Po różach – bronzery Lily Lolo

Razem z różami Lily Lolo, które opisywałam w jednym z poprzednich postów, otrzymałam od firmy Costasy zestaw próbek bronzerów. Od kilku dni do każdego zamówienia w Costasy oprócz próbek podkładów można sobie wybrać próbkę różu czy też bronzera właśnie jako bezpłatny gratis. A nawet bezpłatne 4 takie gratisy 😉

W chwili obecnej dostępne są 3 odcienie bronzera oraz jeden puder rozświetlający. Jeden z nich jest matowy, a pozostałe posiadają błyszczące drobinki.

  • Bondi Bronze – ten mineralny bronzer w średnim odcieniu daje efekt połyskującej opalenizny dzięki zawartości złotych drobinek, które pięknie błyszczą w słońcu. Jest on odpowiedni dla większości rodzajów karnacji.
  • South Beach – brzoskwiniowy, subtelnie matowy bronzer o średnim kolorycie. Idealny dla tych, którzy chcą uzyskać bardziej naturalny, opalony wygląd.
  • Waikiki – ten jasny bronzer nadaje błyszcząco-złoty wygląd i idealnie pasuje do cery w jasnym odcieniu
  • Star Dust – dzięki temu wspaniałemu pudrowi Twoja cera jest świeża i rozświetlona, a dzięki właściwościom odbijającym światło, Twój makijaż wygląda nieskazitelnie

Ich opisy nie są moją własnością i zostały zaczerpnięte ze strony Costasy 😉

Cena bronzera/rozświetlacza to 69,90 zł za 6 (rozświetlacz) albo 8 (bronzery) gram proszku w 40 ml opakowaniu.

wszystkie odcienie nałożone na skórę grubszą warstwą, bez rozcierania; światło dzienne, bez użycia lampy

Przyznam szczerze, że byłam nieco zaskoczona, gdy zobaczyłam te odcienie na żywo. Nie przypuszczałam, że są tak intensywne i spodziewałam się nieco bardziej stonowanych barw.

Najbardziej przeraził mnie kolor Bondi Bronze (nie wiem dlaczego cały czas miałam w głowie zakodowane, że to "Blondie" Bronze i nawet zastanawiałam się, dlaczego najciemniejszy odcień nazwali tak właśnie 😉 Dopiero podczas robienia zdjęć okazało się, że to nie "blondie", a "bondie". Cóż, brawa za spostrzegawczość i poprawne czytanie…

South Beach wygląda mniej więcej tak, jak go sobie wyobrażałam, natomiast Waikiki kompletnie od tych wyobrażeń odbiega. Nie dość, że w pudełku wygląda kompletnie inaczej niż na skórze, to nie spodziewałam się, że jest taki… złoty 😉 Zdecydowanie bardziej widzę go u siebie jako rozświetlacz niż bronzer. Nałożony ciut wyżej niż Bondie Bronzer daje piękny efekt złotego blasku i jeżeli będę go używać, to raczej w tej roli, gdyż z bronzerem moim zdaniem ma niewiele wspólnego.

Podejrzewam, że Waikiki musi pięknie wyglądać na opalonym dekolcie, ramionach latem, gdy chcemy rozświetleniem podkreślić opaleniznę na wyjątkowe okazje.

South Beach mimo iż niepozorny, to jakoś najbardziej jednak przypadł mi do gustu. Być może przez to, że jest matowy i wygląda najbardziej naturalnie. Całkiem nieźle spisuje się przy konturowaniu i podkreślaniu wybranych partii twarzy. Efekt jest naturalny, choć osobiście wolałabym, żeby był jeszcze ciut chłodniejszy. I tak jednak jest znacznie lepszy od wszystkich odcieni bronzerów, jakie zakupiłam w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Na pewno jest mniej pomarańczowy w każdym bądź razie 😉

Na zdjęciu wszystkie odcienie delikatnie roztarte na skórze (światło dzienne, słoneczny dzień, zdjęcie w zacienionym miejscu bez użycia lampy)

Star Dust to z kolei typowy rozświetlacz. Jasny odcień chłodnej pastelowej żółci. Drobinkowy, błyszczący i .. tyle. Na razie nic więcej nie umiem o nim powiedzieć, bo ostatnio jestem zwolenniczką raczej bardziej subtelnego rozświetlenia; tu drobinki są dla mnie zbyt duże, a z racji tego, że moje pory potrafią wyglądać różnie, to i błyskotek zwracających na nie uwagę raczej przez ostatnie kilka dni unikam (zwłaszcza, że po chwilowej całkiem niezłej kondycji mojej skóry, znowu dopadł mnie wysyp po testach nowego produktu i twarz mam usianą zmianami skórnymi zdecydowanie nie zachęcającymi do ich eksponowania i podkreślania blaskiem 😉 )

Reklamy

10 thoughts on “Po różach – bronzery Lily Lolo

  1. Nie tylko Ty przeczytałaś Blondi Bronze. Opisy na zdjęciach przeczytałam i nie mogłam zrozumieć czym kierowali się adresując tak ciemny kolor do blondynek 😛
    A te kolory – nie moja bajka. Szkoda, że nie ma żadnych zimnych matowych odcieni. Poczekam aż zwiększą ofertę lub aż odkryję mój ideał (lub cokolwiek co na mnie jako-tako wygląda)

  2. Kasiu,a jaki rozświetlacz jest Twoim ulubionym?
    Szukam całkowicie bezdrobinkowego,dającego efekt tafli wody,ale nie znalazłam jeszcze.
     
     

  3. malinowe pole – ja miałam dokładnie takie same myśli. I obawiam się, że mogłabym nawet zdjęcia tak popodpisywać, gdyby nie to, że przy przesypywaniu swoich próbek do słoiczków, ponaklejałam również na nie naklejki (a nie np. popodpisywałam je samodzielnie długopisem :D). I dopiero robiąc zdjęcia myślę sobie: "kurczę, ale tu przecież błąd jest" 😀 Ale potem zerknęłam na stronę sklepu i okazało się, że to nie błąd i że rzeczywiście tam powinno być Bondie, a nie Blondie, a ja po prostu nie umiem czytać 😀 😀
    Ja również ubolewam nad ubogą gamą kolorystyczną, bo wiem, że wiele osób nie znajdzie wśród tych bronzerów nic dla siebie. Może kiedyś LL zdecyduje się rozszerzyć ofertę o inne kolory, bo rzeczywiście, brakuje tu zdecydowanie chłodnego odcienia o stonowanym kolorycie (swoją drogą, nie mogę zrozumieć, jak to jest, że w większości firm, nie mówię już nawet o mineralnych, dominują bronzery o ciepłym, pomarańczowym odcieniu… a prawie wszyscy szukają stonowanego odcienia pozbawionego tej nieszczęsnej pomarańczy 😀 )
     

  4. patrycja71 – obecnie mam jeden tylko rozświetlacz, który mi w 100% odpowiada, bo właśnie nadaje taki efekt, jakiego od lat szukałam 🙂 Niemalże okładkowy słynny glow bezdrobinkowy. Niestety, nie mogę jeszcze o nim mówić, bo jest w fazie testów i nie został jeszcze wprowadzony na polski rynek 😦 Na pewno jednak, gdy się pojawi, opiszę go dość dokładnie i wtedy będę mogła zdradzić co to 😉
    Kiedyś bardzo lubiłam APMU z EDM, ale to dość widoczny rozświetlacz. Odpowiednio nałożony daje jednak piękny efekt tafli,  bez widocznych drobinek brokatu. Uwielbiałam go stosować na wieczór, lekko muskając kości policzkowe pędzlem, bo w sztucznym świetle potrafi wyglądać naprawdę pięknie. Ale ja jestem zwolenniczką raczej chłodnego rozświetlenia niż złotawego i dlatego Aussie tak mi przypadł do gustu 🙂

  5. nie wydaje Ci sie ze kosmetyki LL dziwnie pachna?? ja nie wiem ale mialam Lumiere i mi tak samo pachnial jak LL i nie wiem czemu ale nie pasuja mi te mineraly nic a nic..odznaczaja moje zmarszczki mimiczne…pozostajami tylko EDM'ki 😉

  6. Candy – a wiesz, że aż wsadziłam nochala w kilka pudeł z prochami przez Ciebie? Nie, ja akurat z Lily nie mam tego problemu, ale odkryłam, że EDM-owe za to nie pachną zbyt ładnie. I Adorned też nie 🙂 A wcześniej tego nie zauważyłam… Widocznie tak jestem już prochowo skrzywiona, że mi to nie przeszkadza 😀
     

  7. dezemka – niestety, rozczarować Cię muszę 😉 To żadna nowość. Minerały RHEA były chyba pierwszymi dostępnymi w Polsce (podejrzewam, że przynajmniej z 5 lat są już w sprzedaży, ale muszę jeszcze w wolnej chwili zweryfikować tą informację, bo opieram się tylko na tym, co kiedyś gdzieś tam zapamiętałam). A przynajmniej jednymi z pierwszych, bo od kilku lat się na nie natykam, ale ilość niezbyt pochlebnych recenzji, a także doświadczenia z dwoma cieniami RHEA skutecznie zniechęciły mnie do bliższej przygody z nimi… Zwłaszcza, że wybór odcieni podkładów zaskakująco mały jak na mineralną markę.
    Nawet w swoim FAQ kilka miesięcy temu pisałam o tym, że w Polsce mamy stosunkowo niewielki wybór produktów mineralnych i tu wspomniałam właśnie minerały RHEA (wtedy jeszcze Pixie dopiero raczkowało, a o dystrybutorach EDM, Lumiere czy Lily nikt nie słyszał 🙂 )
    Być może się mylę, być może moja opinia jest krzywdząca, ale ilekroć na naszym mineralnym forum ktoś wspominał o RHEA, to raczej nie były to słowa uznania. Oczywiście, wiem, że każda skóra jest inna, ale jednak doskonale wiesz, jak często sugerujemy się tym, co piszą/mówią inni. I jak jakoś, po tym, co słyszałam/czytałam, sięgnąć ochoty po RHEA nie miałam. Choć nie twierdzę, że być może przez to ominęły mnie najlepsze minerały dla mnie 😀
     
    Zwłaszcza, że wiem, że RHEA się rozwija i wprowadza do swojej oferty coraz to nowsze kosmetyki, również te pielęgnacyjne. Być może kiedyś się skuszę na testy, obecnie jednak kolejka kosmetyków do opisania, zrecenzowania, a nawet do przetestowania jest tak długa, że RHEA pewnie nieprędko trafi w moje ręce 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s