wykorzystany cień mineralny : Everyday Minerals Heart 2 Shop ( brudnawy fioleto- róż w załamaniu powieki)”. Listy pozostałych kosmetyków niestety nie znam 😉


Miał być zbiorowy test;)

Dzisiejszy makijaż to zlepek różnych testów 🙂 Na twarzy podkład Pixie, którego dawno nie nosiłam, gdyż byłam pewna, że to mój letni odcień, na policzkach i kościach – bronzery/rozświetlacz Blusche, które korciło mnie, żeby wypróbować w teście całodziennym ( a i tak w końcu tego nie zrobiłam, gdyż zmieniła mi się koncepcja i się poszłam zmyć, a potem od nowa umalować :D), na oczach cienie Urban Decay bez bazy (chciałam sprawdzić, ile wytrzymają, ale w końcu się przeraziłam wizji zwałkowanych cieni na powiekach pod koniec dnia i zostawiłam takie eksperymenty na dzień, gdy nie będę musiała wyjść do ludzi:))

Zdjęcia w świetle dziennym, bez użycia lampy, pochmurny dzień (ostatnie zdjęcie robione w świetle sztucznym – wczesnym rankiem, z użyciem lampy)

Do wykonania makijażu użyłam :

Podkład : Pixie Cosmetics Tinkerbell 3(formuła Cover de Luxe)

Bronzer: Spice Bronzer Blusche (na kościach policzkowych), Tahiti Bronzer Blusche (trochę niżej, jako róż nałożony grubszą warstwą i naniesiony szerokim pędzlem na całą twarz), Summer Bronzer (do konturowania)

Oczy : Cienie Urban Decay z paletki Urban Ammo Eye Palette (Smog, Mildew, Maui Wowie, Sin), Chocolatte Gel Liner MAD

Tusz : Max Factor Masterpiece

Brwi : Silk Naturals Medium Ash Brow Powder

Usta : Artdeco Gourmet Gloss Champagne Fizz (niezmiennie)

 

Kremowych róży Silk Naturals ciąg dalszy…

Dalsza część wczorajszego posta o kremowych różach z Silk Naturals. Nosiłam je dzisiaj cały dzień i nasunęło mi się kilka spostrzeżeń:

  • kolory mimo iż teoretycznie inne, to po roztarciu na skórze wyglądają bardzo podobnie. Do tego stopnia, że mając na jednym policzku Devoted, a na drugim Cherish nie tylko ja nie byłam stwierdzić, który jest który, ale i pytane osoby nie zauważały żadnej różnicy między nimi 🙂
  • trwałość – nie wiem dlaczego wczoraj było lepiej. Być może to kwestia podkładu, bo wczoraj nosiłam LaurEssa, a dzisiaj MEOW, ale nie wytrzymały całego dnia. O ile Devoted jeszcze do tej pory jest lekko widoczny, o tyle po Cherish nie został nawet ślad 😦
  • po całym dniu noszenia na razie nie widzę żadnej kaszki na policzkach, żadnego podrażnienia i mam nadzieję, że tak zostanie 😉 Co prawda miałam opory przed użyciem dzisiaj ponownie tych próbek, bo wpakowałam wczoraj do nich paluchy przy robieniu swatchy, ale mam nadzieję, że przez jeden dzień nie zdążyło się tam rozwinąć niewiadomo jakie siedlisko bakterii i że nie skończy się jakimś wysypem …
  • nadal potwierdzam to, co pisałam wczoraj – róże rozprowadzają się naprawdę łatwo i nie odnotowałam żadnych trudności z ich aplikacją. Na innym podkładzie niż wczoraj rozprowadziły się tak samo dobrze.

Zdjęcia Cherish na policzku (u mnie róż na monitorze jest widoczny, ale podejrzewam, że nie u wszystkich będzie 😦 )

Zdjęcia Devoted na policzku

Kosmetyki użyte do wykonania makijażu :

Podkład : MEOW Purrrfect Puss 3-Naughty Korat (choć mogłam wybrać podkład z nieco lepszym kryciem 😦 )

Róż : Silk Naturals Creamy Blush Devoted na jednym policzku, Cherish na drugim

Oczy : Paleta Urban Decay – Urban Ammo Eye Palette (Smog, Mildew, Last Call, Chopper – choć i tak na zdjęciach ich nie widać 😉 )

Brwi : Silk Naturals Medium Ash Brow Powder

Tusz : Clinique High Impact

Usta : Artdeco Gourmet Gloss Champagne Fizz

Zrobiłam trochę nowych swatchy tych różów SN na ręce, ale są jeszcze gorsze niż wczoraj 🙂 Spieszyłam się rano i jakoś nie mogłam zrobić żadnego sensownego ujęcia. W dodatku słońce się schowało, jak na złość w momencie, kiedy robiłam zdjęcia nagle zrobiło się szaro, ponuro i ciemno. A za chwilę baterie w aparacie się skończyły… Widocznie nie dane mi zrobić lepszych zdjęć tych róży… Są, jakie są, wklejam i tak 😉

 

Kolejny raz Lucy

Pogoda dziś dopisała, więc udało mi się zrobić kilka "mniej zachmurzonych" zdjęć. Post dość nietypowy, bo pozbawiony mojego rozpisywania się. Niech zdjęcia mówią same za siebie tym razem.

W rolach głównych : Lucy Minerals Espresso liner, Raisin eyeshadow, Plum liner, Sandcastle eyeshadow, Sunkissed eyeshadow

Przy oglądaniu zdjęć zdecydowanie polecam kliknąć w obrazek, by obejrzeć je w powiększeniu

Słoneczny dzień, zdjęcia robione w cieniu, bez użycia lampy :

Słoneczny dzień, zdjęcia robione w słońcu, bez użycia lampy :

I jeszcze kilka zdjęć :

Espresso Liner i pędzle Lucy Minerals

O tym, że Lucy Minerals to marka, która plasuje się niezmiennie w czołówce moich ulubionych mineralnych firm, pisałam już niejednokrotnie. O tym, że podkład Lucy to jeden z moich faworytów, też pisałam nieraz.

Dzisiaj nie o podkładach, ale o cieniach i pędzlach. W swoim ostatnim zestawieniu ulubionych produktów stycznia 2011 wymieniłam cień Lucy – Espresso Liner. Jak nazwa wskazuje, nie tyle jest to cień, co liner, ale ja z powodzeniem używam go w roli cienia i nie wyobrażam sobie, żeby mogło go zabraknąć w mojej kosmetyczce. Jest tak uniwersalny, tak piękny i tak niezłej jakości, że gdyby nie jego ogromna wydajność, to z pewnością nabyłabym już kolejny, na zapas 🙂

Co właściwie sprawia, że zwykły brązowy liner stał się moim hitem ostatnich miesięcy? Tak naprawdę to trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Odcień pięknego, czekoladowego brązu ze złotymi drobinkami. Polecany głównie do oczu niebieskich. Ja niebieskich zdecydowanie nie mam, a i tak ten liner stał się moim ulubionym kosmetykiem. Na zdjęciach nie udało mi sę uchwycić nawet połowy jego uroku.

Stosuję go częściej jako cień, w przeróżnych kombinacjach. W parze z jasnym odcieniem brązu, samodzielnie na całą powiekę, do zaakcentowania dolnej powieki i zewnętrznego kącika. Równie dobrze spisuje się w połączeniu z innymi odcieniami. Rozprowadza się miękko, konsystencja jest bardzo przyjemna w aplikacji – miękka, wręcz kremowa, żadnej pylistości czy kredowego efektu. Niesamowicie napigmentowany – wystarczy odrobina na pędzlu, by uzyskać efekt, jaki chcemy. Trwałości nie oceniam, bo u mnie na bazie wytrzymuje cały dzień, a bez bazy nie używam żadnych cieni, więc nie wiem, jak ten się spisze na gołej powiece.

Skład: mica, titanium dioxide, zinc oxide, magnesium stearate, iron oxides

Cena: 7$ za 5 gramowy słoiczek z sitkiem

Zdjęcia fatalnej jakości, jeżeli mi się uda w najbliższym czasie zrobić lepsze, to je wymienię. Dzisiaj mimo słonecznej pogody, nie udało mi się załapać na dobre światło dzienne i zdjęcia robiłam już przy zachodzącym słońcu, co niestety widać 😦

Cienie Lucy Minerals w sztucznym świetle z lampą:

Światło dzienne, zdjęcie bez użycia lampy:

 

Myślę, że warto też wspomnieć o dwóch pędzlach z serii Ultimate Brush:

Shadow Brush (7,5$) – pędzel do nakładania cienia na całą powiekę. Jeden z moich ulubionych pędzli do aplikacji cienia – płaski, elastyczne włosie, idealnie chwyta cień (świetnie współpracuje z miękkimi cieniami Lucy), sprawia, że mniej się osypuje, gdyż pyłek w jakiś magiczny sposób przyczepia się dość mocno do pędzelka.

Wet or Dry Shadow Brush (7,5$) – pędzelek do nakładania cieni na sucho lub na mokro. Jest dość podobny do Shadow Brush, z tym, że włosie jest krótsze. Krótsza jest też jego rączka, przez co mi osobiście jest nim zdecydowanie łatwiej operować (zwłaszcza bez soczewek, mając nos przyklejony prawie do lusterka 😉 ). Właściwie mogłabym tu napisać dokładnie to samo, co przy jego bracie, czyli – świetnie chwyta cienie, sprawia, że się mniej osypują.

Obu pędzli używam również do podkreślania dolnej powieki, gdyż przez to, że włosie jest bardzo elastyczne, sprężyste, a końcówki pędzli płaskie, to świetnie się do tego celu nadają. Mam je od zeszłego lata (jakoś tak) i naprawdę je lubię. Co prawda często o nich zapominam, bo przez swoje krótkie rączki, giną mi w gąszczu innych pędzli 🙂 ale gdy tylko wpadną mi w oko (i w ręce), to z przyjemnością ich używam.

 

Miałam dzisiaj jeszcze zrobić zestawienie kilku odcieni podkładów Lucy Minerals, ale przypomniałam sobie, że pożyczyłam koleżance do testów pudełko z odcieniem Ligh Medium, więc gdy tylko z powrotem do mnie dotrze, to z pewnością takie zestawienie się pojawi.

Znajdą się tam : Light, Cream, Bisque, Creamy Bisque, Creamy Olive, Light Medium, Shell Beige, Medium Olive, Medium, Tan Olive, Golden Medium, Soft Beige