Sephora, czyli ani mineralnie ani naturalnie… Część II

Kolejna część posta dotyczącego zakupów w Sephorze (choć tu całkiem naturalnie jeżeli chodzi o skład, może nie idealnie, ale na pewno lepiej niż przy poprzedniej recenzji sephorowych zakupów)

Dzisiaj kosmetyk, który ma tyle samo fanek, co i zagorzałych przeciwniczek, które go nienawidzą.

Mowa o :

Super Hand Scrub by Sephora

Jest to nic innego, jak peeling do rąk. Jego głównym zadaniem jest usunąć martwy naskórek, wygładzić skórę, przygotować do dalszych zabiegów, ułatwić wchłanianie się preparatów pielęgnacyjnych i generalnie wszystko to, co peeling robi.

Owszem, wykonanie takiego peelingu samodzielnie, to 3 minuty roboty i właściwie możemy go sobie zrobić w każdej chwili z powszechnie dostępnych składników w każdym domu. Ja jednak, jako iż nie cierpię sobie życia utrudniać, a raczej maksymalnie je upraszczać i wychodzę z założenia, że jeżeli mogę gdzieś zaoszczędzić na czymś czas, to grzechem przy moim wiecznym narzekaniu na jego brak, byłoby z takiej opcji nie skorzystać.

Dlatego też dwufazowy peeling z Sephory od dłuższego czasu jest moim niezbędnikiem w łazience.

Skład : Skład: Sodium Chloride, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Parfum (Fragrance), Tocopherol, Limonene, Citral.

Opakowanie : 125 ml

I tu najlepiej widać, co znaczy dobry marketing. Trochę soli, trochę oleju, odrobina zapachu i … 40 zł 😉

Ok, zgadzam się. Cena jest kompletnym nieporozumieniem.

Zgadzam się też, że ktoś, kto wybrał takie opakowanie do takiego produktu musiał mieć spore skłonności sadystyczne.

Zgadzam się również, że doznania, jakie nam peeling funduje z pewnością do subtelnych nie należą.

I zgadzam się także z tym, że trwałość efektu osiągniętego peelingiem pozostawia wiele do życzenia.

A z tym, że zrobienie w domu takiego peelingu jest zadaniem, z którym dziecko sobie poradzi, nawet nie sposób się nie zgodzić.

Ale…

Spójrzmy na ten produkt nieco przychylniejszym okiem.

Cena, owszem, ok. 40 zł, ale dość często Super Hand Scrub jest w cenie promocyjnej, znacznie poniżej 20 zł. A wtedy świadomość wydania kilkunastu złotych na coś, co na kilka miesięcy nam wystarczy nie jest już tak niemiła 🙂

Opakowanie. Tu rzeczywiście trzeba znaleźć w sobie sporą dozę wyrozumiałości i dobrej woli, by przekonać (choćby siebie), że takie opakowanie ma sens. Bo wydobywanie peelingu z sztywnej butelki (zwłaszcza, że trzeba ją mocno nacisnąć, żeby kosmetyk wydobyć) ani łatwe ani przyjemne nie jest. Zwłaszcza, gdy całą energię zużyliśmy na zmieszanie dwóch warstw ze sobą (namachać się przy tym trzeba co niemiara). Ale… zawsze to kilka dodatkowych kcal spalone 😀

A że delikatny nie jest? No nie jest, nie da się ukryć. To zdecydowanie wersja hardcorowa i wrażliwszym typom raczej nie polecam. Jednakże ja do nich nie należę i jakoś nie uważam, żeby doznania były wyjątkowo nieprzyjemne. Ot, czuć po prostu, że szorujemy 😉 Drobinki są spore, ostre i na pewno wyczuwalne. Żadnej subtelności, żadnej delikatności, żadnej taryfy ulgowej. Ostro bez dwóch zdań 😉 Choć można się przyzwyczaić. Albo to ja taka gruboskórna jestem 😀

Efekt zniewalający.Szkoda tylko, że już następnego dnia śladu po nim nie ma najmniejszego. Ale z drugiej strony przy regularnym stosowaniu mam wrażenie, że ręce generalnie lepiej wyglądają, skórki mniej przesuszone i odstające, dłonie wyglądają na zadbane.

No, a że w domu możemy same? Pewnie, że możemy. Wystarczy wziąć kilka składników, wymieszać i gotowe. Tylko, że trochę to czasochłonne, dwa – szkoda mi moich olei do wylewania w takich ilościach po to, żeby je spłukać z wodą, trzy – lubię mieć świadomość, że w każdej chwili mogę sobie taki peeling zafundować (wspominałam, że ok. minuty trwa cały zabieg?) i nie muszę biegać po szafkach i szukać składników, mieszać, potem sprzątać po tym itd. Czwarty argument, którym (siebie głownie :D) próbuję przekonać, że warto – wiem, że nawet jeżeli poproszę TŻ o jego zakup przy okazji, to nie usłyszę jego cichego jęknięcia i na pewno kupi to, o co poprosiłam, bo sam również nie stroni od używania go raz na jakiś czas 😀

Podsumowując. Dość kontrowersyjny kosmetyk. Ma wiele wad. Na pewno.

Ale gładkość… Gładkość i miękkość dłoni po zabiegu tym peelingiem sprawiają, że zapominam o wszystkim, co złe w nim. Wybaczam mu wszystkie wady. I wiem, że przy następnej okazji, kupię ponownie 😉

Aha, zapach – dla mnie neutralny. Ani mnie ziębi, ani grzeje 😛 Choć jeżeli miałabym wybierać, to wolę zapachowo peeling DAX-a (orzechowo – cukrowy).

Reklamy

6 thoughts on “Sephora, czyli ani mineralnie ani naturalnie… Część II

  1. 😀 Ja też 40 zł w życiu bym za niego nie zapłaciła. Ale 13 (?) już tak 😀 A ja jakoś lubię mieć osobny peeling do ciała, osobny do rąk, inny do stóp i jeszcze inny do twarzy 😀 Przez to moje łazienkowe szafki pękają w szwach … A potem się zastawiam, co ja tam mam, że ciągle pełno 😉

  2. Cathy to niestety nie jest takie proste, bo na tym blogu nie ma nigdzie opcji umożliwiającej odsubskrybowanie, a ja na swojej liście nie mam go w ogóle wymienionego – po prostu wyświetlają mi się posty z tego bloga a nie chce tego. Nie mam jak tego usunąć :/

  3. @Katalina
    rety, zabrzmiało to tak, jakbyś mój blog desperacko chciała odsubskrybować 😀
    już sobie chyba poradziłaś z tego, co czytałam u Ciebie 🙂 A swoją drogą, ciekawe, co z Patrycją 😦 Jeżeli ktoś się do niej włamał, to baaardzo niefajnie ;(

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s