Everyday Minerals po jakimś czasie ;)

Jak już wcześniej pisałam, pożegnałam się z marką EDM (właściwie nie tyle z własnego wyboru, co z konieczności, gdyż dodawane obecnie do ich kosmetyków LL wybitnie mojej skórze nie służy), jednakże mam jeszcze trochę rzeczy, które kupiłam, a nie opisałam.

Dzisiaj pierwsza część tych zakupów; lecą do mnie 3 nowe rzeczy, nie tyle do używania, co do opisania ;), ale jeszcze na nie czekam, więc fotki różów Soco oraz  Like Lady Bird Lake, a także cienia Live Austin Live – jak tylko do mnie dolecą 😉

Jakiś czas temu w EDM pojawił się bronzer Happiness. Wiem, że o gustach się nie dyskutuje i to bardzo indywidualna sprawa, ale … cóż za paskudy odcień IMHO 🙂

Od bronzera oczekuję odcienia naturalnej opalenizny – a nie solaryjnej skwarki. Ten zdecydowanie przypomina mi ten drugi. Ciemny (dla mnie, mimo iż wyjątkowo blada nie jestem, zdecydowanie zbyt ciemny), pomarańczowy i najzwyczajniej w świecie brzydki. Nie znajduję w nim nic, co by mogło mnie do niego przekonać. Brudna ciemna pomarańcza plus rudy brąz. Matowy, to na plus, ale jakiś takim matem niezbyt urokliwym. Jako iż ma w składzie LL to nawet nie próbowałam go na siłę polubić, ale testy robiłam – i lekko, naprawdę lekko muskając i omiatając twarz próbując nadać efekt opalenizny z wakacyjnych wojaży; używając go do konturowania, a także jako róż. W żadnej z tych ról się nie sprawdził, więc bez żalu z tym odcieniem się rozstaję i  mówię mu zdecydowane „NIE”.

[poll id=”4″]

Niedawno w kolekcjach EDM pojawił się zestaw Josh Flagg Million Dollar Makeup kit.

Zdjęcie pochodzi ze strony EDM

Zakupu tego zestawu nie planowałam, bo jakoś nie kusi mnie kupowanie zestawu za 34$ tylko dla 5 cieni, ale dzięki uprzejmości pewnej sympatycznej  osoby, mam możliwość wypróbowania tych odcieni, których jeszcze nie posiadałam.


  • Beverly Hills Eye Shadow – żółte błyszczące złoto, choć dla mnie osobiście to bardziej słoneczny odcień żółci z mnóstwem srebrnych iskierek. Nie jestem do niego przekonana, ale to raczej dlatego, iż ja za złotem na powiekach raczej średnio przepadam. Owszem, czasem przemycam go w jakimś akcencie, ale chętniej sięgam po klasyczne złoto, niż takie cytrynkowe odcienie

  • Doheny Estates Eye Shadow – całkowicie matowy odcień stalowej szarości. Nawet dość przyzwoity. Takiej szarości właśnie w EDM mi kiedyś brakowało. Nie drobinkowego srebra, nie rozbielonego gołębiego odcienia, ale właśnie takiego. Myślę, że gdyby był dostępny w regularnej sprzedaży, poza zestawem, to mogłabym się nawet pokusić o jego zakup, gdyż do matowego smokey jak znalazł.
  • Homby Hills Eye Shadow – ciepły rudo-miedziany brąz z wielokolorowymi drobinkami. Dokładnie tak jak w przypadku Beverly Hills – nie jestem zwolenniczką takich odcieni. Czerwonawe brązy na moim oku wyglądają tak sobie, a i ja nie pałam do nich specjalną miłością. Raczej nie zdecydowałabym się na zakup.
  • Trousdale Estates Eye Shadow – złocista, wyraźna pomarańcza zmieszana z lisią rudością. Kolor sam w sobie dość ciekawy, błyszczący, mieniący się delikatnym złotem. Niestety, u mnie takie odcienie dość ciężko wpakować gdziekolwiek na oku, więc pewnie nigdy nie zdecyduję się go użyć.
  • Bel Air Eye Shadow – wg opisu to kanarkowa żółć z błyskiem. Nie wiem, jakie oni kanarki w tych Stanach mają, ale te, które ja widziałam, były nieco bardziej żółte niż ten odcień. Dla mnie to bardziej odcień cytrynowego shake’a z drobinkami, lodów cytrynowych… Jasny odcień żółci, kojarzącej mi się z bladożółtą cattleyą, którą kiedyś dostałam w prezencie (i jak przy większości moich roślin doniczkowych – przyczyniłam się do jej szybkiej śmierci podlewając ją zbyt obficie 😉 )

Tyle, jeżeli chodzi o Josh Flagg Million Dollar Makeup kit. Pozostałe elementy tego zestawu opisywałam już wcześniej  (róż/rozświetlacz Viki’s Radiant Creation TU, prasowany róż Apple TU, eye kabuki Jr. przy opisywaniu pędzli). Zastanawiam się tylko, czy ten nowy Exclusive Baby Flat Top to jest to samo, co zwykły? Jeżeli tak, to nie kusi mnie ani odrobinę, bo nie wiem, czy użyłam go chociaż raz )


Jakiś czas temu doleciał do mnie również cień Karmic Crush (z któregoś z ostatnich Reissue Party), a także dwa gratisowe pełnowymiarowe cienie That’s Super Keen oraz Uluru Sky.

Karmic Crush to dość dziwny odcień. Metaliczna rudość, trochę miedzi, pomarańczy plus złote tony i gdzieniegdzie, ciężkie do uchwycenia różowawe tony. Lubię go oglądać i mazać się nim po ręku, ale tylko po ręku. Na oko chyba w życiu nie odważę się go pacnąć. Zbyt odważny jak dla mnie. Z pewnością nie jest to niezbędnik w kolekcji cieni, ale … cieszę się,że go mam. Choć prawdopodobnie patrząc na swatche i opis nigdy nie zdecydowałabym się go kupić.


That’s Super Keen to cień, z którym mam poważny problem, jeżeli chodzi o jego określenie. Podejrzewam u siebie zaawansowany daltonizm za każdym razem, kiedy przychodzi mi opisanie, jaki to kolor:) Dla mnie to mieszanka lodów pistacjowych, morskiej piany, jasnego turkusu, gołębiej szarości i mocno rozbielonej leśnej zieleni z brudnym chłodnym błękitem w tle. Ha. I niech teraz ktoś sobie spróbuje wyobrazić ten cień 🙂 Ale serio – nie umiem go opisać. Jest tak niejednoznaczny, tak trudny, że jedyne co mogę stwierdzić z całą pewnością to fakt, iż na pewno jest zimnym odcieniem. A że ja za zimnymi odcieniami nie przepadam (choć może raczej powinnam napisać, iż to one za mną nie przepadają), to nie sięgam po niego zbyt często, żeby nie powiedzieć – nigdy:) Ale jestem pewna, że przy odpowiednim typie urody musi wyglądać pięknie na oku. Niestety, nie dla mnie on…

Uluru Sky – odcień, który bardzo mi się podoba i wciąż noszę się z zamiarem użycia go na oku, ale jakoś nigdy nie ma odpowiedniej okazji ku temu. Piękny odcień atramentowego fioletu z delikatnymi drobinkami. Swatche są robione na sucho, bez bazy, ale podejrzewam, że jego prawdziwy urok tak naprawdę dopiero na bazie widać w pełni. Zdjęcie z lewej strony – światło dzienne bez lampy, z prawej – światło dzienne z lampą.

Wszystkie trzy powyższe odcienie są obecnie niedostępne w sprzedaży, ale z pewnością można je upolować na allegro, czy wątkach wymiankowych 😉

I TYLE 🙂 ŻEBY NIE BYŁO, ŻE CIĄGLE CZYMŚ KUSZĘ. Myślę, że dzisiaj opisane przeze mnie odcienie nie będą się nikomu śniły po nocach, a karta kredytowa/konto bankowe nie zapiszczą z rozpaczliwym „znowu? litości…!” 🙂

Reklamy

12 thoughts on “Everyday Minerals po jakimś czasie ;)

  1. muszę Ci przyznać rację, bo happiness jest „obrzydliwy”:-D
    nawet jak nałożyłam go ta całą metodą 3, to musiałam trochę ścierać…
    ale faaajnie, ze mnie niczym nie kusisz 😀
    chociaz Doheny Estates pewnie bym kupiła w regularnej sprzedaży;)

  2. „mieszanka lodów pistacjowych, morskiej piany, jasnego turkusu, gołębiej szarości i mocno rozbielonej leśnej zieleni z brudnym chłodnym błękitem w tle.” 😀 opowiem rozwielitkowemu to zrobi zeza rozbierznego i zemdleje od myślenia 🙂

    swoją drogą to same mało ciekawe odcienie, może Doheny Estates jest godny uwagi.

  3. a sie baaaardzo podoba ulury sky 😀 od razu wklepalam na allegro ale niestety nie ma… coz bede polowac:) w koncu jakis post dodalas, bo zagladam kazdego dnia z nadzieja ze cos sie pojawi, ale rozumiem natlok obowiazkow :*

  4. @goldika
    jakby co, to ja mam uluru do podzielenia się 🙂 a z tym pisaniem postów to u mnie ciężko 😦 Trudno czas znaleźć na to; jeżeli już mam wolną chwilę, to brak jest światła, by zrobić zdjęcia…

    @enaiv
    mówisz o subskrypcji mailowej? 😎 Ja również mam ją dodaną do innego konta, by sprawdzać, czy wszystko prawidłowo działa i ok.6-tej rano dostałam maila o nowym poście na moim blogu… Podaj mi proszę, na PW adres mailowy, a sprawdzę, co się dzieje i czy jesteś na liście :*

    @Rozi
    no wiesz? przecież to prosty opis 😛 😛
    Odcienie zdecydowanie mało ciekawe 😉

    @Mirelkaaa
    sądząc po wynikach ankiety jednak znajduje swoje fanki 🙂 Cóż, wiele zależy przecież od karnacji.. Może na mocno opalonych wygląda inaczej? (swoją drogą, ja tęsknię za opalenizną 😉

  5. Kasiu, nie chcę Ci głowy zawracać 😉 ostatni dostałam ten „wrrr” co się coś zepsuło a tego o edm już nie, ale w sumie i tak prawie codziennie zaglądam 😀 :*

  6. Takie posty sa potrzebne! (I blog też!)
    Dzięki temu postowi nigdy się nie skuszę np. na Happiness Bronzer 😉

    Cudne avatarki na tym „nowym blogu”.
    :chick: :chicken: :chicken2: :cow: :cow2: :dog2: :dog: :duck: :goat: :hippo: :koala: :lion: :monkey: :monkey2: :mouse: :panda: :pig: :pig2: :sheep: :sheep2: :snail: :tiger: :turtle: :
    (^całe zoo!;-)))

    A tak w ogóle opuściłaś, Cathy, Blogspota, kiedy ja zalożyłam na nim konto…

  7. @Cathy
    pewnie komuś happiness o gustu przypadł, ale z tego co wiem mamy podobny odcień skóry i dla nas jest „be” ?:-)
    ja się będę opalać za 3 tygodnie :rotfl:
    tylko nie mów nikomu 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s