Lily Lolo – róże

Dostałam dziś paczuszkę od firmy Costasy z zestawem próbek wszystkich odcieni róży (różów? Notorycznie mam problem z odmianą tego słowa 😉 Muszę chyba w końcu sprawdzić w słowniku i zapisać wołami na ścianie sobie 🙂 ). Próbki oczywiście dostałam w woreczkach, ale tradycyjnie poprzesypywałam do pojemniczków, żeby można było się lepiej przyjrzeć proszkom.

Róże Lily Lolo występują obecnie w 10 odcieniach. Cena 3 gramowego różu w słoiczku 20 ml to 39,90 zł. Od jutra również będzie można otrzymać darmowe próbki, na identycznych zasadach jak w przypadku próbek podkładów (czyli do zamówienia możemy sobie wybrać 4 próbki, jakie chcemy przetestować, które Costasy dołoży GRATIS)

Skład : Mika, Dwutlenek Tytanu, Tlenki Żelaza (czyli prosty, bez udziwnień)

Spośród całej dziesiątki, ja znalazłam swojego faworyta tam, gdzie znaleźć się go kompletnie nie spodziewałam. I jeden odcień, który miałam nadzieję, że będzie nieco inny, ale w swojej obecnej postaci właściwie nie wygląda źle. Na twarzy go jednak nie testowałam, więc jeszcze nie jestem pewna swojego zdania o nim. Ale o tym wszystkim za chwilę. Najpierw przedstawię całą kolekcję, czyli zaczynając od góry:

  • Candy Girl – delikatnie błyszczący róż do policzków w bladym odcieniu jest idealnym dodatkiem do Twojego dziewczęcego makijażu
  • Ooh La La – zastosuj ten perfekcyjny, subtelnie matowy róż do policzków, gdy chcesz wywołać podziw swoim wyglądem.
  • Clementine – subtelnie matowy róż do policzków o kremowej konsystencji i brzoskwiniowo-różanym odcieniu, idealnie pasuje do nieco ciemniejszej cery
  • Cherry Blossom – blady róż do policzków w odcieniu brzoskwiniowo-różowym nada subtelny połysk jasnej cerze
  • Doll Face – ślicznie błyszczący róż do policzków w odcieniu cukierkowo-różowym, idealny do jasnego typu cery
  • Juicy Peach – smakowicie wyglądający róż do policzków w odcieniu soczystej brzoskwini.
  • Sweet Fig – smakowity matowy róż do policzków, który stanowi wspaniałą alternatywę dla mineralnych kosmetyków brązujących
  • Rosy Apple – perfekcyjny, połyskujący róż do policzków w odcieniu różowo-brązowym
  • Sugar 'n Spice – połyskujący, śniady odcień jest idealny dla tych, którzy wolą róże w odcieniu brązowym zamiast różanym
  • Rosebud – ten błyszczący róż do policzków w odcieniu różanym nada Ci naturalnie wyglądający rumieniec

Opisy wykorzystane powyżej zostały zaczerpnięte ze strony Costasy.

Swatche na ręku zrobione w słoneczny dzień, w zacienionym miejscu. Róże nałożone płaskim pędzlem do podkładu na skórze bez żadnej bazy.

W sklepie znaleźć możemy podział zarówno na róże matowe i błyszczące, jak i pod względem tonacji kolorystycznej, do której należą. Co prawda w kategorii matowej nie znajdziemy odcienia Sweet Fig, który moim skromnym zdaniem matowy również jest, ale być może to przeoczenie, albo – czego też nie wykluczam – moje indywidualne postrzeganie po prostu 🙂

W każdym bądź razie, robiąc swatche, kierowałam się tym, co widzę na stronie Costasy, bo co jak co, ale strona jest niesamowicie estetycznie zrobiona, a łatwość poruszania się po niej mogłaby być wzorem dla wielu miejsc zakupów. I dlatego też, na zdjęciach poniżej, w kategorii "róże matowe" znajdują się tylko 3 odcienie. Dopiero później zreflektowałam się, że właściwie ja bym dodała do nich jeszcze jeden odcień, wcześniej wspomniany Sweet Fig właśnie.

Podczas robienia swatchy zdążyłam sobie już wyrobić pierwszą opinię na temat tych róży. Na twarzy testowałam tylko jeden z odcieni i ten spisał się bez zarzutu.Jak zachowują się inne? O tym za jakiś czas. Przede wszystkim róże są dość porządnie napigmentowane i wystarczy dosłownie mininalna ilość, naprawdę minimalna, by uzyskać pożądany efekt.

O ile w przypadku większości odcieni aplikacja nie sprawia najmniejszych problemów, o tyle zastrzeżenia mam do jednego odcienia. Doll Face. Piękny, delikatny, pastelowy odcien jasnego mlecznego różu przełamany nutą brzoskwiniowych tonów. Niestety, odstaje od reszty, gdyż nie jest tak drobno zmielony, błyszczy się bardzo, drobinki są zdecydowanie zbyt duże i z pewnością nie zadowolą fanek subtelnego rozświetlenia. Tu jest zbyt dosłownie – zbyt widocznie, zbyt błyszcząco, zbyt nachalnie i zbyt drobinkowo. Choć pewna jestem, że i takie kosmetyki mogą być czasem potrzebne. Czasem przecież mamy ochotę zaszaleć (w końcu Champagne z EDM potrafiłam na dzień kiedyś też używać, a subtelny on z pewnością nie jest :D)

Mnie jednak zauroczył odcień z kategorii "róże matowe". Odcień, jaki raczej nie znajdował się na mojej liście potencjalnych nabytków w przyszłości. Mowa o Clementine. Przepiękny odcień ciepłego korala; róż, brzoskwinia w jednym, a to wszystko stonowane, delikatne, bardzo kobiece i naturalnie wyglądające. I elegancko matowe. Do stonowanego dziennego makijażu idealny. Do tego wspaniale pasuje do wiosny za oknem. Myślę, że osoby o jaśniejszej karnacji, używając go z odpowiednim umiarem, również mogą go pokochać, nie jest zarezerowany tylko dla ciemniejszych cer (ja po zimie, kwasach i rolce do ciemniejszych zdecydowanie się nie zaliczam)

  • Róże z kategorii "matowe" odcienie (poza Sweet Fig, który wg mnie jest matowy, ale nie znajduje się w tej kategorii) nałożone w SPOREJ ilości na skórę pokrytą 5 minut wcześniej kremem do rąk. Światlo dzienne, zdjęcie bez lampy, słoneczny dzień, zdjęcie zrobione w zacienionym miejscu:

Wg mnie Clementine to jeden z ciekawszych odcieni w kolekcji Lily Lolo, aczkolwiek moje zainteresowanie i chęci do testów na skórze wzbudził również Sweet Fig, który mimo iż na zdjęciach nie prezentuje się jakoś wyjątkowo atrakcyjnie, to jednak myślę,że ma spory potencjał i może się całkiem nieźle spisać. Na pewno będę chciała się też przyjrzeć odcieniowi Ooh La La 😉 Wydaje mi się, że ma całkiem duże szanse stać się moim II ulubionym odcieniem z Lily Lolo…

Rozczarowały mnie nieco Rosebud i Sugar n Spice. Nie dla tego, że są brzydkie. Nie. Po prostu oglądając swatche w sieci spodziewałam się czegoś innego. Czegoś mniej wyrazistego, nieco stłumionego odcienia śliwki, spranego brązu… Czegoś, co zgrabnie i z wyczuciem balansuje na granicy pięknego stonowanego odcienia a brudnawej smugi 😉 Są dość intensywne, więc w moim przypadku na dzień wyłącznie nałożone bardzo lekką ręką, dosłownie muśnięciem pędzla, natomiast podejrzewam, że mogą interesująco wyglądać w sztucznym, wieczorowym świetle. I z pewnością nie omieszkam użyć ich obu w takiej właśnie oprawie (a okazja ku temu już jutro wieczorem 😉 )

  • Róże z kategorii "róże różowe": Doll Face, Cherry Blossom, Candy Girl, Ooh La La, Rosebud. Nałożone w OGROMNEJ ILOŚCI na nawilżoną skórę dłoni, żeby wydobyć ich tony (oczywiście na twarzy nigdy w takiej ilości się nie znajdą :D)

  • Róże z kategorii "róże brązowe": Rosy Apple, Sweet Fig, Sugar n Spice (również nałożone bardzo hojnie na nakremowaną skórę rąk)

I na koniec kilka swatchy róży nałożonych już w normalny sposób, dość lekko, płaskim pędzlem na suchą skórę, bez żadnych kremów na niej 😉

Tyle na dzisiaj. Jutro, najpóźniej pojutrze 😉 – widoczne na pierwszym zdjęciu bronzery i rozświetlacz LiLy Lolo. Zapraszam 🙂

(tradycyjnie – wszystkie podkreślone w tekście słowa są linkami, w które można kliknąć; zdjęcia w pełnym rozmiarze – również po kliknięciu na nie)

Reklamy

16 thoughts on “Lily Lolo – róże

  1. olkie – uuuu… obawiam sie, ze tu może być mały problem, zważywszy na fakt, że próbek cieni nie ma 😦 Wiem, że często szukacie cieni, bo z tego, co słyszałam, mają interesujące odcienie, są niezłe jakościowo, ale w sieci dość mało ich zdjęć. Niestaty, podejrzewam, że szanse na zestawienie cieni Lily Lolo są raczej niewielkie…
    Ale róże będą, no ! 😛 I bronzery! I niedługo coś jeszcze w temacie Lily 😉

  2. Yasinisi – już siadam do obrabiania zdjęć. Niestety, sytuacja z Ezosferą zabrała mi zbyt dużo czasu i mam lekki poślizg 😉 Już biorę się do roboty 😉 Zdradzę Ci, że wśród trójki, którą wymieniłaś, jest i mój faworyt 🙂

  3. Swietny post:) Kawał dobre roboty, jak zwykle:)ogromnie podoba mi sie candy girl , ewentualnie Oh la la:)Dla mnie róż musi byc różowy i zimny:)Ciepłe odcienie nie dla mnie:)Szkoda tez,ze podkłady Lily Lolo nie polubiły sie z moja skóra.

  4. Wahałam się pomiędzy Oh la la i Clementine, ale teraz już wiem, który wkrótce zakupię (oh la la;)) Chciałam też baaaaardzo podziękować za swatche podkładków LL, dzięki Tobie,  z China Doll trafiłam w dziesiątkę! Świetna robota!!

  5. Hexxana – ja myślałam, że też polubię, ale dzisiaj po nałożeniu stwierdziłam, że muszę poczekać na lato, aż się trochę opalę, bo teraz na mnie wygląda dość… hmm… jakby to ująć? Niezbyt atrakcyjnie? 😀
     

  6. nef – to myślę, że Candy Girl będzie świetnym wyborem dla Ciebie. Dla mnie jest zbyt różowy i zbyt zimny właśnie i ja to mu zarzucam właśnie 😀 Ale jako iż i upodobania i odcienie na mojej skórze zmieniają się jak w kalejdoskopie, to niewykluczone, że za jakiś czas to właśnie on zdetronizuje Clementine i zajmie jego miejsce jako faworyt wśród róży Lily Lolo 🙂
    A co do podkładów – nic na siłę 😉 Jeżeli się nie polubiły, to nie zmusisz ich do tego. Ewentualnie możesz spróbować zrobić drugie podejście za jakiś czas. Jeżeli i tym razem nie będzie dobrze – cóż, jest przecież wiele innych marek, prawda? 🙂

  7. Martyna – cieszę się, że mogłam pomóc. Zwłaszcza, że swatche podkładów to dość trudna sprawa – na każdej skórze (a do tego i na każdym monitorz) będą wyglądały zupełnie inaczej. Tym bardziej cieszę się, że to, co dobrałaś sobie na podstawie moich zdjęć okazało się być strzałem w 10-tkę ! 🙂
    Ooh La La też jest świetny, choć na nieco innej skórze niż moja 😉 Życzę, by okazał się być udanym zakupem 🙂

  8. ja jednak rzadko używam ooh la la, szybko znika z twarzy :/ za to zamówiłam podkład w odcieniu china doll i sprawuje się znakomicie, chociaz mam nieco przesuszoną cerę 🙂

  9. anu – niestety, w przypadki niektórych mineralnych róży to ich cecha charakterystyczna 😦 Nie wiem jeszcze jak z różami Lily Lolo, bo od dwóch dni noszę Clementine wraz z pudrem utrwalającym i ja nie zauważyłam, żeby szybko znikał. Być może to kwestia odcienia, albo po prostu skóry. Przetestuję Ooh La La i zobaczymy, czy u mnie też tak się zachowa. Szkoda by było, bo to fajny odcień 😦 Ale rzeczywiście, co nam po różu, który ładnie na skórze wygląda przez godzinę czy dwie?
    A co do podkładu to tylko potwierdzasz regułę, że na każdej skórze proszki zachowują się inaczej 🙂 Widzę, że China Doll to dość popularny odcień chyba 🙂

  10. Cathy skoro o różach tu mowa to pozwolę sobie zapytać..
    Jakie róże podobne do Summer Stroll EDM (tonacja brzoskwiniowa) mogłabyś mi polecić? Chodzi o mat lub delikatny błysk.. 🙂
    Będę wdzięczna za rady i sugestie 🙂
    Dziś pierwszy raz użyłam brzoskwiniowego różu (dotąd uparcie kupowałam róże różowe) i jestem zachwycona 😀  
    Boję się, ze próbeczka szybko zniknie więc muszę się rozejrzeć za jakimś bigiem 😉

  11. Yasinisi – przyznam szczerze, że dla mnie Summer Stroll jest odcieniem, którego nie użyłam chyba ani razu, gdyż raczej unikam takich odcieni i również nie zamawiam 🙂 Mało tego, jeżeli przypadkiem trafił takowy w moje ręce, to natychmiast wędrował dalej. U mnie po prostu natychmiast zmieniają się w niezbyt efektownie wyglądającą cegiełkę.
    Jedynym odcieniem w tej tonacji, jaki lubiłam, był Snuggle, ale on nie jest matowy no i jednak ma róż w sobie 🙂
    Myślę jednak, że warto spróbować np. Lovelace czy Flare z Silk Naturals (one tylko tak strasznie wyglądają;) ). Ja bym też nie przekreślała Cherry Blossom z Lily, gdyż mimo iż ma on delikatny różowy ton, to jednak główna nuta jest właśnie brzoskwinią:)

  12. Pingback: Kosmetyki mineralne » Po różach – bronzery Lily Lolo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s