W poszukiwaniu bronzera idealnego…

Bronzera idealnego szukam od dłuższego czasu. Niech on już nawet nie będzie mineralny (bo i tak rzadko używam tego typu kosmetyków, więc może jeżeli będzie w miarę bezpieczny składowo i użyty raz na kilka tygodni, to krzywdy mi nie zrobi?), tylko niech to będzie taki bronzer, jaki mi się marzy. Przetestowałam już naprawdę wiele bardziej i mniej chwalonych. Właściwie całą czołówkę wizażowego KWC sprawdziłam na sobie i nic… Wszystko albo zbyt blade, albo zbyt ciemne, albo za pomarańczowe, albo wręcz sprany, bezbarwny i sprawiający wrażenie brudnej smugi; albo za dużo błyskotek, albo znowu płaski, tępy, kredowy mat…

Co jakiś czas kupuję kolejny bronzer z nadzieją, że to może właśnie ten jedyny… Ostatnio wybór padł na w miarę przyzwoicie oceniany na MakeupAlley bronzer Stila. Obejrzałam zdjęcia, poczytałam, wybrałam odcień 02,  kliknęłam i pewnego dnia przydreptał (po przejściach, bo baaaardzo długo szedł do mnie, ale w końcu jednak dotarł).

No i po raz kolejny mam wrażenie, że jestem totalną daltonistką. Brązowy? Bez pomarańczowych tonów? Przyznaję, mam coś ze wzrokiem w takim razie. Bo dla mnie nie jest to ani odcień brązu a i sporą dawkę pomarańczu w nim również widzę. Pomijam już fakt, że wg niektórych opinii bronzer ten nie posiada ani odrobiny błyskotek, nawet najdrobniejszych. Hm… ktoś widać dorzucił mi je po drodze…

Na zdjęciach wygląda całkiem nieźle. I pewnie ta jego fotogeniczność mnie zmyliła, bo patrząc nawet na swoje fotki, w życiu nie przypuszczałabym, że to taki brzydal 🙂

  W wolnej chwili postaram się pstryknąć jakieś zdjęcia z użyciem tego kosmetyku na twarzy, ale uprzedzam, że nie będzie to sympatyczny widok 🙂 Na mojej skórze wychodzi z niego wszystko, co najgorsze – pomarańczowość, delikatne satynowe wykończenie po kilku minutach zamienia się w smalcowaty błysk; zero subtelności i zero uroku, za to kompletne rozczarowanie. Na pewno nie jest to efekt skóry muśniętej pierwszymi promieniami słońca. Raczej skóry przysmażonej na solarium. Kilka razy nawet 😉 A potem poprawionej samoopalaczem..

Zdecydowanie jestem na "NIE". Na mojej skórze wygląda tanio, brzydko i w dodatku pomarańczowo. Ja podziękuję 😉

Gdyby jeszcze chociaż skład miał porządny, a tu widzimy : talc, zinc stearate, silica, nylon-12,  ethylhexyl palmitate, dimethicone, mineral oil/parafinum liquidum/huile minerale, tocopheryl acetate, magnesium carbonate, methylparaben, propylparaben, [+/- bismuth oxychloride (CI 77163), mica, iron oxides (CI 77491, CI 77492, CI 77499)]

Niezbyt przyjazny skład dla osób ze skórą podatną na zapychanie i podrażnienia (talk, silikony, olej mineralny, parabeny, bismuth oxychloride).

Jedyne, co dostrzegam na plus w tym kosmetyku, to dołączone lusterko oraz tekturowe, surowe pudełko kojarzące się z ekologią. Samo opakowanie wygląda dość tandetnie – kiepskiej jakości plastik pokryty farbą, która ma tendencję do odpryskiwania ( u mnie już pierwszego dnia pojawiły się ślady), więc podejrzewam, że gdybym nosiła go w torebce, po kilku dniach wyglądałby tak, że wstyd byłoby go z niej wyciągnąć.

Cena : bardzo różna w zależności od sklepu, od 14$ do … 28$. Na ebayu oczywiście można upolować taniej 🙂

____________________________________________________________________________________________________

Przy okazji chciałam się pochwalić paczuszką, jaką otrzymałam od Hexxany . Mnóstwo próbek perfum do testów oraz dwie próbki ze Sweetscents, czyli marki, która jest gdzieś na mojej liście do wypróbowania, ale nieład na stronie i jakiś taki brak ogranizacji sprawiają, że za każdym razem wychodzę stamtąd bez złożenia zamówenia. Z chęcią przetestowałabym więcej kosmetyków tej marki, ale póki co – gdzieś na dalszej pozycji mojej listy zakupowej się znajduje (choć swatche i recenzje na wizażu i na różnych blogach kuszą, oj kuszą 🙂 )

Mam okazję testować zarówno podkład Sweetscents (odcień Beige) jak i proszek do stosowania na noc (Green Tea Overnight Treatment). Niebawem pewnie pojawią się jakieś recenzje obu produktów.

Póki co jednak jestem na etapie testów perfum od Hexxany. Sprawiła mi ogromną radość tymi odlewkami, bo wiele zapachów na mojej liście się znajdowało i mogę je w końcu wypróbować bez kupowania całego flakonika w ciemno (wiem już, że Botrytisowy Ginestet i jego miodowe nuty jednak nie dla mnie, więc jestem bogatsza o kilkaset złotych, których nie wydałam :D).

Przede mną testy m.in: M. Micalle Royal Muska, Serge Lutens Clair de MuscKilian Straight to Heaven, Molinard Habanita, L'Artisan Tea for Two, Fragonard Reve Indien, Fragonard Belle de Nuit, Frederic Malle Musc Ravageur

Cieszę się ogromnie i nie mogę się doczekać kolejnych wolnych dni na testy 🙂

Reklamy

32 thoughts on “W poszukiwaniu bronzera idealnego…

  1. No fakt, strona sweetscents daje do myślenia i to mocno 😉 tam się zamawia bardziej na chybił trafił  😉 Jeśli coś szczególnie Cię interesuje to napisz, może akurat to mam to Ci podeslę 😉

  2. Skarbku :* milo Cie tutaj widziec:D to tak troche prywaty;)))
    Cathy,bardzo sie ciesze ze jestes zadowolona z przesylki i…a nie mowilam,ze lepiej poczekac i potestowac???:PNo:D
    Botrytis jest kaprysny;) mnie samej wystarczyla duza odlewka,ktora w pelni zaspokoila mola:D
    Udanego testowania,moze cos Cie zauroczy na tyle,ze poczujesz zew zadzy )))
     
    Mialam okazje testowac te brazer Stili i….niestety ale nie dla mnie,u mnie wybijala wsciekla pomarancza bo niestety moja skora ma brzoskwiniowy odcien i w wielu przypadkach najmniej oczekiwanie daje o tym znac…..
     
     
     

  3. Skarbku ja ciągle na etapie poszukiwania piżma idealnego jestem 😉 Obawiam się jednak, że Royal Muska nim nie będzie 😦 Wyczuwam w nim jedną paskudną nutę na mojej skórze, ale ponowię testy, gdyż mam nadzieję, że to był wyjątkowo niefortunny zlepek okoliczności i towarzystwa w jakim RM się pojawił i stąd ta drażniąca nuta… Oby 🙂
    Botrytisa kompletnie inaczej sobie wyobrażałam za to i nie ten rodzaj miodu. Ale póki co, to bardzo pobieżne testy i jeszcze wciąż nie wyrobiłam sobie ostatecznego zdania 😉
    Dzięki :*

  4. Kosmetyczna Ja – pewnie dlatego nie mam wciąż zrobionego ani jednego zamówienia ze Sweetscents 🙂 Brak mi cierpliwości, by spróbować tam wybrać coś dla siebie 😉 Dziękuję za propozycję, ale póki co nic szczególnie mnie nie interesuje jakoś mocno 😀 Podkłady raczej nie dla mnie (choć może to kwestia niedopasowania odcienia, że tak źle się w nim czułam, że poszłam zmyć dość szybko :D), jeżeli będę testować, to głównie bronzery i róże…
    I popatrzę sobie u Ciebie na blogu, co tam ciekawego Sweetscents ma 😀

  5. Hexx – no mówiłas, mówiłaś 😉 I dzięki Tobie bogatszy mój portfel o całkiem niemałe kwoty :* Botrytis zdecydowanie nie wyląduje w moich zapasach. Nie tak go sobie wyobrażałam, oj nie tak. Być może gdybym wcześniej nie czytała opisów o jego łagodności, miękkości, aksamitności, to nie byłabym tak okropnie rozczarowana. A tymczasem ten miód to zupełnie z innej bajki niż mi się wydawało po recenzjach ;(
    Ja co do Stili mam dość mieszane uczucia. Co jakiś czas gdzieś na jakimś blogu mnie coś skusi, lecę do TK Maxxa w poszukiwaniu, oglądam, patrzę i… odkładam na miejsce 😉 Bronzerów nie widziałam na żywo, a że zdjęcia, jakie oglądałam pokazywały go w dość dobrym świetle, recenzje na MakeupAlley w większości pozytywne, to się skusiłam. I zdecydowanie nie polecam. Daje efekt mniej więcej taki, jak bronzer Rimmel, jakiego miałam wątpliwą przyjemność testować kilka lat temu – pomarańcza w najgorszym z możliwych wydań 😦 I wciąż nie mogę się nadziwić, skąd tak dobre noty tego odcienia?
     

  6. Reniu – nikomu nie odważę się polecić tego bronzera. Choć patrząc po recenzjach, ma on grono swoich wiernych fanek. Nie rozumiem szczerze mówiąc, ale z drugiej strony, być może na niektórych skórach wychodzi z niego coś zupełnie innego niż na mojej? W końcu skądś te zachwyty się wzięły..
    I dziękuję :* Po testach RC od Ciebie zakupiłam flakonik, pamiętasz? Boję się, co będzie tym razem 😀 Mam nadzieję, szczerą nadzieję, że nic mnie nie zauroczy wyjątkowo mocno, bo obiecałam sobie powściągliwość w temacie zakupowym 😉 Chociaż… jedną małą buteleczkę mogłabym nabyć… 😀

  7. Kasiu pamiętam 😀 przy takiej ilości próbek na pewno znajdziesz coś dla siebie 😉 ja mam zamiar zakupić parę próbek w perfumerii Missala tylko nie mogę się zdecydować które zapachy bym chciała przetestować 😮 prawie codziennie tam zagladam i ciągle co innego mnie zachwyca 😉

  8. Reniu, odważna jesteś, skoro codziennie do tej perfumerii zaglądasz 🙂 Całkiem spora chwila minęła, odkąd tam byłam, ale do dziś mam gdzieś listę zakupową zrobioną. Choć do dzisiaj pamiętam, z jakim rozczarowaniem odnalazłam recenzję Musk Villoresi na wizażu. Róża? Tylko róża? I do dzisiaj zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam, że nie skusiłam się już na ten zapach bazując tylko na jednej opini. Ale za każdym razem, gdy gdzieś mi mignął, przed oczami pojawiała mi się ta nieszczęsna róża dominująca we wszystkich nutach, róża w każdej postaci i jakoś mi chęć do testów przechodziła 😉
    Właśnie przypomniałam sobie Daim Blond Lutensa (ciekawą drogą musiały pójść moje skojarzenia, skoro od Muska do Daim Blond przeskoczyłam :D). I zastanawiam się, jak dzisiaj bym go odebrała. Wspominam miło, ale czy to będzie to samo..
    Oj Reniu, zobacz – słowem nie wspomniałaś nawet o żadnym konkretnym zapachu, a i tak spore szanse, że w wolnej chwili siądę i zorientuję się, co tam ciekawego na stronie perfumerii Missala się pojawiło 🙂 I nie będę palcem pokazywać, czyja to będzie wina, jeżeli "coś mi się kliknie" 😀
    A może zdradzisz, co masz na swojej liście obecnie?

  9. Kasiu kocham wszystko co różane 😀 ja odpowiedzialności za klikanie nie biorę 😉 moje ostatnie zapiski to 🙂
    E. COUDRAY Jacinthe et Rose, ANNICK GOUTAL Quel Amour!, CARLA FRACCI Medea, CREED Fleurs de Bulgarie, CREED Love in White i TEO CABANEL Meloe Eau Legere i tak na razie wygląda moja któraś z kolei lista 😮
    marzy mi się mój pierwszy flakonik perfum, który kupiłam w małym butiku w Gliwicach paręlat temu kiedy miałam lat ok. 18, boże co to był za zapach cud miód i orzeszki :love: i jak działa na mężczyzn a zwłasza na jednego 😉 eh.. wspomnienia 🙂 zapewne nie jedna z nas ma takie wspomnienia skojarzone z perfumami 😀

  10. ha, z tymi bronzerami & róznej maści brązami to różnie bywa. powiem Ci coś z mojej perspektywy: nienawidzę czegokolwiek brązowego na swojej twarzy, zresztą w ogóle mam małego bzika na tym punkcie, bo jestem blada jak ściana & o dziwo bardzo dobrze się z tym czuję, brąz jest dla mnie & mojego małego móżdżku czymś tak nienaturalnym, że jak wróćiłam z Wysp Kanaryjskich w zeszłym roku lekko muśnięta słońcem (odcień trupa stał się ocieniem nieco ciemniejszego trupa :D), to przez miesiąc patrzyć w lustro nie mogłam, bo czułam się jak Andrzej Lepper 😉
    aczkolwiek bronzer jeden mam: Maybelline Pure Mineral, przyjemny jest, czasem nim kości policzkowe wymodeluję, słyszałam też sporo dobrego o Estee Lauder Soft Matte Bronzer, & nawet się trochę zastanawiałam nad nim.
    miłego testowania, Kochana ! :*

  11. To nic Cathy, nie ten to inny,  poszukiwania są też przyjemne;)  Grunt żeby nie popaść w przesadę – o co u takich maniaków jak my nie trudno,ale co tam, przyjemności są w życiu ważne przecież:) Ciekawa jestem czy któryś z podesłanych przez Asię Ci się spodoba, będę okrutna- myślę że nie;} Ale nie smuć się,  w razie czego oferuję się na kolejnego dostarczyciela pachnideł:)  Podczytuję komentarze wyżej….Daim Blond Ci się podobało? Ja wielbię, mimo że otoczeniu wydaje się cudaczne…  róż nie lubię ,tzn kwiaty ok,szczególnie te które sobie rosną,ale w perfumach znieść nie mogę mimo ze swego czasu mocno się starałam je oswoić..
    Wiesz co…. straszne jest to , że zapachów jest tak wiele  😀  Ja bym sobie chętnie pomieszkała w Quality;D
    Jeszcze słówko o tym bronzerze, bo miałam. Dostałam go gratis od Truskawy przy którymś zamówieniu. Nie używam  bo jest dla mnie za ciemny, pewnie ktoś kto umie dobrze operować pędzlem dałby sobie radę z za ciemnym -ja sobie nie radzę,umiem za to stworzyć na policzkach fantastyczne ceglaste placki:D
    Przyjemnego niedzielnego popołudnia:*

  12. Widze, ze nie tylko ja nie potrafie trafic na idealny brazer :] … ja juz prawde mowiac stracilam nadzieje. Teraz czekam na to co przyjdzie Physicians Formula… wybor maja niesamowity… tylko to kupowanie w ciemno ehhh…

  13. Reniu – a ja właśnie róże niekoniecznie. Owszem, niech sobie będą gdzieś tam, daleko w tle, byle bliżej im było do konfitury różanej z dużą dawką cukru niż do róż stojących w wazonie, czy tych jeszcze niezerwanych, pokrytych rosą lub płatkami róż świeżo roztartymi w palcach 🙂
    A pamiętasz jaki to był zapach?:) Ja jako nastolatka dość dziwnie wybierałam – Moments P.Presley, L'Air Du Temp N. Ricci… I do dzisiaj, choć gust zapachowy od tamtej chwili zmienił mi się zdecydowanie, to te zapachy darzę sporym sentymentem 😉 
     
     

  14. diggerowa – a ja wręcz przeciwnie 🙂 Nie cierpię bladości, nawet podczas swego rodzaju mody na bladą skórę nie potrafiłam się przestawić na to u siebie. Nie czuję się dobrze z bladą skórą i już 🙂 Nie jestem jakoś specjalnie opalona, mam jasno-średnią karnację, ale kiedy zaczynam zmierzać w kierunku jasnej, wszyscy pytają się, czy nie jestem chora albo przemęczona 😀 Na solarium (już) nie bywam, ale latem nie potrafię sobie odmówić odrobiny opalenizny 🙂
    Ile osób, tyle opini, gustów i preferencji. I bardzo dobrze 🙂 Grunt, by dobrze się czuć ze sobą i nie robić nic na siłę. Jeżeli nie lubisz siebie w wydaniu opalonym , to bez sensu się katować bronzerami 🙂 Na pewno dobrze jest tak, jak jest 🙂
    Co do Estee Lauder… Jeżeli mówisz o Bronze Goddess Soft Matte Bronzer – miałam i oddałam. Niestety, u mnie pojawiła się po jego użyciu drobna kaszka na policzkach i swędzenie. Za każdym razem. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co ją spowodowało, ale teraz wiem, ze to dodatek lauroyl lysine, który niestety tak na mnie działa 😦 Dlatego m.in porzuciłam mineraly Everyday Minerals, bo zaczeli to pakować do każdego nowego produktu 😦 Pamiętam, że też jednak nie było to jeszcze to, czego szukam 😉
     
    Tego Maybelline, o którym wspominasz, niestety nie testowałam 😉
     

  15. skarbku – nie odbieraj mi nadziei 😀 Dwa z zapachów na pewno mają potencjał i szansę wylądować o ile nie na liście "muszę koniecznie zakupić", to przynajmniej na liście "może, kiedyś, zobaczymy"  🙂 Daim Bond mi się swego czasu bardzo podobały i nawet mój TŻ nosem nie kręcił za bardzo 🙂 Ale to było dosć dawno temu i od tego czasu sporo się zmieniło w rodzaju perfum jakie wybieram. Nie wiem, jak dzisiaj odebrałabym ten zapach. Pora chyba sobie go przypomnieć 😀 (ha, grunt to mieć dobry pretekst do zakupów, prawda?)
    Jeżeli chodzi o smucenie się.. to ja nie wiem, czy Twój wpis nie powinien mnie raczej wystraszyć. Wiać powinnam od czytania takich rzeczy jak najdalej 😀
    Jakbyś kiedyś miała możliwość pomieszkania w Quality, to weź mnie ze sobą 😀
    Co do bronzera – możemy sobie piątkę przybić. Ja też jedyne, co umiem nim zrobić, to właśnie piękne, pokazowe wręcz, pomarańczowe placki. I mimo iż wcale taki ciemny nie jest, to brzydki na mnie tak okropnie, że nawet nie będę próbowała go jakoś okiełznać. Do kosza marsz!

  16. dezemka – dziękuję Ci bardzo :* Zawsze miło otrzymać takie wyróżnienie, choć ja mam zawsze później spory poślizg w publikowaniu odpowiedzi 🙂  Twój blog również zapowiada się bardzo ciekawie i mam nadzieję, że będziesz go rozwijać 😉 Co prawda co do Joppy, to mamy kompletnie różne spostrzeżenia, bo to, co podbiło Twoje serce, u mnie raczej się nie spisało i owdrotnie (to, co ja lubiłam, widać Tobie nie podpasowało), ale to nic 🙂 Nawet jeżeli mamy kompletnie różne cery, to ja zawsze z przyjemnością i zainteresowaniem czytam, co inni sądzą o danym produkcie . A Twoje recenzje bardzo mi się podobają 😉

  17. Maus- może powinnyśmy na to spojrzeć z innej strony ? Pomyśl, co by było, gdbyśmy w każdej kategorii znalazły już ulubieńca i całkowitego zwyciężcę? Czy nie byłoby to nudne? Zero poszukiwań, zero nowych zakupów (bo i po co? :D).
    Choć oczywiście, cokolwiek by sobie nie wmawiać, denerwujące są kolejne nieudane zakupy. Ale za to lista powoli się wyczerpuje 🙂 Na mojej zostały jeszcze głównie bronzery Korres, Becca i NARS-owa Laguna.
    O marce Physicians Formula ostatnio z kimś nawet rozmawiałam, że sporo się dzieje z nią i że chyba idą w niezłym kierunku. Nie próbowałam jeszcze, ale mam nadzieję, że za jakiś czas coś w moje łapy wpadnie i będę mogła sobie wyrobić jakieś konkretniejsze zdanie na jej temat (bo na wszystkich blogach się natykam na jakieś recenzje PF ostatnio :D)
     

  18. Reniu – dziękuję Ci bardzo :* Może kiedyś jeszcze trafisz na to cudo … Choć z drugiej strony ja zawsze obawiam się takiej konfrontacji wspomnień z odbiorem dziesiejszym. Czasem lepiej niech pewne rzeczy zostaną w naszej pamięci takimi, jakimi je zapamiętaliśmy…
     

  19. Cathy,takze nie rozumiem zachwytow nad Rimmelem ale to juz inna kwestia.Dla mnie on kolorystycznie nie jest wskazany;)Narazie dobrze mi sie uzywa ArtDeco,Maxi Terra 02 i konczy sie limitowanka z YR z serii Yria :((( szkoda bo swietny herbatnikowy kolor.
    Przygarnijcie mnie ze Skarbkiem jak bedziecie planowaly zamieszkac w Q:)
    Mialam kiedys ochote kupic w ciemno Musk Villoresi-nawet byla flaszka w fajnej cenie na All i uwielbiam roze w perfumach ale wzmianka o geranium ostudzila moj zapal poniewaz aromat geranium lubie jedynie w postaci zywej rozliny i to jedynie latem w ogrodzie:D a na sobie niekoniecznie.
    Moments P.Presley oraz L'Air Du Temps N. Ricci wspominam z lezka w oku;) do tego stponia,ze L'Air Du Temps mialam calkiem niedawno jeszcze:DDD
    Wazne zeby czerpac radosc z testowania i poznawania/oswajania zapachu-przygoda z niszowcami nauczyla mnie pewnego dystansu i juz nie wyrywam sie tak chetnie do strzalow w ciemno:)ale teraz tez juz wiem czego chce:)
     
    Pozdrawiam:*
     
     

  20. ja mam swojego faworyta,ktory paradoksalnie nie jest bronzerem 😀 kupilam kiedys pseudo-mineralny puder Maybelline mocno za ciemny, a ze kolor ma idealny, to sprawuje sie swietnie 🙂

  21. Hexx – a nie wiesz, jak się ma ten z limitowanki do tego, który obecnie jest (zdjęcie poniżej

    pochodzi ze strony http://www.yves-rocher.com.p)? Już pal licho jego skład, mogę go używać od wielkiego dzwonu, bylebym w końcu znalazła jakiś bronzer, który nie robi ze mnie przyprażonej skwarki 😦 Zresztą, skład nie jest taki zły, gdy przeanalizuję go tylko i wyłącznie pod kątem swojej skóry, nic tam nie powinno mi zaszkodzić, a jak już kiedyś wpominałam, jak ortodoksyjną "naturomaniaczką"  nie jestem i gdyby tylko nie moja durna cera, to nie zrezygnowałabym pewnie do dziś z wielu drogeryjnych kosmetyków 😛
    A wiesz, że mi geranium w rozsądnym towarzystwie nie przeszkadza? Dopóki gdzieś tam sobie przykucnie i siedzi w miarę cicho, to nawet całkiem dobrze znoszę jego obecność. Gorzej, gdy zaczyna się panoszyć i chce grać pierwsze skrzypce 😉 Za to róży się obawiam. Tej nieszczęsnej róży, o której czytałam w recenzji. I ja wiem, że co nos to opinia, ale jakoś mi ta róża nie do końca ciekawa się wydaje.
    L'Air Du Temps mam resztkę, ale w takim dziwnym wydaniu (biała plastikowa tuba kryjąca w środku szklany flakonik). Nawet poszłam wczoraj odszukać, żeby wsadzić tam nos i … bardziej czuję wspomnienia (hm?), bardziej obrazy niż sam zapach. Dopiero po chwili dochodzą do mnie poszczególne nuty. I chyba całościowo dzisiaj pachnieć tak bym nie chciała, ale test nadgarstkowy bardzo przyjemny był 😉
     

  22. Pilar – ha! Szczęściara no… Człowiek się tu namęczy, nakombinuje, nazamawia, natestuje, a niektórzy sobie tak po prostu przypadkiem odkrywają ideał 😛 Może i ja porzucę uporczywe poszukiwania i udam, że temat bronzera mnie już w ogóle nie interesuje…..

  23. Maus – ale się wstrzeliłaś 😀 Ja dzisiaj kupiłam 3 na ebayu 😀 Ale ciii 😛 I dobrze, żeś mi nie podesłała tego linka wcześniej, bo mogłabym się nie zmieścić w trójce 😉

  24. Cathy to wersja podrozna o ile sie nie myle;) a brazer sprawdze naocznie bo tak bedzie najpewniej,salon YR mam po drodze do pracy wiec przechodze codziennie kolo niego:D
    Warto wiedziec,ze nie lubisz rozy w perfumach-to juz wiem czego mam nie szykowac;)
     

  25. Hexxana – wersja podróżna mówisz.. ha, a ja dumałam, czemu to takie dziwne 🙂 No stłuc się na pewno nie stłucze, więc by się zgadzało 😀
    Ja do YR to muszę całą wyprawę organizować. Zupełnie mi nie po drodze. Mało tego, odkąd zmieniłam adres, to nawet już nie dostaję poczty od nich 😦 Pisałam, ale bez odzewu.. I karty też nie mam, bo gdzieś posiałam 😀 Czyli całkiem jakoś z tym YR się nie dogaduję za bardzo.. Choć do dzisiaj wściekła jestem, że przegapiłam te zimowe kosmetyki .. Ale zachciało mi się ich dopiero po Twojej recenzji 😛 Oczywiście wtedy już ich nie było… Eh, ja to zawsze się spóźniam wszędzie 😀

  26. Maus – no ładne mi "ciiii" 😛 Wzięłam taki
     
    i jeszcze taki  
     
    i taki  
     
    Zastanawiałam się jeszcze nad Bronze Boosterem, ale one mają chyba te toporne plastikowe opakowania, ktore na mnie wyjątkowo odpychająco działają. Pewnie bym kombinowała, jak wyjąć puder z tego pudełka i gdzie go przepakować 😀 No i jeszcze taki jeden z perełkami brązowymi na wierzchu mnie kusił (nie pamiętam nazwy), ale trochę bałam się brokatowej bombki 😀 Może następnym razem… 
    A Ty? Przyznaj się 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s