No to mi się udało :)

Niedawno doszłam do wniosku, iż właściwie nie kusi mnie już nic w temacie zakupów mineralnych i przez moment odetchnęłam z ulgą, że mój portfel wreszcie chwilę odsapnie.

Nie dane jednak mi było sprawdzić, jak wygląda konto bankowe i karta płatnicza, które ziewają z nudów, gdyż w ramach sprawiania sobie „drobnych przyjemności” w nagrodę za rzucenie palenia popełniłam kilka zakupów za dużo 🙂

Październik upłynął głównie pod znakiem zakupów perfumeryjnych i przekonałam się po raz kolejny, że co jak co, ale moje nałogi do tanich jednak mimo wszystko nie należą 🙂

Ale z drugiej strony, pieniądze zarabiamy przecież po to, by je wydawać, więc… 🙂


POST KOMPLETNIE NIEMINERALNY


Lista moich zakupów październikowych w temacie perfum (na zdjęciu brak Organzy Givenchy- gdzieś w którejś z torebek zaginęła:), Iris Noir Yves Rocher – nie doleciały jeszcze; Serpentine Cavalli – pachnidło samochodowe jeździ w schowku :D)

Listopadowe zakupy też niestety, już poczynione 😉 A listopadowy koniec daleki jeszcze… Ciekawe, czy jest wątek odwyku perfumeryjnego (coś na kształt wizażowego wątku odwykowego od mineralnych zakupów)… 😉

Jakiś czas temu, przed erą mineralnego szaleństwa przerabiałam dość silne uzależnienie od zakupów zapachowych. I po tej przygodzie pozostało mi jedno doświadczenie – niszowce, owszem, potrafią być intrygujące, ale raczej do wąchania, podziwiania, a nie noszenia w moim przypadku. Po prostu się ze mną nie zgrywały. Wolę zapachy mniej wyszukane, a za to nie wzbudzające dziwnych odruchów wśród moich znajomych 😉

Zakupiłam :

Oriflame Amethyst Fatale EDP 50 ml – inaczej go pamiętałam z używania jakiś czas temu. Nie wiem jeszcze, czy się go nie pozbędę

Guerlain L’instant de Guearlain EDP 50 ml – nie wiem, co jest z tym zapachem, że są okresy w moim życiu, kiedy czuję piękną miodową słodycz w tych perfumach, a innym razem z kolei zapach … kwaśnej wilgoci (!) Tak. I nie mam pojęcia, od czego to zależy, gdyż nie kupuję podróbek, przechowuję perfumy zawsze w taki sam sposób. I ten zapach właśnie jest jednym z tych, które uwielbiam i nienawidzę na przemian

YSL Cinema EDM 50 ml – chodziła za mną jakiś czas. I wlaściwie jestem chyba nieco rozczarowana. Wyobrażałam sobie zapach idealnie pasujący do gwiazd kina niemego, ciężki, przydymiony, lekko kadzidlany, nawet z aldehydowymi nutami, ale z pewnością nie spodziewałam się tak banalnego i łatwego w odbiorze słodziaka. Trwałość na mojej skórze skandaliczna. Częściej używam do spryskiwania innych rzeczy niż siebie 🙂

Oriflame Amber Elixir  EDP 50 ml – właściwie nie wiem, co mnie skłoniło do zakupu. Chyba miniaturka znaleziona w głębi szuflady. Ale daję sobie rękę uciąć, że pachniała sympatyczniej niż to, co otrzymałam w pełnowymiarowym produkcie. Gdyby nie fakt, że perfumy Ori raczej podrabiane nie są, to podejrzewałabym wciśnięcie mi podróby. Ale jako iż to raczej niemożliwe, to przyjęłam  z pokorą fakt, że Oriflame coś tu niezbyt fajnego wykombinowało i cieszę się, że kwota Amber Elixir na Allegro nie przekracza 50 zł.

Lolita Lempicka EDP 50 ml – cóż, moja skłonność do kupowania pełnowymiarowych flaszek bez zapoznania się wcześniej z zapachem kiedyś mnie zgubi 🙂 W perfumeriach zawsze omijałam szerokim łukiem Lolitki, bo jakoś one nie z mojej bajki mi się wydawały. Dlatego też nigdy wcześniej tego zapachu nie wąchałam, ale pewnego dnia na blogu Cammie znalazłam recenzję tego flakonika (a raczej nie tyle recenzję, co luźne skojarzenia z nim związane) i postanowilam nabyć w ciemno. I właściwie niewiele sie pomyliłam sądząc, ze to nie moja bajka 🙂 I kompletnie nie rozumiem fenomenu tego zapachu (zwłaszcza ilości pozytywnych opinii na KWC ). Owszem, zużyję pewnie bez większej przykrości w jakimś czasie, ale nie jest to zapach, który „jest mój”. Ładny, słodki, otulający, ciepły … i już. A ja od perfum oczekuję czegoś więcej niż „ładny”. I zazdroszczę trochę tym, które potrafią dostrzec magię w tym zapachu…

Givenchy Ange ou Demon EDT 100 ml – Kolejna flaszka z cyklu demonowatych do kolekcji. Co ja poradzę na to, że choć nie umiem go nosić, to uwielbiam go wąchać? Zimny, niedostępny, odpychający, a ja nie mogę się uwolnić od tej znajomości. Z pewnością nie jest to zapach dla każdego. Dla mnie tylko czasem bywa łaskawy i potrafi tak pięknie się rozwinąć, że mam ochotę zatrzymać czas i wwąchiwać się w niego bez końca. Dla mnie niesamowicie narkotyczny, choć nie wzbudza zachwytów otoczenia (zwłaszcza starszej części 😀 ). Na szczęście mój TŻ podziela mój entuzjazm w stosunku do demonowatych, więc bez wyrzutów sumienia mogę go próbować okiełznać co jakiś czas 😉

Avon Soft Musk EDP 50 ml – z zapachami avonowymi się obecnie niespecjalnie lubimy (choć kilka lat temu mieli parę perełek, np. Night Musk, który do dzisiaj bardzo lubię, bo choć sztuczny okropnie w początkowej fazie, to jednak piżmo w nim rozwija się w kierunku piżma, jakie wielbiam – ciepłe, zmysłowe, lekko mydlane,  nie mające nic wspólnego z piżmem Lutensa, którego na sobie znieść nie umialam).

Dlatego też ucieszyłam się na myśl, że spróbuję łagodniejszej wersji piżma w wydaniu avonowym. I tu okrutne rozczarowanie – zbyt lekko, zbyt słodko, zbyt ulotnie i zbyt grzecznie. Właściwie zapach idealny do spryskania firanek a nie do noszenia na sobie 😉

Avon Rare Pearls EDP 50 ml -zachciało mi się powrotu do przeszłości (w czasach liceum używałam Rare Gold). Kupiony pod wpływem chwili. I to jeden z najbardziej chybionych zakupów ostatnich miesięcy. Całe szczęście, że grosze kosztował. Paczuszkę otworzyłam w samochodzie i nieopatrznie spryskałam koniec rękawa kurtki. OMG. Kurtka do prania się nadawała, bo nie byłam w stanie bez odruchu wymiotnego znieść tego czegoś na sobie. Przepraszam, jeżeli jest jakaś fanka tego zapachu, ale na mnie on po prostu jest zabójczy – nuta ostrego, świdrującego ulatniającego się gazu. Mój TŻ dostał ataku śmiechu na widok tego, co próbowałam zrobić, by pozbyć się tego śmierdziela z siebie 🙂 Wierzę, że są osoby, na których pachnie inaczej. I po nutach podanych przez producenta jestem w stanie nawet sobie to wyobrazić. Szkoda, że to, co na mnie wychodzi z tych perfum nie ma nic wspólnego z ani jedną z obiecywanych nut 😉

Oriflame ECLAT EDT 50 ml – właściwie zakupiony, by mieć choć jeden kompletnie bezpłciowy i neutralny, nikomu nie szkodzący zapach, nie mogący wywołać chyba w nikim negatywnych odczuć. Przeczytałam opis, recenzje użytkowniczek i … zakupiłam. I tu chylę czoła przed fantazją producenta. Cena regularna tego zapachu to prawie 100 zł. Wybaczcie, ale za tą kwotę oczekiwałabym choć a/korka, który nie wygląda gorzej od korków perfum z kiosku (tak fatalnego plastiku nie widziałam już dawno) b/ trwałości większej niż pół godziny.

Wierzę, że jest to idealny zapach na oficjalne spotkania, gdzie zbyt intensywne i wybijające się zapachy nie są wskazane. Wierzę, bo … tego nie czuć w ogóle. Przez pierwsze pół godziny blisko, bardzo blisko skóry, a potem trzeba się domyślać, że tam coś było.

Na mnie – zapach widmo. I cieszę się, że nigdy nie przyszło mi do głowy, by kupić go w cenie katalogowej.

Dior Addict EDP 100 ml – zapach, którego używałam namiętnie kilka lat temu. Zatęskniłam za nim, gdy w Douglasie minęłam półkę z Addictem. I tak chodził za mną i chodził i pewnego dnia, zamiast zadowolić się próbką z Allegro, nabyłam flakonik. FLAKONIK. 100 ml zapachu, którego jak się okazuje, nie lubię już tak bardzo. Wywołuje miłe wspomnienia, ciepłe skojarzenia, ale nosić go już nie dam rady. Ulepkowata, plastikowa słodycz, którą kiedyś z lubością wdychałam, obecnie wywołuje ból głowy. Może zimą do niego wrócę i zmienię zdanie. Póki co, zostawiam do dalszego rozpoznania 🙂

Halle Berry Halle 5 ml – to nic, że zapach ten poznałam 1,5 roku temu, kiedy dostałam w ramach jakiegoś programu testowego paczuszkę z próbkami i miniaturką właśnie. To nic, że pamiętam, że nie wzbudził we mnie pozytywnych emocji. To nic, że ledwo udało mi się wcisnąć koleżankom 10 albo 15 próbek (bo nikt go nie chciał). Ale gdy pewnego dnia spotkałam się ze znajomą i poczułam całkiem sympatyczne nuty zapachowe, to zapragnęłam nie tylko dowiedzieć się, co to, ale i natychmiast zakupić 😉 Jakie bylo moje zdziwienie, gdy okazało się, że to ten właśnie zapach. W domu siadłam do Allegro, ale jakoś szczęśliwym trafem akurat kończyła się aukcja miniaturki, a nie pełnego opakowania, więc kliknełęłam, zapłaciłam i czekałam na paczuszkę. Gdy ją dostałam, moje złudzenia prysły jak bańka. Ten zapach leży dobrze chyba tylko na nielicznych. Nadgarstek pachniał mi tak mdlącą nutą przebrzmiałych brzoskwini, słodyczą kwiatków jakiś, że nie byłam w stanie nosić go dłużej. Przy zmywaniu poczułam ten ciepły zapach lata, wakacji, który mnie tak urzekł na koleżance, ale testów powtórnych nie odważyłam się zrobić. Niech sobie leży.

Halle Berry Reveal EDP 15 ml – stojąc w ogromnej kolejce do kasy z nudów właściwie chwyciłam pudełeczko w ciemno, nie wąchając nawet testera, bo oczywiście był pusty 😀 Pomyślałam sobie, ze 15 m za niecałe 60 zł nie zruinuje mojej kieszeni przecież, więc dorzuciłam do koszyka. I tu spory problem z tą pozycją.

Tak właśnie sobie wyobrażam nieanarzucający się, kompletnie bezpłciowy, a jednocześnie zdumiewająco miły w odbiorze zapach, który pasuje wszędzie i na każdą okazję (może oprócz nocy szalonych uniesień, bo zmysłów nie pobudza on raczej ni trochę) . Trochę zbyt płaski, ciut mało w nim wyższej półki, ale na pewno jest bezpieczny i nie wywołujący przykrych reakcji. Cenowo również dość atrakcyjnie – na Allegro widziałam 50 ml poniżej 100 zł, więc dość przyzwoicie.

Co z tego, skoro jest to zapach trzymający się tak blisko skóry, tak nieśmiały i tak schowany, że ciężko go zauważyć. A nawet wydając tylko 100 zł na perfumy, to oczekuję, że choć co jakiś czas otulą mnie zapachowe nuty perfum, jakich użyłam.

Ives Rocher Voile d’Ambre EDP 50 ml- pomyłka zakupowa , która jednak nie poleci póki co w inne ręce 😀 Nie wiem skąd i dlaczego ubzdurało mi się, że pachnie jak coś pomiędzy Yrią YR (którą mam) a So Elixir (które również mam :D). Otóż nie pachnie 😀 Yria jest zdecydowanie cieplejsza, bursztynowa, czasami wręcz aksamitna, natomiast Ambre YR jest znacznie trudniejsza w noszeniu. Zaczyna się dość ostrą nutą, wręcz drapiącą w gardle, duszącą i wywołującą pragnienie, by zmyć to z siebie jak najszybciej.  Po chwili jednak uspokaja się, osiada, ociepla i zaczyna pokazywać swoje lekko kadzidlane oblicze. Niestety, nie udaje mu się rozwinąć i podbić mojego serca. Zbyt syntetyczne tony cały czas psują odbiór tego zapachu. I nie wiem jeszcze, czy mi to będzie przeszkadzać na dłuższą metę, czy nie 😉

Karl Lagerfeld Sun Moon Stars EDP 5 ml – albo miniaturka czasy świetności ma już dawno za sobą (nie umiem odczytać kodu A6CA), albo ja kompletnie nic nie rozumiem. Ja wiem, że o gustach się nie dyskutuje. Ja wiem, że postrzeganie zapachów to bardzo indywidualna kwestia. Ale proszę… Serio? Metaliczna nuta plus gazowy palnik i do tego lakier do włosów z czasów mojej młodości, a to wszystko skąpane w jakiś dziwnych kwiatkach. Tyle wyczuwam i trwam w zdumieniu, na jakie okazje i dla kogo to 😀

Ulric de Varens, Varens For Me EDM – dekant 1 ml – niewidoczny na zdjęciu 🙂 Piżmo, piżmo i jeszcze raz piżmo. Delikatna aldehydowa nuta, którą

wyczuwam tylko po aplikacji, a potem zostaje proste, nieskomplikowane piżmo w otoczeniu pomarańczy i leciutkiej kwiatowej nuty. Ku mojemu zdziwieniu bardzo sympatyczny w odbiorze. Może zbyt jednostajny, zbyt prosty i zbyt mało skomplikowany, ale próbkę zużyłam z przyjemnością. Postawiłabym go na tej samej półce co piżmo Tesori (nawet półka cenowa zbliżona), gdyż rozwijają się dokładnie tak samo (czyli prawie wcale :D). Choć mam wrażenie, że varensowa propozycja jest nieco łatwiejsza i mniej męcząca (chyba przez dodatek pomarańczy właśnie). Żałuję tylko, że nuta drzewa sandałowego jest wyczuwalna dopiero, gdy zapach już prawie całkiem niewyczuwalny jest 😦

No i na koniec Tesori d’Oriente, czyli kolejne zapachy z serii Tesorii.

Serię tą poznałam kilka lat temu i przez dłuższy czas używałam zarówno białego piżma (piżmo w wydaniu ciepłym, pudrowym, otulającym, mydlanym), jaśminu (który wcale nie pachnie jak jaśmin, a wręcz jak kopia … Angela!), ambra indiana (słodka ambra, która mi się kojarzyła z serkiem waniliowym), kwiat lotosu (gdzieś tam w oddali Poison Diora brzmiało, ale generalnie trochę karmelu, mlecznych krówek, słodko aż do bólu zębów, Aegyptus (korzennie, lekko orientalnie, pikantnie, świdrująco i męsko)

NIedawno znalazłam resztkę kremu do ciała Mirra i jakoś tak .. zatęskniłam 🙂 Ale nauczona doświadczeniem, żeby nie kupować w ciemno tych zapachów (wszystkie prędzej czy później oddałam), to skusiłam się na kilka próbek tych, które jeszcze nie znałam :

😦 I już na mnie krzyczą, że 1/ późno jest 2/przy zapaleniu spojówek miałam oszczędzać oczy i tylko w ważnych sprawach do kompa siadać 3/ są inne zajęcia w nocy niż stukanie w klawiaturę (… spanie na przyklad 😛 )

Dlatego też dokończę jutro i mam nadzieję, że w końcu słonko wyjrzy choć na moment, a ja będę mogła posta o SILK NATURALS uzupełnić.

Advertisements

25 thoughts on “No to mi się udało :)

  1. Piekny zbior oko cieszy:D i nie tylko oko:DDD :inlove: :inlove:

    Kasiu,jezeli lubisz pizmo i dobrze sie z w nim czujesz to polecam bo nie wiem czy znasz Royal Muska?jezeli nie znasz to moge pokusic testami:)Warte uwagi jest tez pizmo w White Musk The Body Shopu-choc brakuje mi tego,ktore bylo dostepne przed zmiana szaty graficznej bo niestety cos pokombinowali pozniej i nie do konca to jest to….ale…oraz slynny majtkozdzierca(chociaz za bardzo nie moge pojac nazwy;PPP))Musc Ravageur :inlove:

    Ange ou Demon EDT jest specyficzny,zgodze sie z Toba i tez nie bardzo potrafie go nosic.
    Lolki uwielbiam ogladac i degustowac 😉 ale w wersji globalnej nie bardzo sie lubimy.
    Wypatrzylam Halle,ktora o dziwo bardzo dobrze mi sie nosi i pochlaniam kolejny flakon:)

    Mam podejrzenie,ze Amber Elixir w miniaturze to zupelnie cos innego niz zawartosc pelnowymiarowego flakonu,na dodatek to nie tylko moja opinia wiec wydaje mi sie,ze cos musi byc na rzeczy….

  2. Hex – piżmo lubię, noszę nawet latem 🙂 To lato własnie upłyneło pod znakiem piżma z Body Shopu (choć właściwie 2 tygodnie ledwie, bo bodyshopowce jakoś błyskawicznie wykańczam :D)
    Royal Musk? Wiesz, że nie znam? Ale na razie chyba nie chcę poznawać, bo i tak z Twojej kolekcji mam kilka pozycji, na które poluję na ebayu bądź naszym rodzimym Allegro 🙂 Nawet przy moim tempie kupowania zapachów, to i tak do przyszłego roku spokojnie mam na co czyhać 😀
    Ravageur’a znam, ale się go boję 😀 Mam nawet chyba gdzieś odlewkę, ale nie mam odwagi na testy całościowe. Testowany bardzo nieśmiało jest piękny, ale przy próbie okiełznania go wychodzi z niego, jak ja to określam, nuta brudnego piżma 🙂 I czuję się mocno sponiewierana 😀
    Którą Halle? ;> Ja jedną wielbię na koleżance, inną chętnie bym nosiła, gdyby nie jej nietrwałość 😦
    No proszę, czyli nie jestem osamotniona w moim podejrzeniu, że Ori próbuje nas zrobić w bambuko z Elixirem? Nieładnie z ich strony, nieładnie…
    Najbardziej nie mogę się doczekać Iris Noir, który do mnie nie może dolecieć (już zaczynam się bać o jego losy), a który zakupiłam pod wpływem Twojej recenzji. Jak nie doleci, to chyba kliknę drugi flakonik z tej niecierpliwości 😀

    Dzięki za zajrzenie do mnie 😉

  3. Kasiu ale Ci się nazbierało pachnących buteleczek 😀 ja mogłabym wydać każde pieniądze na perfumy 😉 omijam szerokim łukiem perfumy firmy Avon i Oriflame bo przyprawiają mnie o ból głowy 😎 Lolitka to moje ostatnie odkrycie pokochałam je od pierwszego powąchania :inlove: niestety próbka już się skończyła :-(( moja perfumowa wish lista ciągle się powiększa 😀 ostatnio dołączył do listy Torrente L Or de :inlove:

  4. Z zapachów, które pokazałaś najbardziej lubię Lolitę, Amber Elixir i Dior Addict (ten ostatni marzy mi się w pełnowymiarowej wersji^^’) żałuje, że kupiłam Gucci by Gucci zamiast Diora, albo chociażby Muglera, bo teraz pełna butelka stoi już kilka miesięcy nawet nie używana 😦

  5. @Cathy

    TBS ma to do siebie,ze bardzo szybko sie konczy choc na mojej skorze lepsza trwalosc ma body spray niz EDT.Jednak jezeli chodzi o pizmo to bardzo sobie cenie Clair de Musc Lutensa i Royal Muska-z tym,ze RM jest o wiele cieplejszy niz CdM.

    Halle Berry Halle uwielbiam,bardzo podoba mi sie wanilowa nuta ktora sobie na mnie trwa i nie meczy otoczenia slodycza.

    MR bardzo lubie i marzy mi sie duza flaszka bo jest to jeden z niewielu zapachow,ktorego wciaz mi malo:D

    Z Ori coraz rzadziej siegam po zapachy poodbnie jak z Avonu-wiele trafionych propozycji zostalo wycofanych i zastapionych przez malo udane kompozycje,zniecheca mnie takie podejscie.
    Nie moge odzalowac,ze wycofano Extraordinary i narazie jestem spokojna bo mam zapas ale co bedzie pozniej;)podobnie jak z Surrender For Her…

    Uzupelnilas post i widze,ze w zbiorach jest Voile d’Ambre -nie polubilam sie z nia,kilka razy robilam podejscie i jest to rodzaj perfum,ktorych nie jestem w stanie nosic….jest w nich cos,co przyprawia mnie nie tylko o zawrot glowy.

    Tesori d’Oriente przerobilam swojego czasu,niektore wykonczylam,pare poszlo w swiat i moze jeszcze przy jakiejs okazji wroce do nich.
    Jedno trzeba im przyznac-sa bardzo aromatyczne,jednak w perfumach cenie sobie rozwiniecie a wiekszosc TdO trwa w jednostajnej fazie,szkoda:/

    Czesto do Ciebie zagladam i od poczatku czytam:D
    Pozdrawiam cieplo!

  6. Ale kolekcja,wow 😀 Ja mam tzw. fazy na perfumy, chcę tę i żadne inne mi nie pasują 😀 Obecnie – Eau demoiselle Givenchy… Z tym zapachem to ja mogę na koniec świata iść 😀 A moi znajomi tego nie rozumieją, ostatnio przeprowadziłam wywiad środowiskowy, spowodowany uwagą koleżanki: boże, te twoje perfumy są… yyy noo takie..fuj, i nikomu się nie podobają ! :p

  7. niesamowite jest, jak jeden zapach może pachnieć na dwóch innych skórach – dla mnie noszenie Demona to był najbardziej szalony czas w moim życiu, niesamowity eliksir, za którym oglądał się każdy, często nieznajomi pytali mnie, czym pachnę, bo uzależnia 😉

  8. @reniakicia
    Reniu, ja jakiś czas temu przerabiałam naprawdę spore szaleństwo perfumeryjne (to były czasy mojej przygody z niszowcami, które jednak nie podbiły mojego serca, a do tego moje eksperymenty wywoływały zdecydowany sprzeciw otoczenia :D) Dlatego też powróciłam do może nieco nudniejszych, banalniejszych, ale za to w większości bezpieczniejszych zapachów.
    A dzięki Tobie nabyłam najpierw Serpentine w wersji EDT, a ostatnio w EDP :*
    Ja staram się omijać Avon i Ori, ale to raczej one same do mnie przyłażą, a ja się daję skusić w nadziei, że pojawi się jakaś perełka 😉
    A L’Or de Torrente swego czasu puściłam na Allegro (razem z Extraordinary, gdyż miałam wrażenie, że z każdego mojego flakonika perfum wyzierają kawowe nuty i czułam się lekko osaczona 😀 )

    @Cammie
    Jakby co to jesteś pierwsza na liście 😉

    @Kathrin
    a ja Gucia lubię i wiesz co? Chyba rozejrzę się na all za jakąś niewielką pojemnością 🙂 Chyba, że to, co pamiętam, to też już nie to, co dzisiaj będę czuć (jak z Addictem :D)

    @Hexxana
    Hex- body spray bardziej trwałe niż EDT? Może kiedyś wrócę do piżma w wydaniu TBS, póki co kuszą mnie poszukiwania piżma doskonałego, a te bodyshopowe zdecydowanie takie nie jest 😉
    O, właśnie, przypomniałaś mi o Surrender 🙂 też miło wspominam i nawet kiedyś prawie kliknęłam, ale licytacja doszła do jakiejś obłędnej ceny i poskąpiłam takiej kwoty na perfumy tej marki 🙂

    Co do Tesori, to zgadzam się z Tobą całkowicie. One się kompletnie nie zmieniają. Trwałość, jakiej nie powstydziłyby się górnopółkowce, szkoda tylko, że tak monotonne i kompletnie niezaskakująco jednostajne.
    Na dłuższą metę zbyt męczące i ja swoje buteleczki wykańczałam pryskając wszystko, tylko nie siebie 🙂

    @pilar
    No jak to nikomu się nie podobają, jak mnie się podobają 😀 Co prawda dopiero jak już nieco osiądą na mnie 🙂 W fazie początkowej wyczuwałam różę, tylko i wyłącznie, a ja różę o dziwo tolerowałam tylko w Marrocan Rose TBS (i nigdy nie przestanie mnie zadziwiać, ile męskich komplementów zebrałam nosząc coś tak banalnego i prostego 😀 )

    @diggerowa
    właśnie o takim działaniu Demona pisałam 😀 Nie mam pojęcia, od czego to zależy, ale on potrafi pokazać takie niesamowite oblicze, że gdyby nie fakt, iż potrzebuje do tego jakiegoś nieodgadnionego dla mnie jeszcze połączenia, to właściwie poszukiwania idealnych perfum dawno bym zakończyła. I została tylko z Demonem. Ale na co dzień jednak boję się go, bo potrafi nieźle zamrozić smutkiem, z jakim się kojarzy, a także przydusić nutą cmentarnych kwiatów i chłodem lilii. I to właściwie we wszystkich wersjach. Choć ja i tak najbardziej lubię podstawową.

  9. Cathy jezeli szukasz pizma doskonalego to goraco polecam Royal Muska-naprawde!!!musisz koniecznie je poznac:)
    Dla mnie to pizmo absolutne i choc wiem,ze sa inne ktore mnie potrafia uwiesc to w tym przypadku sa to perfumy,ktore nosze jak druga skore:inlove:

  10. Addict słodki?? Aż chyba muszę pójść niuchnąć bo takie skojarzenie nigdy mi przez myśl nie przeszło :p UWIELBIAM *.*

    Zaciekawiły mnie perfumy Musk z Avonu, ale … jestem konsultatnką 9 lat i nie kojarzę, żeby kiedykolwiek były w ofercie. A może nie ma go w polskich katalogach?

  11. @Kamila

    Avon bardzo dawno(to chyba bedzie ok.15 lat temu-ladnie czas leci;PPP) mial w swojej ofercie perfumy Avon Musk i Avon Night Musk-niestety one pozniej zostaly wycofane.
    Jednak w angielskiej wersji Avonu mozna dostac caly czas Avon Musk-jednak to juz nie ten sam zapach,musieli cos pokombinowac,niestety:/Najczesciej mozna upolowac na Allegro:)

  12. Cathy, może pytanie niekoniecznie do postu, ale powiedz mi, czy te kremy i serum, które opisałaś kiedyś, używasz także na szyję, czy smarujesz ją jakimiś innymi specyfikami? 😉

  13. @Hexxana
    Hex… No wiesz co? Wiesz, że idą święta i oszczędzać na prezenty trzeba? A Ty mnie tak skutecznie kusisz tym RM, że już wypatruję aukcji na ebayu 🙂 (BTW w poszukiwaniu Royal Muska na Allegro wyszukiwarka znalazła mi jakieś mydła (ARABIAN NIGHT AMBER KADZIDŁO MUSK) no i … jak mogłam nie wziąć? 😀

    @Kamila
    Kamila, słodki, oj bardzo słodki. Niestety, słodyczą dość plastikową i syntetyczną i z pewnością nie dla każdego. Kiedyś moja wielka miłość, teraz jedynie znośny w testach nadgarstkowych. W całościowych męczy mnie okrutnie 😉
    A co do Musk z Avonu, to dokładnie tak jak Hex napisała. Ja pamiętam je z czasów licealnych, gdy na topie były świeżuchowate oryginalne i znacznie mniej oryginalne Light Blue DG czy Cool Water Davidoffa (do dziś mam traumę), a ja wybierałam uparcie Night Musk 🙂

    @Paula
    U mnie wygląda to tak, że szyję smaruję również tym, co kładę na twarz (oprócz exfol serum), czyli rzeczy typu petydy miedzi i retinol. Ale u mnie to wynika chyba głównie z tego, że zawsze mi się za dużo nabierze kremu/serum i później nie wiem, co z tym zrobić, bo na twarzy już mi się nie chce rozsmarować :silly:

  14. Witam. Jeśli chodzi o Diora Addict,to akurat mam w posiadaniu 100ml z
    czego zużyłam może ok. 1/5 i chyba będę się musiała z nim rozstać…
    Na początku wydawał mi się bardzo ładny,tajemniczy,słodki ale im dalej w las bardziej tandeciarski, pomimo,że to przecież tzw. górna półka.Wydaje mi się , że jest to najpłytszy zapach tej marki( a mam w swojej kolekcji 3 trucizny czyli 3 Poisony ,Dune,2 Dolce Vita,Miss dior Cherri.itd.Najbardziej świeży jest w/g mnie zapach Pure Poison,najseksowniejszy Poison Hypnotic,a Dune najjj…oryginalniejszy z Diora.Dolce Vita tradycyjna natomiast działa na mnie swoimi akordami bardzo wesoło i nastraja pozytywnie.Natomiast jeśli chodzi o Anioła Givenchy – bardzo lubię go na sobie.O dziwo, akordy wszystkich trzech nut ładnie się rozkładają.Zapach trwały i z tzw. ogonem( takie lubię).

  15. @Paula
    a dziękuję 😉 I również pozdrawiam

    @dimiti
    😀 problemu ze zużywaniem jednak nie będzie, bo z połową powędrowałam już na Allegro 😀 To nic, że w to miejsce poczyniłam kolejne zakupy (i nie tylko w to miejsce 😀 ), ale o tym ciiii 🙂
    I wiesz co? TZ-a da się nauczyć „rozumienia” takich rzeczy 😀

    @ulcia
    Addicta ciężko chyba zużyć całą setkę. Ja swojego pewnie będę męczyła aż mu się termin ważności skończy 😀 Albo wcześniej się poddam i pójdzie w inne ręce 😉 I też niestety wyczuwam w nim coraz częściej tą nutę niezbyt dobrej jakości perfum 😦
    Ja z Poisonów się wyleczyłam zdecydowanie. Kiedyś bardzo lubiłam. Do czasu, gdy moja znajoma zaczęła podzielać moje zainteresowanie nimi i … obficie się zlewać 🙂 Do dzisiaj mam traumę 🙂
    A Dolce Vita, choć wciąż traktuję te perfumy jako takie trochę z przymrużeniem oka i mało serio, to zawsze goszczą na mojej półce właśnie jako taki „umilacz” 😉

  16. Patrz,masz traume odnosnie Poisonow a na mnie tak dziala Angel-niestety znajoma z pracy swojego czasu tak sie nim zlewala obficie,ze na sama mysl o nim robi mi sie slabo…
    Trucizny lubie i milo mi sie do nich wraca choc zauwazylam,ze juz nie tak chetnie jak kiedys;)starzeje sie chyba :rotfl:

    A jak zakonczyly sie zakupy na All z ARABIAN NIGHT?:)

    • Ha, wiem, kto jeszcze ma traumę związaną z Angelem 🙂 Nie jesteś sama 😉 Ja co prawda nigdy nie rozumiałam fenomenu popularności muglerowych zapachów i raczej nie próbowałam się z nimi zaprzyjaźnić, ale doskonale potrafię sobie wyobrazić, że mogą działać zabójczo 😉 I to w obu tego słowa znaczeniach 😉

      Arabian Night do dzisiaj niestety w mojej kolekcji nie figuruje 😉

  17. Z ciekawościa przeczytałam wszystkie posty o perfumach bo ich kolekcjonowanie to moje hobby ze swojej strony polecam Garden Party Caroliny Cherrera niestety niedostępne w Polsce ale jesli ktoś się na nie natknie warto kupic poza tym firmowe perfumy Abercombie&Fitch, a jeśli chodzi o starsze to Rene Lazarda -Femme

  18. @bea
    hej, witam na moim blogu 😉 Dziękuję za komentarz i przyznam szczerze, że żadnego z zapachów, o których piszesz, ani nie testowałam, ani nawet nie robiłam podejścia w jego kierunku 🙂 Firmowe perfumy Abercombie&Fitch? Zawsze zastanawiałam się, jak z jakością takich zapachów wypuszczanych przez marki nieperfumeryjne, ale jakoś nigdy nie miałam okazji sprawdzić. A co do Rene Lazard – Femme, to chyba dość ciężko go dostać? Bo google pokazuje mi niewiele wyników 😦

  19. witam! Ostatnio chyba odkryłam sekret ładnego zapachu Oriflame Amber Elixir. Miniaturka rzeczywiście pachniała dużo ładniej. A jesli chodzi o opakowanie pełnowymiarowe…
    Nie wiem jak u was, ale u mnie o niebo lepiej pachnie na skórze delikatnie mówiąc lekko nieświeżej 🙂
    Jakiś czas temu wbiegłam do domu i złapałam pierwsze perfumy jakie miałam pod ręką, akurat trafiło na Amber Elixir. I spryskałam się dość obficie na lekko spoconą po całym dniu pracy skórę.
    Koleżanka nie mogła ode mnie nosa oderwać 🙂

    • Ja nabyłam 3 miniaturki na allegro, a pełnowymiarowego opakowania się pozbyłam. To dwa kompletnie różne i różnie się rozwijające zapachy 😦
      Ale że Amber Elixir na takiej skórze zachowuje się dobrze, to bym w życiu na to nie wpadła. Raczej bym sądziła, że taka mieszanka zabójcza będzie 😀 Ale nie próbowałam, przyznaję 😀

  20. W lekturze Twojej strony nareszcie się tu dotarabaniłam (aż dziwne, ze nie kliknęłam po prostu w taga "perfumy" ). Chciałam słówko napisać: Sun Moon Stars to najnowszy zakup mojej matki, miłośniczki perfum kwiatowo-owocowych. Też się rozczarowała. 😉  I chyba wiem, czemu. Perfumy zawieszone są w połowie drogi między słodyczą a świeżością w sposób niezbyt udany; SMS chce być wszystkim: i pachnidełkem dla nastolatek, i buduarowym waniliowcem, i lekkim randkowcem, świetnym też na bieżnię czy inny fitnes oraz na królewski ślub. 😉 Trochę za duże obciążenie. Jeśli chodzi o bardziej merytoryczną analizę, to podejrzewam, że za wszystkim stoi ananas, bardzo wyraźny. Do tego niespójny z resztą składników.
    Może o to chodzi w Twym palniko-lakierze…? Ananans potrafi "robić" za benzynę, więc może i inne chemiczne śmierdziuchy podrabia? Warto się zastanowić. Ale nic na siłę; jak coś śmierdzi, to znaczy, że masz się trzymac z daleka. Przynamniej przez najbliższe kilka lat.. 🙂 Może Twojej Córce SMS nie zaszkodzi?
    Przypomniałaś mi, żeby odwiedzić Szanowną Rodzicielkę z pustą fiolką celem przepsikania jakiego mililitra.. 😉
    Oprócz tego chcę Ci pogratulować kolekcji. A że kilka z niej okazów okazało się, delikatnie mówiąc, chybione? Cóż, przynajmniej już wiesz, że to nie to czego szukasz. 😉 Poza tym, liczy się także poszukiwanie. Właśnie, jakiś czas temu distałaś próbki z kilkoma rodzajami interesujących perfumowych piżm, czym sie pochwaliłaś. 🙂 Mam nadzieję, że zaliczyłaś same zachwyty? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s