Nietypowo, bo o … ziołach ;)

Dzisiaj dość nietypowy post, ale jako iż koniec marca zbliża się nieubłaganymi krokami, a nadal nie mogę się doszukać jednoznacznej i wiarygodnej  informacji na temat zakazu sprzedaży ziół, jaki ma zacząć obowiązywać z pierwszym dniem kwietnia, to postanowiłam sprawdzić i dowiedzieć się więcej.

Kilka tygodni temu na blogu Mydlanej Królewny znalazłam informację,  która w pierwszej chwili wydała mi się całkiem absurdalna i niemożliwa, ale im bardziej się zagłębiałam w ten temat,  im więcej przeczytałam artykułów i wpisów temu poświęconych, tym bardziej upewniałam się, że granice absurdu  musiały zostać maksymalnie przesunięte, skoro takie sytuacje w ogóle mogą mieć miejsce.
Camomilephoto © 2010 Mike G | more info (via: Wylio)
TU znalazłam informację o tym, że 1 kwietnia (i to nie jest żart prima aprilisowy, choć na taki może wyglądać) w całej Unii Europejskiej zaczyna obowiązywać bezwzględny ZAKAZ SPRZEDAŻY ZIÓŁ. Do tej pory w każdym sklepie zielarskim, czy nawet zwykłym markecie można było bez problemu zakupić zioła, które wszyscy znamy i z powodzeniem stosujemy (rumianek, melisa, mięta). Okazuje się jednak, że koncernom farmaceutycznym udało się przeforsować swój pomysł (czyli – zwiększenie zysków poprzez wyeliminowanie ziołolecznictwa) i dyrektywa w sprawie tradycyjnych ziołowych produktów leczniczych (THMPD) jednak zacznie obowiązywać (mimo tego,że została ona zgłoszona do rewizji sądowej; jakie jednak są jej dalsze losy- tego nie udało mi się dowiedzieć)

Co to będzie oznaczać w praktyce? Tak naprawdę nie wiadomo, bo informacje, jaki znalazłam w sieci często są zupełnie sprzeczne, natomiast jasnym jest, że aby takie zioło jako lek można było wprowadzić do obrotu, musi ono spełnić takie same wymagania jakie stawiane są farmaceutykom, lekom i preparatom leczniczym dostępnym w sprzedaży. I nie ma tu znaczenia ani charakter ziół, ani fakt, że z powodzeniem stosowane są one od wielu, wielu lat w prawie każdym domowym gospodarstwie. Bo któż z nas nie ma w domu herbaty miętowej, rumianku czy melisy? Wprowadzenie zaostrzeń jednak będzie związane z ogromnymi kosztami i procedurami, jakie będą musiały być spełnione, by dany preparat ziołowy czy też same zioła, mogły być dostępne w sprzedaży.

Co prawda znalazłam informacje o regule 30 lat, która dopuszcza do sprzedaży zioła, jeżeli od 30 lat stosowane są z udokumentowanym bezpieczeństwem i braku negatywnych skutków dla zdrowia (z czego 15 lat musi być na terenie UE), jednakże zamyka to przecież drogę wszelkim innowacyjnym mieszankom, które pojawiły się stosunkowo niedawno, bądź też miały szansę się pojawić. I w tym przypadku również wymagane będą testy stabilności farmaceutycznej (!).

Zakaz dotyczy, z tego, co się zorientowałam, jedynie SPRZEDAŻY, więc za posiadanie w domowym ogródku mięty, nagietka czy szałwii konsekwencji nikt wyciągać nie będzie i nic nam nie grozi.

Czy jakieś konsekwencje tego będzie można zauważyć również w kosmetyce? Co z nagietkiem, arniką, krwawnikiem i ogromną ilością innych, mniej lub bardziej popularnych ziół stosowanych w pielęgnacji w różnych mniej lub bardziej złożonych preparatach? Żeby zdobyć nagietek niezbędny do własnoręcznego zastosowania w naparach, maseczkach czy hydrolatach trzeba będzie samemu go sobie w ogródku wyhodować, skoro kupić nie będzie można? Co prawda, i tu niech ktoś mnie poprawi, jeżeli się mylę, wydaje mi się, że zaostrzenia mają dotyczyć głównie mieszanek ziołowych, produktów na bazie ziół, a nie pojedynczych ziół, ale i samo to wydaje mi się zupełnie absurdalnym pomysłem.

Niech mnie ktoś oświeci, bo czytam i czytam i jedna strona znaleziona w sieci zaprzecza drugiej. Informacje, są tak sprzeczne, że już sama nie wiem, co jest prawdą, a co nie.

Jeżeli macie jakieś rzetelne informacje dotyczące tego zagadnienia, bardzo proszę, podzielcie się nimi, gdyż to, co do tej pory czytam, brzmi zbyt przerażająco, by mogło być prawdziwe. Może komuś udało się ten temat zgłębić nieco dokładniej i okaże się, że to jednak tylko odległa, straszna wizja tego, co może się stać, jeżeli koncerny farmaceutyczne nie pozostawią nam żadnego wyboru odnośnie sposobu, w jaki chcemy leczyć nasze dolegliwości… I że 1 kwietnia spotkają nas jednak inne bardziej zabawne żarty niż ten o którym mowa powyżej.

PS. informacje tu zawarte nie stanowią wiarygodnego źródła informacji i proszę nie traktować ich jako coś sprawdzonego. W odróżnieniu do innych postów na moim blogu, gdzie staram się na ogół rzetelnie sprawdzać wiarygodność cytowanych przeze mnie źródeł, stwierdzenia tu zawarte są efektem lektury sprzecznych informacji, z jakimi się spotkałam 😉

zdjęcie użyte w tym poście pochodzi z zasobów grafiki wylio.com (zdjęcie na licencji CC, z możliwością wykorzystania go z zachowaniem wymogów podania źródła)

Reklamy

14 thoughts on “Nietypowo, bo o … ziołach ;)

  1. "Jeżeli macie jakieś rzetelne informacje dotyczące tego zagadnienia, bardzo proszę, podzielcie się nimi, gdyż to, co do tej pory czytam, brzmi zbyt przerażąjąco, by mogło być prawdziwe."
     
    Przeczucie Cię nie myli, to jest nieprawdziwe 🙂 
    Wyjaśnienie można przeczytać np. tutaj http://biokompost.wordpress.com/2010/11/25/czy-unia-europejska-zabroni-herbaty-z-rumianku/
    Kosmetykom nic nie grozi. Po prostu nie będzie można sprzedawać maści nagietkowej jako leku na reumatyzm albo olejku jojoba jako leku na trąd albo innowacyjnej mieszanki ziołowej na niepłodność. I tyle.

  2. camelot, to też własnie czytałam (m.in ten artykuł miałam na myśli mówiąc o sprzecznych informacjach).
    czyli nie tyle jest to nieprawdziwe, co po prostu nie jest tak restrykcyjne, jak próbuje się to przedstawić? Dobrze rozumiem? Czy w takim razie informacja na np. kremie zawierającym wyciągi ziołowe „pomaga w leczeniu trądziku” będzie zgodna z prawem czy też nie?

  3. Tak, chyba tak. Przy czym restrykcyjne tylko dla producentów różnych mieszanek ziołowych udających leki, tak by wynikało z lektury komentarzy u biokompost. Dla konsumentów to raczej korzystne, mniejsza szansa, że ktoś ich będzie robił w konia.
    Jeszcze tutaj jest wpis o zakazie http://tbochwic.salon24.pl/247694,koniec-z-ziolkami Polecam nie tyle sam wpis, ale odpowiedzi ztrewq pod nim.
    A przy okazji dziękuję za pudrowe wpisy tu i na wizażu, przydały się, kiedy wybierałam markę dla siebie. I podziwiam zapał w testowaniu takich ilości proszków. Moje schodzą mi tak powoli, że mam ciągle niezużyte sample z EarthenGlow Minerals.

  4. camelot 😀 Czytałam to też, choć przyznaję, że nie dobrnęłam do końca komentarzy 😉 Gdzieś w połowie się poddałam, gdyż nie wnosiły żadnych konkretnych informacji. Nadal mam sporo pytań jednak, bo wiele nieścisłości jednak w tym wszystkim jest. Nawet dyrektywa w języku polskim przeczytana dokładnie nie odpowiada na wszystkie pytania, jakie mi się nasuwają (i jakoś dziwi mnie, że Herbapol, jakby nie było, jako dość poważna firma, jest w stanie wprowadzać w błąd i świadomie udzielać nieprawdziwych informacji. I nie wydaje mi się, by mogli sobie pozwolić na niekopetencję i nie potrafili zadbać o odpowiednie badania czy papiery, co zarzuca im właśnie wpis ztrewq 🙂 Ale to takie moje luźne przemyślenia i nie wykluczam, że ztrewq ma rację 🙂 Z dużą dozą nieufności podchodzę zawsze do takich wypowiedzi – zarówno z jednej strony jak i z drugiej, stąd mój wpis o braku jasności sytuacji 😉
    cieszę się, że moje wpisy mogły choć odrobinkę pomóc 🙂 Ja sample z EGM również posiadam, choć nie wiem po co, bo przecież ani kupić już pełnowymiarowych opakowań nie można, ani nie są tak dobre, żebym miała za nimi tęsknić:)

  5. Właśnie też to czytałam i sama się nadziwić nie mogę, nie wiem komu wierzyć. Pewnie jak zwykle wszystko okaże się za kilka dni. Myślałam też żeby podpytać w sklepikach czy przyszły do nich jakieś pisma że muszą zamknąć biznes
    Nadrobiłam wszystkie posty wcześniejsze, wciaż się nie mogę nadziwić postępowaniem sklepu, jedno wiem, nazwa mi na pewno pozostanie w pamięci.
    Kasiu jakbyś jakimś cudem robiła zamówienie z LureBeauty to z chęcią bym się przyłączyła, zaraz będzie 2msc jak na wizażu nikt nie organizuje i nikt się nie kwapi raczej  a mi się wciąż marzy to błotko do demakijażu 😉

  6. kolega po dokładnym przestudiowaniu dyrektywy oznajmił, iż Unii chodzi głównie o ziółka złożone (czyli suplementy), oraz zioła egzotyczne jak na przykład osławiona stewia. lawendę, miętę, pokrzywę itp. będzie można kupować bez przeszkód, gdyż są one znane i z powodzeniem stosowane w Europie od setek lat, przez co nie da się "otruć" nimi.
    pozdrawiam.

  7. dezemka – to ja mam podobnie 🙂 Może po prostu za dużo czytałyśmy sprzecznych informacji i dlatego teraz mamy taki mętlik w głowie. Mnie głównie interesowało to pod kątem odżywek do włosów, które składają się z mnóstwa ziołowych wyciągów, a zioła w nich zawarte nie są na terenie UE stosowane na pewno kilkaście lat… Tylko potem pogubiłam się i już nie wiedziałam, czy chodzi tylko o leki ziołowe i tam zastosowane mieszanki nie będą mogły istnieć bez spełnienia warunków, czy w ogóle o produkty, które zawierają zioła (np. jak te mieszanki ziołowe do włosów, składające się z kilku różnych ziół w formie sproszkowanej).
    To mnie najbardziej interesuje i takiej odpowiedzi nigdzie jasno nie mogę się doczytać,  bo to, co czytam, przeczy temu, co czytałam minutę wcześniej 😀
    Ze zbiorowych się wycofałam bo a/za dużo paczek mi ginęło b/ czasu zabierało to ogromnie dużo. Co prawda w kwestii ginięcia paczek może się coś zmieniło (obym nie zapeszyła tylko 😉 ), natomiast na brak wolnego czasu narzekam chyba jeszcze nawet bardziej 😉 Ale wiesz co? Jeżeli będę robiła zamówienie dla siebie i koleżanki z Lure (bo coś wspominała ostatnio, że Multifruit jej się kończy i jakby coś, to… :D) to dam Ci znać  🙂

  8. aki no właśnie ja z tymi ziołami egzotycznymi mam spory problem, bo często używam mieszanek ziołowych do włosów (takie w formie sproszkowanej, które zalewa się gorącą wodą itd) i zastanawiałam się, jak to z nimi będzie. Ale potem przeczytałam, że chodzi głównie o leki, a ściślej o preparaty, którym przypisuje się działanie lecznicze… No i trochę mnie to uspokoiło. Do czasu, gdy nie okazało się, że takie mieszanki ziołowe są też traktowane jako leki np. na trądzik itd.. I mam już taki mętlik w głowie, że nic nie wiem 😀
    Podejrzewam, że ze stewią nie będzie problemu, bo to po prostu produkt spożywczy, natomiast amlę, brahmi i inne ciężko będzie chyba tu podpiąć (brahmi genialnie spisuje się w mieszankach do włosów, ale ma też działanie wpływające leczniczo na np. w terapii wylewów do mózgu czy problemach układu nerwowego).
     

  9. Nie martw się Cathy. Ta dyrektywa tyczy się tylko ziół stosowanych w celach leczniczych i ma przede wszystkich na celu zwiększenie bezpieczeństwa stosowania mieszanek ziołowych. Chodzi o to, aby nie było już przypadków, że ktoś sprzedaje Ci jakieś azjatyckie "odpowiedniki" europejskich roślin mówiąc, że Ci pomogą. Dyrektywa ma chronić przed fałszowaniem leków roślinnych i stwarzać koniecznośc badania podejrzanych preparatów. Gwarantuję Ci, jako farmaceutka, że wszelkie kosmetyki z wyciągami nie znikną – to nie leki 🙂

  10. Będę bardzo wdzięczna, z chęcią się wtedy do Was dołącze 🙂
    Uff z tymi ziołami wygląda już lepiej, sama mam ochotę zacząć sobie robić mieszanki do kąpieli 🙂

  11. Catalina – przyznam, że uspokoiłaś mnie i to dość mocno 🙂 Dziękuję Ci za wypowiedź – właśnie na takiej mi zależało. Jestem znacznie spokojniejsza wiedząc, że będę mogła kupować swoje ulubione mieszanki ziołowe tak, jak to było do tej pory 🙂

  12. dezemka – nie to, że zniechęcam, ale ja jednak błotko wywaliłam po zużyciu połowy pudełka. Na dłuższą metę jednak skład nie do końca mojej skórze pasował i początkowo fajnie działanie kwasu glikolowego zostało zniwelowane gliceryną, olejem szafranowym i avocado oraz skwalanem, które pozapychały mi pory i dopóki nie odstawiłam tego preparatu, to męczyłam się ze skórą. Ale oczywiście pamiętam o tym, że Ty masz nieco inny typ cery i być może w Twoim przypadku tak się nie stanie 😉
    Gdybyś jednak dalej miała ochotę, to jeżeli będę robiła zamówienie dla siebie i koleżanki (choć próbuję ją namówić na zakupy z iHerba, które jakoś bardziej mnie kuszą niż Lure), to z pewnością dam znać 🙂
     

  13. Kasia to mnie zafrapowałaś, pisałaś dobrą recenzję o Glycolic Mud Cleanser, to jednak coś się zmieniło?
    Przyznam szczerze że dlatego mnie to zaciekawiło 😀
    Ja na iherb na razie nie wchodzę bo się boję że popłynę 😀
    Aaa i będzie kiedyś ten post o olejowaniu? 🙂

  14. Bo to fajny produkt, tylko nie dla tak głupiej skóry jak moja, której wszystko szkodzi. Nie odejmuję mu oceny, bo wszystko, co o nim napisałam się zgadzało nawet pod koniec mojej przygody z nim. Żaden ze składników – gliceryna, skwalan, olej szafranowy, avokado nie ma złego działania na normalną skórę; mało tego, mają dobroczynne właściwości dla 99% ludzi na całym świecie. A że akurat ja muszę się mieścić w tym 1%, to …cóż, takie moje szczęście 🙂
    Podejrzewam, że nikomu więcej krzywdy nie zrobi, no bo komu poczciwa gliceryna szkodzi? 😀
     
    Post o olejowaniu pewnie dopiero za jakiś czas, bo dołożyłam do swojej pielęgnacji dwa kolejne oleje, a do tego niebawem będę testować zupełnie coś nowego w temacie włosowym, więc chciałabym to wszystko zawrzeć w jednym poscie 😉
    Na iHerbie rzeczywiście można popłynąć i to nieźle 🙂 Ja poczyniłam kolejne zamówienie – tym razem uzupełniłam zapasy domowe, czyli pasty do zębów, płyny do płukania ust, mydła, trochę środków czystości… I zdecydowanie  musiałam wziąć przesyłkę ubezpieczoną jednak 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s