Yves Rocher i The Body Shop.. I dlaczego jestem inna :D

Zdaję sobie sprawę z tego, że czytanie o zakupach z iHerba dla niektórych może wydawać się tematem kompletnie z innej bajki i wiem, że część z Was woli zakupy, których możemy dokonać stacjonarnie, bez konieczności znajomości chociażby podstaw języka angielskiego, bez konieczności udzielania limitu zaufania zagranicznym sklepom, bez konieczności posiadania karty kredytowej/Paypala. Niestety, oferta kosmetyków organicznych/naturalnych/o przyjaznych składach na naszym rynku wciąż jest dużo, dużo uboższa niż za granicą (a jeżeli już, to często ceny nie zachęcają do eksperymentowania), stąd też ja częściej kupuję jednak zagranicą niż u nas. Co nie znaczy, że nie zdarza mi się wejść do sklepu i kupić czegoś, co jest dostępne na każdym kroku.

Oto dowód:

Dzisiaj szybka recenzja ostatnich moich zakupów:

  • Yves Rocher żel pod prysznic i do kąpieli 400 ml o zapachu kokosa. Myślę, że tu nie trzeba się rozpisywać i podejrzewam, że każda z nas miała kontakt z żelami YR. Nic specjalnego, szału nie ma, ale na tyle przyzwoite, by móc sięgnąć po jeden z naszych ulubionych wariantów zapachowych. Kokosa akurat bardzo lubi moja córka, więc to właściwie jej zakup 🙂 Przyjemnie pachnie (aczkolwiek to wersja tylko dla amatorów kokosowych aromatów, na pozostałych może działać migrenogennie), fajnie się pieni, tani, wydajny, łatwo dostępny, nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego… Cena 15 zł / 400 ml.
  • Yves Rocher mleczko do ciała z wanilią z upraw biologicznych. Zakup w ciemno, bez wąchania, co okazało się niezbyt miłe w skutkach 🙂 Owszem, nie da się zaprzeczyć, ze to wanilia, a ja wanilię lubię, ale ta tutaj jest dla mnie zbyt nachalna, zbyt atakująca zewsząd, zbyt osaczająca i żyć niedająca 😉 Samo mleczko jak mleczko, nawilża dość przyzwoicie, wchłania się szybko, nie zostawia klejącej ani tłustawej warstwy. Zdecydowanie wyklucza używanie jakichkolwiek perfum, gdyż zapach utrzymuje się kilkanaście godzin na skórze i jest wyczuwalny nawet przez otoczenie. Początkowo nawet przyjemnie mi się go używało, ale po kilku razach poddaję się… Co za dużo, to niezdrowo 🙂 Cena ok. 20 zł / 14 ml. Oczywście jak w przypadku wszystkich większych opakowań YR, tak i tutaj bardzo pomocne jest dokupienie pompek, gdyż balsam mimo lekkości jest dość gęsty i wydobywanie go z butelki bez pompki do najprostszych chyba nie należy 🙂
  • The Body Shop Almond Shower Gel – żel pod prysznic o zapachu migdałowym. Nie wiem, co ja mam ostatnio z tym migdałem.. Właściwie to nigdy migdałowych zapachów nie lubiłam, a ostatnio jakoś podejrzanie dużo migdałowych aromatów wokół mnie (nawet żel do skórek CND SolarOil pachnie migdałami, o kremie do rąk Phenome nie wspomnę). Ale do rzeczy – chwyciłam zupełnie bez przekonania, właściwie chyba tylko dlatego, że tej wersji zapachowej kosmetyków TBS jeszcze nie znałam, zawsze jakoś szerokim łukiem omijałam. Migdałowy pachnie po prostu migdałem. Takim jak powiniem.. Przyjemny, zużyję bez wysiłku, może kiedyś się nawet jeszcze skuszę 😉 Jakościowo – jak wszystkie żele TBS, nic do zarzucenia. Cena, aktualnie w promocji – 12 zł!

(tak wygląda olejek do skórek, o którym wspominałam)

  • Yves Rocher mydło jeżynowe – kolejny zakup mojego dziecka. Ona po prostu z jakiegoś dziwnego powodu lubi te mydła i woli je od żeli pod prysznic. Cóż, tanie, duże, przyjemnie pachnące – niech sobie używa 😉 Cena ok. 7 zł.
  • Kostki zapachowe do kąpieli YR – również zakupy bardziej pod kątem córki 🙂 Cena 4 zł za sztukę. Tym razem tradycyjnie już kokos i miód jako nowy wariant. Miód jest okropny – nie dość, że woda wygląda po prostu jak brudna (żółtawo- brązowy kolor), to jeszcze zapach nie do zniesienia. Duszący, nieprzyjemny. Zdecydowanie wersji z miodem więcej nie kupimy.

Tu postanowiłam zrobić małą przerwę, by oddzielić recenzję, którą sobie specjalnie zostawiłam na koniec. Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi i znowu wyjdzie, że jestem inna niż większość 😀 A dlaczego? Otóż dlatego, że zakupiłam pomadkę, która jest chyba jedną z najczęściej opisywanych ostatnio pomadek na blogach i mam kompletnie inne odczucia niż większość. Mowa o :

All About Cupcake Essence

Zastanawiałam się, jak opisać tą pomadkę. Moja opinia o niej jest tak skrajnie różna od tego, co czytam na innych blogach, że chcąc wyrazić szczerą opinię mogłabym kogoś niechcący obrazić… Napiszę w takim razie tylko tyle, że widocznie spodziewałam się cudu za parę groszy i miałam nie wiadomo jakie oczekiwania co do jej jakości, gdyż innego wyjaśnienia na to, że cieszy się ona tak dużym powodzeniem nie znajduję 😉 Dla mnie nie tylko opakowanie jest niesamowicie tandetne (ale ok, rozumiem, cena), ale i sama pomadka jakością nie grzeszy. Sztuczny, cukierkowy zapach, nierówno rozkładająca się na ustach, kolor, który przy mojej skórze wygląda bardzo niefajnie (żeby nie określić tego dosadniej), zero trwałości. Nawet mój TŻ, który o pomadkach nie ma zielonego pojęcia, gdy zobaczył ją u mnie gdy próbowałam zrobić jej zdjęcie na moich ustach skomentował to stwierdzeniem "czy my aż tak źle z kasą stoimy?" 😀 No cóż, widocznie jestem po prostu za stara na takie pomadki, ale uwierzcie mi – na moich ustach wygląda naprawdę fatalnie…U mnie zdecydowanie widać, ile kosztowało to, co mam na ustach, gdy pomaluję się All About Cupcake 😉

Dowód? Proszę bardzo 🙂 Pamiętajcie, że aparat zżera kolory i ten róż na żywo u mnie jest jeszcze bardziej … wyrazisty 🙂 Ja myślę, że to kwestia głównie koloru wyjściowego moich ust i faktu, że pomadka nie jest kryjąca. I z tego utworzył się taki niezbyt fajnie wyglądający mix kolorystyczny.

 

Jedyny sposób na nią, to naniesiona lekko palcem i delikatnie wklepana (tak właśnie nałożona została na zdjęciu obok – zdjęcie z lampą, więc nieco przekłamany kolor). Wtedy wygląda w miarę… Nie "dobrze", ale w granicach tolerancji. Ale i tak znika po chwili, a ja bawić się nie zamierzam. Widocznie nie dla mnie ona -znam bardziej trafione kolorystycznie odcienie dla mnie i ten raczej do nich nie należy 🙂 A wiem, że AAC potrafi wyglądać na ustach zupełnie inaczej, bo widziałam 🙂 Co prawda nie na żywo, bo koleżanka, która zakupiła razem ze mną tą pomadkę również machnęła ją do kosza mając o niej takie samo zdanie, ale na zdjęciach na innych blogach potrafi wyglądać naprawdę kusząco…

U mnie niestety wygląda tak, jak na zdjęciu z bloga Fashionvictim – widać, jak nierówno jest rozłożona, jak podkreśla suche skórki, jak nieładnie pokrywa usta smugami, a nie jednolitą taflą koloru 😦 Spróbuję zrobić lepsze zdjęcie i pokazać w zbliżeniu, ale coś aparat odmawia mi współpracy przy makro ostatnio i mimo zrobienia dziesiątek zdjęć, ani jedno nie nadaje się do pokazania (wszystkie są zbyt mało ostre)

Reklamy

12 thoughts on “Yves Rocher i The Body Shop.. I dlaczego jestem inna :D

  1. o kurcze, w tej pomadce wg mnie wygladasz swietnie, przynajmniej w zamknietych ustach. Delikatny jasnorozowy kolor… Brak jakiejkolwiek bieli. Nie wiem dlaczego Twoj kochany az tak pojechal po tej pomadce… Jak rozroznic tania pomadke od drogich??? tego nawet ja kobieta nie wiem…

  2. Kasiu, czy możesz powiedzieć coś więcej o promocji w TBS? Do kiedy trwa, co jest nią objęte i jakie są ceny? Z góry dziękuję i pozdrawiam!:)

  3. Zarówno wanilię jak i kokos z YR kocham 😀 a szminki z Essence bardzo lubię i mam już 3 🙂 ale co osoba, to opinia 🙂 mnie taki róż pasuje , wiec moze nawet ja zakupie 😀 bo jak na razie mam jej siostre- Coralize me ,wersje bardziej w koral wpadajaca i jestem zadowolona 🙂

  4. Bede musiala ten migdla z TBS powachac… zaintrygowal mnie 🙂
    Wiele zachwytow nad tym kolorem pomadki Essence widzialam ale mnie sie on nie podoba :] … te dwie co mam sa bardzo delikatne, bo ja ogolnie nie lubie kryjacych pomadek 🙂

  5. ewelka – może dlatego, ze na żywo wyglądało to jeszcze gorzej niż na zdjęciach 🙂 Taki róż fajnie wygląda u większości, ale są kobiety, na ustach których wygląda tandetnie i mało ciekawie 😉 Ja niestety się właśnie do nich zaliczam 🙂
    A tania pomadka wcale nie musi być zła. Wręcz przeciwnie – nie jestem zwolenniczką płacenia często bardzo przesadzonych kwot za kosmetyki, które widzimy w drogeriach. Wychodzę z założenia, że to, co drogie, wcale nie musi być dobre i to, co tanie, wcale nie zawsze jest złe. Niestety, pomadkę kiepskiej jakości na moich ustach natychmiast widać – może dlatego, ze moje usta nigdy do idealnych nie należały 🙂 Taka pomadka nie chce się ani dobrze (równomiernie) rozkładać, nie trzyma się zbyt długo, ma kiepski zapach, smak, osadza się w kącikach ust, ma nienaturalny kolor i pewnie mogłabym jeszcze długo wymieniać 🙂
    Na szczęscie – to co jednym nie odpowiada, innym – jak najbardziej 😉 I całe szczęście, bo dzięki temu nie używamy wszyscy jednego rodzaju szamponu, nie pachniemy tym samym zapachem itd 🙂

  6. Asiu – szczerze mówiąc, to nie zwróciłam szczególnej uwagi na to, jaka jest promocja 😀 Wiem, że właśnie m.in żele migdałowe były nią objęte, ale co jeszcze, to nie pamiętam, bo w dość sporym zamieszaniu zakupy robiłam 🙂 Wiem  natomiast, że do dzisiaj była ogólna promocja polegająca na tym, że gdy przyniesiemy dowolne opakowanie po zużytym kosmetyku, otrzymujemy rabat 22%
     

  7. Pilar – jakbym ja miała takie usta jak Twoje, to bym nic innego nie robiła, tylko zmieniała odcienie i siedziała i się podziwiała w lustrze 😛 Ja pewnie Coralize Me też prędzej czy później zakupię (ot i konsekwencja, prawda?) chociażby po to, żeby się przekonać, czy na pewno dać sobie spokój z pomadkami Essence (na wypadek, gdyby kiedyś wyszedł jakiś odcień, na który znowu bym się napaliła :D)
     

  8. Maus – kobieto! pierwsza chyba jesteś, która się ze mną zgadza w kwestii AAC 😀
    A migdał jest … dość specyficzny 😀 Z gatunku tych, co to się uwielbia, albo nie jest w stanie znieść 🙂

  9. O, jak fajnie, że widzę u Ciebie tą serię z Yves Rocher 🙂 Bardzo ją lubię, głównie za super zapachy, ale tylko te owocowe, dla mnie są bardzo soczyste i apetyczne 🙂 Obecnie szaleję za jeżyną, ale pamiętam że kiedyś był zapach owocu liczi i był naprawdę cudny, szkoda, że go już nie ma 😦

  10. Kate – ja niestety do YR mam kompletnie nie po drodze i zawsze, jak się pokaże coś fajnego (w sensie limitowanek jakiś zapachowych), to gdy tam docieram, to zastaję albo marne resztki albo w ogóle nic 🙂 Szkoda, ze na liczi się nie załapałam … I chyba znowu muszę konto założyć, bo od wielu, wielu miesięcy po którejś mojej przeprowadzce, przestałam dostawać pocztą oferty i inne rzeczy od YR. I nawet się zastanawiałam, czy oni już nie przysyłają, czy dalej mimo zgłoszenia nowego adresu cała poczta od nich idzie na mój poprzedni…
    Nie to, żebym była wyjątkową fanką YR, ale od czasu do czasu pojawia się coś, na co mam ochotę ..:)

  11. Cathy, moje usta są naprawdę średnie, do Twoich mi daleko 🙂 a jeśli chcesz wypróbować jakąś szminkę Essence to Ci gorąco polecam 41-femme fatale,  (a propos, pamiętam jak pytałaś o ten błyszczyk, wycofali go 😦 ) , powinna Ci podpasować 🙂 dla mnie jest boska 😀 bo Coralize Ci się nie spodoba, jeśli ta jest kiepska, jest po prostu bardziej czerwona niż all about cupcake, ale klimaty te same 😉

  12. Pilar – dobra, ja tam swoje wiem 😛 Femme fatale powiadasz? Hm.. zerknę, zerknę, choć po zdjęciach jakie właśnie zobaczyłam nieco się jej obawiam, ale wiadomo – zdjęcia to jedno, a … 😉
    A co do Coralize, to masz rację.. Oglądałam ją ponownie 2 dni temu i jednak się nie zdecydowałam 🙂
    Szkoda, że błyszczyk wycofany 😦 Ale dziękuję za sprawdzenie :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s