Sephora, czyli ani mineralnie ani naturalnie… Część I

O ile zakupy kremów z iHerba czy nawet kremu Mineral Flowers mogę podciągnąć pod tematykę mojego bloga (czyli kosmetyki mineralne plus naturalna pielęgnacja, bądź kosmetyki oparte o przyjazne składy), o tyle moich ostatnich zakupów z Sephory, mimo usilnych starań, w tą kategorię włożyć zdecydowanie nie mogę.

Ale jako iż zdarza mi się kupić coś, co niekoniecznie jest zgodne z ideą mojego bloga, to dzielę się swoimi recenzjami tychże nabytków.

Sephora Huile Démaquillante (cleansing oil), czyli oliwka do demakijażu

Opis na opakowaniu baaardzo lakoniczny – "oliwka do demakijażu. Twarz i oczy. Spłukać po zastosowaniu". Miło, prawda?

Chyba, że znamy język angielski bądź francuski, to wtedy  możemy się czuć wyróżnione, bo wraz z zakupem dostajemy również instrukcję obsługi na opakowaniu, czyli :

Produkt: Oliwka do demakijażu do twarzy i oczu.

Zastosowanie: Delikatnie usuwa każdy rodzaj makijażu, łącznie z wodoodpornym.

Sposób użycia – wycisnąć jedną porcję oliwki w zagłębienie dłoni i nanieść na suchą skórę. Dodać odrobinę wody, by powstała mleczna emulsja, po czym spłukać pod bieżącą wodą.

Efekt: skóra jest idealnie czysta i ultra miękka. Zanieczyszczenia usunięte bez pozostawienia tłustej warstwy. Testowana dermatologicznie okulistycznie.

Nie zawiera konserwantów.

Tyle z opakowania.

Wrzuciłam ją do koszyka, bo akurat testowałam tusz wodoodporny (a to u mnie rzadkość) i pomyślałam, że pora poszukać jakiejś chwilowej odskoczni od micela  (a używane przeze mnie kremy do demakijażu z wodoodpornym dość kiepsko sobie radzą). Witamina A, witamina E, olej z jojoby, brak konserwantów… Co prawda olej mineralny na czołowym miejscu w składzie nie brzmiał kusząco, ale w oliwce do zmywania tuszu mi nie przeszkadza, do tego promocja w Sephorze… Tak czy inaczej sięgnęłam po coś, co pewnie w innych okolicznościach w mojej łazience nigdy by nie zagościło, bo generalnie (i właściwie nie umiem wytłumaczyć, dlaczego), aż do końca ubiegłego roku produkty Sephora omijałam szerokim łukiem i coraz częściej się przekonuję, że całkiem słusznie… Z małym wyjątkiem, ale o nim kiedy indziej 😉 )

Oliwka jak to oliwka – dość tłusta 🙂 Po zmieszaniu z wodą otrzymujemy kremową, dość rzadką emulsję, która całkiem radzi sobie z demakijażem, jednak używanie jej jest ponad moją cierpliwość 🙂 Maże się toto niemiłosiernie, zanim usunie całość, to trzeba chwilkę popracować, otworzenie oczu podczas tej operacji to doświadczenie zdecydowanie mało sympatyczne (nie szczypie, ale odczuwalny jest lekki dyskomfort). No i zmywanie. Nie wiem, może moja skóra jest inna (może…dobre sobie.. kogo normalnego zapycha gliceryna?), ale ja zdecydowanie jednak wyczuwam tłustą powłokę. Nieważne, jak dokładnie staram się zmyć to później z twarzy, to i tak wyczuwam delikatny film.

Fakt, skóra jest miła w dotyku, miękka, przyjemna, całkiem ok, ale… No właśnie, ale… Olej mineralny na mojej skórze to kiepski pomysł. Po 2 dniach z oliwką dorobiłam się pięknych podskórnych gul. Po odstawieniu i powrocie do stałej pielęgnacji szybko znikły, ale pojawiły się natychmiast, gdy tylko podjęłam kolejną próbę okiełznania tego kosmetyku (starając się zmywać tylko oczy nią, ale jest to praktycznie niewykonalne – wacik nie spełnia roli, nie da się łatwo i przyjemnie usunąć tuszu, a po zmieszaniu z wodą, i tak przy zmywaniu oliwki z oczu, dostaje się ona na twarz)..

W sieci bardzo trudno znaleźć opinie o tym  produkcie. Znalazłam zaledwie kilka i szczerze mówiąc, z zaskoczeniem przeczytałam, że jest jednak ktoś, komu ten olejek bardzo się podoba 😉

Skład :Paraffinum Liquidum (mineral oil), PEG-6 Isostearate, Crambe Abbyssinica Seed Oil, Simmondsia Chinensis (jojoba) Seed Oil, Parfum (Fragrance), Gossypium Herbaceum (cotton) Seed Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Retinyl Palmitate, Tocopherol, BHT.

Plusy:

– skład (częściowo) czyli witamina A, witamina E, olej abisyński (zaskoczeniem dla mnie był szczerze mówiąc), olej jojoba. (skład będzie plusem tylko dla osób nie mających problemu z tolerancją oleju mineralnego)

– cena (poniżej 20 zł za 140 ml)

– opakowanie z pompką (ja lubię 😉 )

– brak konserwantów

– nie wysusza, pozostawia skórę miękką, gładką, bez uczucia ściągnięcia

– spełnia obietnice producenta, czyli usuwa makijaż wodoodporny

Minusy:

-olej mineralny jako główny składnik produktu

– mało przyjemny w stosowaniu

– mało wydajny (po niecałym tygodniu używania brak ponad 1/3 opakowania)

– uboga informacja w j. polskim na opakowaniu

Reasumując:

Być może u osób z suchą skórą, albo przynajmniej tolerującą olej parafinowy  się sprawdzi. U mnie zdecydowanie NIE. Mimo wszystkich swoich plusów, ja wolę sobie jednak życie ułatwiać i uprzyjemniać, a nie komplikować. A używanie tej oliwki jest znacznie mniej przyjemne niż chociażby samego oleju zmieszanego z cromolientem bądź zwykłego maceratu nagietkowego. Ląduje w koszu.

Czy kupię ponownie?

Na pewno NIE.

Moja ocena:

3/10

Reklamy

11 thoughts on “Sephora, czyli ani mineralnie ani naturalnie… Część I

  1. kogo normalnego zapycha gliceryna?
    Otóż mnie również:-)
    i gliceryna (nawet daleko w składzie) i olej mineralny (omijam szerokim łukiem, chyba, że to balsam do ciała)…Lista kremów kurczy mi się w trybie zastraszającym 😉
    Łączę się w bólu 🙂

  2. Ufff 🙂 Dobrze wiedzieć, że nie jestem sama 🙂 Bo mało kto mi wierzy, że tak nieszkodliwe generalnie składniki jak gliceryna i glikol propylenowy są w stanie wywoływać na mojej twarzy wysyp podskórnych wulkanów. Nawet ja nie chciałam w to wierzyć i dłuuugo testowałam różne kombinacje i składy, zanim pogodziłam z tym faktem 🙂
    Cóż, współczuję w takim razie, bo wiem, jak trudne znalezienie jest pielęgnacji dla siebie przy nietolerancji na te popularne składniki :*

  3. Nie mam ulubionego. A właściwie mam kilka 🙂
    1. Camphor Soufflé z LureBeauty
    2. Olej (dowolny, choć najczęściej konopny lub ryżowy) zmieszany z cromollientem z Mazideł
    3. mikrofibra 🙂
    4. Macerat nagietkowy
    5. Glycolic Mud Cleanser z LureBeauty (udoskonalony olejkiem Tea Tree)
    6. Avalon Organics Lavender Facial Cleansing Gel (dostępny na iHerb.com)
    7. Avalon Organics Vitamin C Refreshing Cleansing Gel (również z iHerba)
    8. Alba Botanica Pineapple Enzyme Facial Cleanser (ponownie zakup na iHerb 🙂 )
    i pewnie jeszcze coś by się znalazło, ale w chwili obecnej nie pamiętam 🙂

    Jak widać – żadnych drogeryjno-aptecznych preparatów na liście nie ma 😦 I to nie dlatego, że się buntuję przeciwko nim. Absolutnie nie (micela Biodermy zdarza mi się używać). Po prostu nie znalazłam wśród nich nic, co by mi odpowiadało i nie szkodziło 😉

  4. a mówiłam! mówiłam, że wyślę Ci tę ściereczkę z mikrowłókna (nie mikrofibry!), a Ty się nie odezwałaś 😛 weź daj znać, mam tego mnóstwo, a odkąd tego używam (wodoodporny schodzi jak marzenie), to mnie nic nowego nie wyskoczyło!

    a jeżeli idzie o Sephorę, to jedna seria: Yes To Carrots rekompensuje mi wszystko w tym sklepie 😉

    • Tu by mi się przydała taka emotka jak na wizażu… Torba na głowie 😀 Schowałabym się i udawała, że mnie nie ma 😀
      No zapomniałam na śmierć. Przyznaję się bez bicia. Mea culpa…
      TAKzaraz będę robić 😀
      No a wiesz, że ja do Yes to Carrots cały czas jak pies do jeża…? Bo oglądam, czytam, kombinuję i koniec końców nie nabywam… Ale właśnie przez takie komentarze później mój portfel jęczy. Właśnie przez takie. Niby nic, jedno zdanie upchnięte gdzieś od niechcenia, a potem tkwi w głowie i wierci dziurę 😀
      Wrr… 🙂

  5. @spinnnka
    Nie miałam okazji ich jeszcze wypróbować. Ostatni raz zamawiałam z Lumiere dość dawno temu (jakoś nic mnie już od nich od dawna nie kusi) i wtedy w ofercie jeszcze ręczniczków nie mieli…
    Ale chętnie zapoznam się z opinią na ich temat. Kto wie, może, może … 😉

  6. Temat oliwki ma status archiwalnego, jednak skomentuję, ponieważ aktualnie używam tego produktu. 🙂 Mam za sobą ponad połowę opakowania. Na swoim blogu nie recenzuję, ponieważ Twoja recenzja jest na tyle szczegółowa, że wystarczy uzupełnić komentarzem. 
    Potwierdzam, że zmywanie oliwki wymaga nie lada cierpliwości. Jednak przy zmywaniu ciepłą wodą, nie widzę większego problemu. Stosuję jedynie do zmywania twarzy. Makijaż oczu usuwam innym kosmetykiem. Po zmyciu nie odczuwam dyskomfortu z powodu tłustego filmu. Jakiekolwiek pozostałości oliwki znikają podczas tonizowania skóry.
    Jestem zadowolona: żadnych podrażnień ani "gul" podskórnych nie zauwazyłam. 🙂 Bezpośrednio na skórę nakładam wyłącznie wtedy, gdy zmywam makijaż. Dla potrzeb porannej toalety mieszam oliwkę z ciepłą wodą na dłoniach i dopiero nanoszę. Działa bez zarzutu. Reasumując, przyzwoity i wydajny kosmetyk. 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s